Forum po 30-tce Strona Główna po 30-tce
niezwykła strona niezwykłych użytkowników
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

najlepsze teksty
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Z Identyfikatorem. Lub bez.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:49, 23 Sie 2018    Temat postu: najlepsze teksty

z netu Shame on you ale tak max jednostronowe, czyli do 64 linijek

naukowa dyskusja z [link widoczny dla zalogowanych]

Cytat:
Widzieliście kiedyś na żywo prawdziwą naukową dyskusję? Ja miałem okazję wczoraj w jednej uczestniczyć. Przygotowałem prezentację o metylacji DNA (trudne zagadnienie), produkowałem się pół godziny, ale dobrze poszło. Ostatni slajd, na nim ”dziękuję za uwagę”, mówię:
- Dziękuję za uwagę. Czy ktoś ma jakieś pytania albo komentarze?
Atmosfera na sali trochę się rozluźniła. Głos zabrał doktor habilitowany Karwiński:
- Z całym szacunkiem, panie Anonimski, według mnie pańska prezentacja zawierała szereg błędów. Po pierwsze, metylacja DNA...
Zaczęło się. Czułem się, jakbym schodził po schodach i nie trafił w stopień. Serce zamarło, po czym przyspieszyło do stu dwudziestu na minutę. Karwiński po kolei punktował wszystkie słabostki mojego wystąpienia
- ...mam wrażenie, że przeczytał pan jedynie przeglądówki sprzed piętnastu lat, a i to pobieżnie. Czy pan w ogóle odróżnia metylację DNA od metylacji histonów?
- Panie docencie... ja... ja... - dukałem nieporadnie. To koniec. Obrona nie była możliwa. Cały mój wysiłek poszedł na marne, słońce zaszło za chmurami, a z nim nadzieja na zaliczenie seminarium. Zawiodłem i przegrałem.
Niespodziewanie inicjatywę przejął mój promotor, profesor Bujewicz.
- Szanowni państwo - zwrócił się do zebranych - z całą pewnością wszyscy słyszeliśmy żałosne wywody docenta Karwińskiego. Jakże jednak mamy traktować je poważnie, skoro pan docent, jak powszechnie wiadomo, ma małą i giętką pałę oraz lubi ssać męskie penisy?
Szmer uznania przetoczył się przez audytorium. Ludzie kiwali głowami, przychylając się do słów profesora.
- Panie profesorze - oburzył się Karwiński - Co to do cholery znaczy? Co ma długość mojego członka do metylacji DNA? A „męski penis” to masło maślane, zna pan jakieś "żeńskie penisy"? Pan obraża naukową dyskusję!
- Sam pan ją obraża swoją paskudną mordą, docencie Karwiński. W kwestii „męskich penisów” to tak, znam jednego właściciela „żeńskiego penisa” – pana, docencie, bo pan pizda jesteś. Pytał pan jeszcze, co ma długość pańskiego fistaszka, którego szumnie określił pan nazwą członka, do metylacji DNA? Ano to, że tankował pan wódkę z przemytu, zmetylowało panu kutasa i jego rozwój zatrzymał się na trzech centymetrach.
Widownia wybuchła śmiechem. Z osłupieniem obserwowałem tę scenę. Karwiński poczerwieniał jak burak, Bujewicz zaś, bez zażenowania, wyciągnął cygaro, zapalił je i zaciągnął się z satysfakcją. Ktoś z sali krzyknął:
- Brawo profesor Bujewicz!
- Kto wpuścił tego debila na salę? Wypierdolić Karwińskiego!
- Wypierdolić!
Docent poczerwieniał jeszcze bardziej, podszedł do Bujewicza i warczącym głosem zaczął mu dogryzać:
- Że niby ja mam jakieś braki? A co z panem, profesorze, co? Bujewicz-bezchujewicz! Stary impotent, bez viagry to nawet myśleć o ruchaniu nie może! Spójrzcie na niego, jakie cygaro wyciągnął, pewnie kompleksy ma! Lubi pan brać długie, grube rzeczy do gęby, co nie?
Profesor Bujewicz zaciągnął się cygarem, wypuścił dym prosto w twarz adwersarza.
- Chyba pana stary, docencie. Panie magistrze, proszę pocisnąć torpedę docentowi Kurwińskiemu. - zwrócił się do mnie.
Rozgorączkowana publiczność pokazywała nas sobie z zaciekawieniem palcami. Karwiński był już skompromitowany, a do mnie należało jego ostateczne dobicie. Widownia oczekiwała świetnej wiązanki, mój promotor patrzył na mnie z nadzieją, Karwiński zaś próbował zamordować mnie wzrokiem. Wyprostowałem się, spojrzałem mu prosto w oczy i wyrzekłem.
- Pytał się pan, docencie Kurwiński, co wiem o metylacji. Wiem, kurwa, wszystko. I chuj pana obchodzi, z jakich źródeł korzystałem, bo i tak pewnie czytać pan nie potrafi. Jeśli moje wywody o metylacji DNA się panu nie podobały, to może mnie pan w dupę pocałować. Albo w wała possać, tak jak pan lubi!
Docent skrzywił się nieprzyjemnie, wycelował oskarżycielsko palcem.
- Panie Anonichuimski! Merytorycznie pana praca leży i kwiczy, to dno plus metr mułu, gówno psie i wie pan co?
- Co? - odparłem odruchowo. Błąd.
- Chujów sto!
Audytorium zaśmiało się. Dałem się zrobić jak dziecko. Karwiński uśmiechnął się triumfalnie, pewien zwycięstwa. Profesor niewzruszony palił swoje cygaro. Kiwnął przyzwalająco głową. Zripostowałem.
- W pana dupę, docencie Kurwiński! Tak, jak pan lubi!
Zerwała się owacja. Karwiński starał się coś odeprzeć, coś dodać, bronić, się, atakować, ale lud nie dał dojść mu do słowa.
- Wypierdalaj! Wypierdalaj! WY-PIER-DALAJ!
- Chuj ci na imię! Kurwiński, chuj ci na imię! Chuj ci na imię! - skandowali.
Biedny docent nie miał gdzie się schować. Usiadł na swoim miejscu, skurczył się w sobie i (choć wydaje się to niemożliwe) poczerwieniał jeszcze bardziej. Zasłonił twarz rękami. Nie wierzę. Triumfowałem. Wygrałem naukową dyskusję.
- Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub komentarze? Dla odmiany sensowne?
- Tak - podjął jeden z kolegów na sali - czy metylacja w obrębie intronów też może mieć znaczenie na skuteczność transkrypcji genów?
Uśmiechnąłem się. Z sali zaczęły padać coraz to nowe pytania, ja zaś odpowiadałem na nie zgodnie z moją wiedzą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Czw 21:56, 23 Sie 2018    Temat postu:

Pasta.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 5:43, 24 Sie 2018    Temat postu:

Jaka pasta? Co humoreski pitawalowe Wiecha mają wspólnego z tym pseudoliterackim gównem? To kultura chamstwa w natarciu kierowana do młodzieży. Znaczy się lewacki gorszy sort próbuje kształtować młode umysły na swoje podobieństwo. Think To bój o wartości po prostu. Na szczęście młodzież choć nonkonformistyczna z reguły potrafi odróżnić szlachetność od chamstwa.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 7:40, 24 Sie 2018    Temat postu:

Straszne gówno. Skąd Ty to bierzesz Franiu?
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 14:30, 24 Sie 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
Straszne gówno. Skąd Ty to bierzesz Franiu?


Przecież to śmieszne jest.
Super paszkwil.
A jeszcze śmieszniejsza jest pasta o koneserach piwa.

"Wkurwiają mnie już tacy piwosze-neofici, co to kurwa całe życie..."
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 14:31, 24 Sie 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
Jaka pasta? Co humoreski pitawalowe Wiecha mają wspólnego z tym pseudoliterackim gównem?


Copy paste.
Powrót do góry
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 16:50, 24 Sie 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
Anonymous napisał:
Straszne gówno. Skąd Ty to bierzesz Franiu?


Przecież to śmieszne jest.
Super paszkwil.
A jeszcze śmieszniejsza jest pasta o koneserach piwa.

"Wkurwiają mnie już tacy piwosze-neofici, co to kurwa całe życie..."


ja sie nie znam na piwie..
tyle tylko, ze wiem o gornej (ale) i dolnej (lager) fermentacji

+tam slyszalem jakas tam historyjke, ze ulubione piwo katarzyny wielkiej - Imperial Pale Ale - zeby przetrwac transport - musialo miec wiecej alkoholu i wiecej slodu i chmielu
i byli ciemne w odroznieniu od podobnego, tylko bez slodu - Indian Pale Ale - ktore bylo eksportowane do Indii




btw, wolalbym, zeby byle przede wszystkim oceny punktowe

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 9:30, 20 Wrz 2018    Temat postu:

dlaczego wampiry musialy ustapic zombiakom [link widoczny dla zalogowanych]



Cytat:


Nieumarłe drapieżniki


Wraz z opanowaniem ognia, już kilkaset tysięcy lat temu, człowiek został szczytowym drapieżnikiem w ziemskim ekosystemie. Polował na wszystkie możliwe zwierzęta, nic natomiast nie polowało na niego. Oczywiście ludzie nadal bywali i do dzisiaj bywają zabijani i zjadani przez lwy, wilki, krokodyle i rekiny, ale były i są to już tylko incydenty, nieszczęśliwe wypadki, nie mające żadnego wpływu ani na dynamikę ludzkich populacji, ani na kierunek ich ewolucji.

Pamięć jednak o dawniejszych czasach i jakaś dziwna za nimi tęsknota, przetrwały aż do czasów współczesnych. Realnych, gustujących w ludzinie, drapieżników, już dawno nie było, ale w zamian społeczeństwo stworzyło sobie drapieżniki wyimaginowane. Wymyślone drapieżne, a nawet inteligentne potwory, w wymyślonych opowieściach siały spustoszenie w wymyślonych królestwach, polując na bezsilnych ludzi a nawet domagając się składania sobie regularnych ofiar z dziewic.

Nadejście rewolucji przemysłowej nie tylko nie zlikwidowało tych wirtualnych drapieżców, ale, wskutek powstania i rozwoju kultury masowej, wyprodukowało nowych, z których omówimy tutaj dwóch.

Pierwszym z nich jest wampir. Jako popularna figura literacka pojawił się na początku XIX wieku i brylował w literaturze, a potem i w filmie przez kolejne półtora wieku. Jak każdy drapieżnik żerujący na jakiejś populacji ofiar, również wampir może być opisany przez ekologiczny model drapieżnictwa, zwany też, od nazwisk swoich twórców, modelem Lotki – Volterry.

Oto i on. N – oznacza populację ludzi, V – populację wampirów. Obie te wielkości podajemy się jako odsetek wyjściowej populacji ludzkiej, przyjmując, że bez obecności wampirów, wynosi ona 100%

dN/dt = r*N*(1-N)-a*N*V

dV/dt = a*N*V – V/L

Model zawiera trzy parametry. Przez r opisany jest naturalny wskaźnik przyrostu naturalnego populacji ofiar – czyli ludzi. Można przyjąć, że wynosi on średnio 5% rocznie. Parametr a to wydajność polowania – tempo w jakim wampiry są w stanie przerabiać ludzi na kolejne wampiry. Wreszcie L – średnia długość życia wampira. Jest on zwykle przedstawiany jako istota, z ludzkiej perspektywy, nieśmiertelna, niepodlegająca chorobom i starości. Z drugiej zaś strony, mimo całej swojej złowrogiej potęgi, są wampiry stosunkowo kruche, zmuszone, pod groźbą unicestwienia, unikać osinowych kołków, srebra, krzyży, czy światła słonecznego. Choć zatem formalnie nieśmiertelne, to bynajmniej nie są wampiry wieczne. Wcześniej czy później, choć jest to okres dla ludzi niewyobrażalnie długi – giną. Dla naszych potrzeb można przyjąć że L = 1000 lat. Oryginalny, opisujący relacje lisów i królików, model L-V, zawiera jeszcze jeden parametr, określający, ile trzeba upolować królików, żeby urodzić i odchować jednego lisa. Ponieważ z jednego człowieka powstaje dokładnie jeden wampir, w naszym przypadku parametr ten równy jest jedności.

Model L-V posiada trzy stabilne rozwiązania stacjonarne, z których dwa (0% ludzi, 0% wampirów, oraz 100% ludzi, 0% wampirów) są trywialne. Interesujący jest trzeci przypadek, przewidujący stabilne współistnienie tych dwóch populacji.

Ns = 1/(a*L)

Vs=(r/a)*(1-1/(a*L))

Jeżeli wampiry w ogóle mają istnieć, to muszą powstawać przynajmniej w takim samym tempie, jak giną, czyli a>1/L. Jednak, ze względu na długowieczność wampirów, ich liczba w naszym modelu, wraz ze wzrostem skuteczności polowania, rośnie błyskawicznie. Przy a ledwo dwukrotnie wyższym od wartości minimalnej, populacja ludzi spada do 50% wielkości wyjściowej, a wampirów rośnie do … 1250%. Na jednego człowieka przypada więc wtedy …25 wampirów. Przy jeszcze wyższych a, liczba wampirów zaczyna, z braku ofiar – ludzi, spadać, ale przelicznik wampirów na człowieka nadal rośnie, aż do osiągnięcia wartości 50:1. W żadnej jednak opowieści o wampirach podobnych proporcji nie znajdziemy. Przeciwnie. Wampiry są tam zawsze, w porównaniu z ludźmi, nieliczne. W pierwszych wampirycznych utworach, wystarczyło zostać raz ukąszonym przez wampira, aby samemu się nim stać. Szybko jednak ich twórcy, nawet bez szczegółowej znajomości opisywanego modelu, zorientowali się, że przy tak wysokim współczynniku a, ludzie całkowicie by z powierzchni Ziemi zniknęli. Procedura powoływania nowego wampira uległa zatem daleko idącej komplikacji, stając się złożonym i czasochłonnym rytuałem.

Tak daleko idąca nadreprezentacja liczebna, nie byłaby też tym, co cieszyłoby same wampiry. Wampir na ludzi nie tylko poluje, ale też ich …osusza. Jest nie tylko drapieżnikiem, ale przede wszystkim pasożytem. W tej drugiej roli wolałby, aby to ludzie dominowali liczebnie nad wampirami, zapewniając mu tym samym stałą i niezakłóconą podaż napitku. Wszyscy inni, niż on sam, krwiopijcy, tym samym są dla niego tylko uciążliwą konkurencją. Wampir wampirowi wampirem.

W konsekwencji społeczność wampirów, w końcu istot świadomych i inteligentnych, musi wykształcić ścisłe i bezwzględnie przestrzegane reguły, określające kto, kogo, kiedy i w jakich okolicznościach może w nowego wampira przemienić. Wszelkie samowolne działania w tym zakresie muszą zaś być surowo tępione. Dopuszczenie do społeczności wampirów staje się, wobec niewielkiej jej liczebności i niesłychanej (L=1000 lat) długowieczności, niezwykle rzadko przyznawanym zaszczytem, którego ludzie nie tylko nie muszą się obawiać, ale wręcz o niego zabiegają, czego przykłady można licznie znaleźć w literaturze. Nieprzypadkowo wampir jest tam zwykle arystokratą, hrabią, księciem, czy baronem, osobowością złożoną i niebanalną, kimś niezwykłym i wyjątkowym.

Żaden realnie żyjący w przyrodzie drapieżnik nie mógłby takiej samoograniczającej się strategii rozrodczej stosować, ale wampiry przecież żywe nie są. „Rozmnażają się”, co prawda, ale bez dziedziczenia cech. Nowo powstały wampir nie jest bardziej podobny do wampira – stworzyciela, niż do jakiegokolwiek innego przedstawiciela tej grupy. W rezultacie wampiry nie podlegają ewolucji darwinowskiej i nie odczuwają presji na maksymalizowanie swojego indywidualnego sukcesu rozrodczego. Bez problemu mogą go więc poświecić dla dobra wspólnego.

Wampiry, jak już autor wspomniał, królowały na kartach powieści i ekranach filmowych przez ponad sto lat. Zachodzące jednak w drugiej połowie XX wieku przemiany społeczne, znacząco zredukowały zapotrzebowanie na drapieżnika arystokratycznego, wyrafinowanego i niepowtarzalnego. Płacąca za straszenie jej publiczność, zapragnęła bać się kogoś bardziej demokratycznego, masowego, chamskiego i pospolitego. Wampiry więc musiały ustąpić miejsca w popkulturze potworom innego rodzaju. Nastały czasy zombie. Demokratyczne zombiaki są co najmniej równie długowieczne, jak arystokratyczne wampiry, ale, w przeciwieństwie do nich, nie narzucają sobie żadnych ograniczeń w kąsaniu i przerabianiu na zombiaki kolejnych ofiar. Nie myślą, nie tylko o przyszłości, ale w ogóle.

Wampiry świadomie pilnowały tego, aby ich współczynnik skuteczności a był tylko minimalnie większy od 1/L. U zombiaków, a jest tak wysokie, że 1/L można w ogóle zaniedbać. Model wygląda więc tak:

dN/dt = r*N*(1-N)-a*N*Z

dZ/dt = a*N*Z

I nie ma w nim tym razem stanu stacjonarnego innego, niż N=0, lub Z=0. Współistnienie ludzi i zombie nie jest więc możliwe. Inwazja zombie, jeżeli już raz się zacznie, będzie lawinowo narastać, aż do całkowitej zagłady ludzkości. Zombie są więc znacznie bardziej od wampirów przerażające, ale niestety, znacznie też mniej od nich nośne fabularnie. Liczba możliwych scenariuszy z udziałem zombie jest wprost żałośnie uboga i w zasadzie dawno zostały one wszystkie wyeksploatowane. Tak sądził niżej podpisany. Mylił się jednak. Światowa wojna zombie nie jest wcale tak nudnym i prostackim motywem literackim, jakby się to mogło na pierwszy rzut oka wydawać.

Skoro zombie właściwie nie giną same z siebie, to aby ludzkość miała z nimi w ogóle jakieś szanse, ludzie muszą zombie likwidować własnoręcznie. Drugi człon równania L-V przyjmie więc postać:

dZ/dt = (a-b)*N*Z

a jest skutecznością polowania zombie na ludzi, natomiast b na odwrót – skutecznością polowania ludzi na zombie. W przeciwieństwie do zombie, ludzie się uczą, zatem współczynnik b będzie rósł w miarę upływu czasu. Kiedy stanie się większy od a, populacja zombie zacznie się zmniejszać. Nie daje to jednak jeszcze żadnej gwarancji zwycięstwa, bo pomimo nawet stosunkowo wysokiej wartości b, sytuacja nie jest bynajmniej symetryczna. Każdy upolowany człowiek nadal staje się zombiakiem, natomiast upolowany zombiak nie staje się człowiekiem.

Numeryczna analiza modelu wskazuje, że ludzie mogą zwyciężyć tylko wtedy, jeżeli w szczytowym momencie inwazji, populacja zombie nie przekroczy ok 8% przedwojennej liczby ludzi. Jeżeli odsetek ten będzie wyższy, to, niezależnie od tego jak szybko i sprawnie ludzie nauczą się zombie unieszkodliwiać, wojnę z nimi przegrają.

Trudno jednak porwać czytelników wizją konfliktu z tak nielicznym wrogiem. Wróg liczniejszy natomiast, bardziej fabularnie atrakcyjny, pozbawi naszą historię obowiązkowego happy endu. Jak zatem, z jednej strony pokazać milionowe hordy krwiożerczych potworów, z drugiej zaś ostateczne zwycięstwo ludzkich bohaterów?

Odpowiedź znów znajdziemy w odpowiedniej modyfikacji modelu Lotki-Volterry. Co najmniej jeden autor, z tych, którzy światową inwazję zombie opisali, tak właśnie postąpił. Nie wiadomo, czy sam, lub z czyjąś pomocą przeprowadził odpowiednie obliczenia, czy też wpadł na to potęgą czystej intuicji, ale rezultat imponuje. Mowa o powieści „World War Z” Maxa Brooksa.

Kluczem do zwycięstwa i ocalenia ludzkiego gatunku staje się w niej stworzenie kryjówek, bronionych przed zombie przez wojsko i przeszkody naturalne, „stref bezpieczeństwa”. Od obszarów stosunkowo dużych, jak Izrael, czy Krym, do zupełnie małych, jak pośpieszenie zaadaptowane w tym celu średniowieczne zamki. W takich kryjówkach, szczęśliwcy mogą przetrwać, zyskując czas na skuteczne zwiększenie współczynnika b, a potem przeprowadzać mozolną rekonkwistę. Na poniższym wykresie fazowym pokazano przebieg światowej wojny Z, obliczony na podstawie modelu. Iteracje przebiegu wojny przeprowadzono co tydzień. Współczynnik a = 7 (jeden zombie może w tygodniu upolować siedmiu ludzi), b stopniowo rośnie od zera do 35. Symulacja startuje, kiedy zombie na świecie jest kilka tysięcy. W strefach bezpieczeństwa chroni się 10% przedwojennej ludzkiej populacji.

...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:06, 10 Paź 2018    Temat postu:

bog czy Bog?

[link widoczny dla zalogowanych]

Cytat:
13.11.2007
Witam Szanownych Ekspertów!
Hasło bóg/Bóg w słowniku PWN obudziło we mnie pewne wątpliwości. Dość powiedzieć, że jest niekompletne; mówi tylko o pisowni rzeczownika bóg, gdy chodzi o bóstwa religii poli- i monoteistycznych. (1) Jaką zatem literą zapiszemy wyraz bóg w odniesieniu do bóstw religii henoteistycznych, czy mówiąc o bezosobowym bogu panteistów? (2) Jak napiszemy, jeśli nasze rozważania mają charakter bardziej ogólny, niezależny od podziałów na typy religii? (3) Wreszcie – jaka właściwie zasada nakazuje pisać wielką literą rzeczownik bóg w odniesieniu do religii monoteistycznych? Z pewnością wielką literą napisać można ze względów uczuciowych i grzecznościowych, ale ta zasada charakteru obligatoryjnego nie ma. Trudno się zgodzić również na logikę imion własnych bogów i jednostkowych istot mitologicznych; skoro religii jest tak wiele i tak wiele bóstw jest z nimi stowarzyszonych, jakże można monopol na wyraz bóg dawać tylko tym, o których sądzi się, że są jedyni? Taki zabieg wydaje się nie mieć uzasadnienia. Bogowie (także ci jedyni) mają zazwyczaj swoje imiona (Allach, Jehowa itp.), więc po co wprowadzać takie zamieszanie? Byłbym niezmiernie wdzięczny za rozwianie moich wątpliwości.
Pozdrawiam serdecznie.
Zasady pisowni nie mogą być kompletne, nie da się przecież przewidzieć wszystkich okoliczności użycia słów. W razie wątpliwości należy dokonać interpretacji przepisów, co też postaram się zrobić.
Wyraz bóg możemy pisać wielką literą zapewne z kilku powodów, być może ze względów znaczeniowych (dla podkreślenia opozycji jednostkowość – zbiorowość), na pewno ze względów uczuciowych, a najważniejszy chyba jest jednak mocno utrwalony zwyczaj. Wskazuje na to fakt, że regulacja ortograficzna, o której Pan wspomina, pojawia się w części hasłowej słownika, nie ma jej natomiast wśród zasad pisowni (zapis nazw bogów i istot mitologicznych ustalają zasady [60] i [123]). To odpowiedź na pytanie 3.
Analiza rozstrzygnięć słownikowych prowadzi do wniosku, że zapis małą literą należy uznać za podstawowy. Zapis literą wielką należy ograniczyć do wypadków, gdy mówimy o istocie najwyższej w religiach monoteistycznych, co w praktyce zwykle dotyczy judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Tym samym na pytanie 1.i 2. odpowiadam: piszmy małą literą, użycie wielkiej litery jest nacechowane, a więc nie należy go rozszerzać.
Jan Grzenia, Uniwersytet Śląski


wierzyc czy nie wierzyc?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Czw 7:46, 11 Paź 2018    Temat postu:

Bóg piszemy podobnie jak Pan/Pani.

Jak się jednak bardziej zastanowię, to chyba bóg chrześcijan powinien być pisany z małej litery. Przecież ich jest tam trzech.
Powrót do góry
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:58, 14 Paź 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
Bóg piszemy podobnie jak Pan/Pani.

Jak się jednak bardziej zastanowię, to chyba bóg chrześcijan powinien być pisany z małej litery. Przecież ich jest tam trzech.


z 6PW wynika co innego:


Cytat:
Sześć Prawd Wiary

1. Jest jeden Bóg.
2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
3. Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty.
4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.
5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna.
6. Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna.


[link widoczny dla zalogowanych]




to troche tak, jak z Toba, Lampomirze -> jest jeden Lampi, ale w dwu Osobach : dobry Lampi i zly Lampi Blue_Light_Colorz_PDT_02

zauwaz rowniez, ze PW1 nie jest sprzeczna z PW3 oraz z przykazaniem 1, ktore stwierdza obecnosc wielu tzw. bogow... Angel


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:44, 22 Paź 2018    Temat postu:

13 cnót Benjamina Franklina



Cytat:
1. Umiar — nie jedz do otępienia, nie pij do podniecenia.

2. Milczenie — mów tylko to, co może przynieść pożytek innym lub tobie, unikaj błahych rozmów.

3. Ład — niech wszystkie twoje rzeczy mają swoje miejsce, niech wszystkie twoje sprawy mają swój czas.

4. Postanowienie — postanów czynić to, co powinieneś; czyń bezbłędnie to, co postanowiłeś.

5. Oszczędność — nie czyń wydatków poza dobrymi dla innych lub ciebie; to znaczy nic nie marnotraw.

6. Pracowitość — nie trać nigdy czasu; bądź zawsze zajęty czymś pożytecznym; unikaj wszelkich niepotrzebnych działań.

7. Szczerość — nie stosuj krzywdzącego oszustwa; myśl niewinnie i sprawiedliwie, a kiedy mówisz, mów podobnie.

8. Sprawiedliwość — nie krzywdź nikogo wyrządzając zło lub pomijając korzyści, które są twoim obowiązkiem.

9. Powściągliwość — unikaj krańcowości; zaniechaj urazy w tym stopniu, jak twoim zdaniem na to zasługują.

10. Czystość — nie pozwalaj na żadną nieczystość ciała, ubrania czy mieszkania.

11. Spokój — nie przejmuj się drobnostkami oraz zdarzeniami pospolitymi lub nieuniknionymi.

12. Surowość cielesna — rzadko używaj spraw płci (w oryg. venery), tylko dla zdrowia albo potomstwa, nigdy do otępienia, osłabienia lub szkody w twoim czy cudzym spokoju i reputacji.

13. Pokora — Naśladuj Jezusa i Sokratesa.






[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 8:45, 13 Lis 2018    Temat postu:

slownik afery tasmowej:

Cytat:
ARMAGNAC Francuski alkohol po 4000 zł za butelkę. Idealny prezent urodzinowy dla ukochanego najwyższego przywódcy.

BARTEK Szef MSW Sienkiewicz dla Marka. Cechy szczególne: apaszka i papierosek. patrz też: kibel w Dżakarcie

BARDZIEJ OKRAŚĆ Strategia negocjacyjna rządu w rozmowach z prywatnym biznesmenem.

BULLSHIT KOMPLETNY Przyjazne stosunki dyplomatyczne między Polską a Stanami Zjednoczonymi. patrz też: robienie laski

CH…, DUPA I KAMIENI KUPA Sztandarowy projekt rządu, czyli inwestycje w strategiczne dziedziny państwa.

CH… WIE KOMU POTRZEBNE Istota funkcjonowania regionalnych portów lotniczych w Łodzi i Gdańsku. patrz też: dotowanie pod stołem

CH… STARY Dyrektor gabinetu prezesa NBP, który bez uzgodnienia z szefem urodził się trzy tygodnie przed nim.

CH… Z TĄ POLSKĄ WSCHODNIĄ! Dyfuzja środków w ramach programu rozwoju regionalnego.

CHODZENIE W SZMATACH Tradycyjny ubiór muzułmanów.

CYRK Postępowanie przed sejmową komisją śledczą. Preferowane: dwuletnie. Służy temu, by zajeb... PiS oraz pociągnąć na dno prezesa Kaczyńskiego i skur…syna.

CZYŻEŚCIE OCHU…LI?! Względnie: Poje…ło was?! Rodzaj nieformalnej apelacji podejmowanej przez młodego chłopaka w sprawie Lolo Pindolo. patrz też: trzepanie żony, zamknąć ryja, spod dużego palca

DEBILIZM Artykułowanie w telewizji krytycznych uwag na temat inwestycji państwowych spółek. Niewskazane. Zagrożone sankcją: „pakujesz walizki i wypier…asz!”.

DOTOWANIE POD STOŁEM Pomoc publiczna dla prywatnych firm korzystających z regionalnych portów lotniczych. patrz też: ch… wie komu potrzebne

DOWCIPY Najzabawniejsze o Żydach, „lasencjach” albo rodem z burdelu.

DUPA KRYTA Główne zadanie szefa Komisji Nadzoru Finansowego.

FAJNA OPCJA Objęcie najwyższego urzędu w państwie, czyli prezydentury, przez ukochanego najwyższego przywódcę.

FIRMA NIE WIADOMO, K…, JAKA Poprzednie miejsce pracy syna premiera, Michała Tuska, czyli OLT Express. Własność twórcy piramidy finansowej Amber Gold.

GÓWNO Solidarna Polska i jej lider Ziobro (definicja jest krótka, ponieważ zjawisko nie wymaga uwagi).

HRABIA VON ROSTOWSKI Synonimy: „ch” i „ci…a”. Były minister finansów. Ulega złudzeniu wywołanemu grawitacją, że natura wyposażyła go w dłuższą męskość. Myli się, ponieważ nigdy nie był w kiblu w Dżakarcie. Nie widział też męskości Marka, który ma „naprawdę długiego ch…” i nie musi go sobie sztukować.

JEDNA WIELKA BANDA Zamiennie: skur…syny. Media w Polsce. Zwłaszcza „Fakt”, który ukochanego najwyższego przywódcę „przyhaczył z cygarem” na wakacjach w Alpach.

JEDNOOSOBOWA SALKA Optymalne miejsce na przyjęcie urodzinowe ministra Grasia. Poza jubilatem pozwala pomieścić wszystkich jego przyjaciół. I zostaje miejsce na tańce.

KIBEL W DŻAKARCIE Miejsce, w którym Bartek odnajduje na szybie życiowe rady. Zwłaszcza taką: „Przesuń się, masz krótszego, niż ci się wydaje”. patrz też: hrabia von Rostowski

LOLO PINDOLO Sławomir Nowak, który jako minister transportu nie był „piz...ą”. Bytuje – zazwyczaj stadnie, w towarzystwie „Wawrzyna, Siwego i trenera od siłowni” – w okolicach Charlotte’y, czyli modnej wśród młodzieży kawiarni na warszawskim placu Zbawiciela. Etymologia terminu: „Fakt”, skąd określenie przeszło do kręgów biznesowo-politycznych. patrz też: zamknąć ryja

MAREK Prezes NBP Belka dla Bartka po wypowiedzeniu kurtuazyjnej formuły: „Mości książę, Marek jestem”.

MŁODY CHŁOPAK Andrzej Parafianowicz, lat 51. Były wiceminister finansów i wiceszef PGNiG. Kazał „schować się na wiceprezesie”, żeby nie narażać się „pismakom”. Czeka na fotel prezesa państwowej spółki.

MURZYŃSKOŚĆ Atencja, jaką Polacy darzą Stany Zjednoczone.

NADĘTE BABSKO Zamiennie: „stara komuszka”. Danuta Hübner, lat 66, europosłanka PO. „Niesympatyczna” i „niepotrzebna”. Nie dba o opinie o sobie, ponieważ – jak mówi – „liczy się to, co robi dla Polski i Polaków”.

NIEWOLA EGIPSKA Ojcowskie metody zarządzania dolnośląską Platformą przez Grzegorza Schetynę. patrz też: żulia lwowska

NORMALNA BABKA Przeciwieństwo nadętej baby. Wicepremier Elżbieta Bieńkowska. W skrócie: Elka.

OBRAŹLIWA CENA Poniżej 1435 zł za kolację dla trzech osób.

OPIER… I ZJEB… Krytyczne spostrzeżenia, którymi podzielił się z brytyjskim premierem ukochany najwyższy przywódca. Antonim: robienie laski.

OSZOŁOMY Polityczni rywale z opozycji. Dojdą do władzy, jeśli Platforma przegra wybory i „zrobią, k…, kocioł”.

PAŃSTWO POLSKIE Struktura istniejąca w teorii. Rozkichana. Panuje w niej syf.

PIEPRZONA RADA POLITYKI PIENIĘŻNEJ Organ decyzyjny Narodowego Banku Polskiego. W jej skład wchodzi członek piwotalny Hausner i reszta, która nie ma żalu, że jest „pieprzona”.

PIERD…ONA POLITYKA GENDEROWA Nominacja kobiety, także niekompetentnej, na członka zarządu państwowej spółki po to, żeby „łatwiej się było napierd… z Palikotem i Millerem”.

PIERDOŁY Liczne problemy, które trapią ukochanego najwyższego przywódcę. M.in. Smoleńsk.

PISOGRÓD Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.

POGŁĘBIAJĄCA SIĘ DUPA NA POZIOMIE BUDŻETU PAŃSTWA Niepokojący stan finansów publicznych, który grozi wyborczym zwycięstwem opozycji.

POMEROL Rodzaj francuskiego wina. Najlepsze jest z „kryzysowego 2008 roku”. Zamawia się je na koszt Ministerstwa Spraw Zagranicznych i wznosi toasty za ukochanego najwyższego przywódcę.

PORTO Portugalski trunek. Drogi. Potęguje doznania tych, którym za rządów ukochanego najwyższego przywódcy „żyje się lepiej”. Po nim „życie jest jeszcze lepsze”. Dawka: co najmniej kieliszek.

PRZESYŁKA DYPLOMATYCZNA Pakunek z kubańskimi cygarami dla ukochanego najwyższego przywódcy. Logistyka: po stronie ambasady w Hawanie.

ROBIENIE LASKI Rodzaj aktywności dyplomatycznej. Uprawia ją minister Sikorski w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, a także premier Węgier Orban w – nomen omen – stosunkach z Władimirem Putinem.

RUTYNÓWKA I ZADANIÓWKA Rodzaje kontroli skarbowej. Ta druga przychodzi „z intencją, żeby doje…ać”. Środki zaradcze: „Gośka” ze skarbówki, znajoma młodego chłopaka. patrz też: trzepać żonę, wsadzą mnie do więzienia, k…!

SAMOLOT PO CH... Boeing 787 Dreamliner z przyciemnianymi szybami.

SKUR...EL Prezes PZU, który „odpie…ala”, czyli zamieszcza reklamy swojej firmy w prawicowym tygodniku „W sieci”.

SKURW…NE MAMUSIE Zagraniczni właściciele działających w Polsce banków.

SKUR…SYN Współtwórca Komitetu Obrony Robotników, wiceprezes PiS Antoni Macierewicz. Występuje w parze z Jarosławem Kaczyńskim, który „przyspawał się” do niego. patrz też: zajeb… i cyrk

SŁUCHAJ, K…, JUTRO 11.15 I CZEŚĆ! Metoda zarządzania materiałem ludzkim. Zwłaszcza ministrami. Autor koncepcji: minister Graś. patrz też: jednoosobowa salka

SPOD DUŻEGO PALCA Uproszczona metoda wpisywania danych w oświadczeniu majątkowym Lolo Pindolo. patrz też: trzepanie żony, zamknąć ryja

SRELNOŚĆ Synonim suwerenności. Problem „typu PiS-owskiego”.

SYF Sytuacja społeczno-ekonomiczna w Polsce.

SYFY Państwowe spółki: LOT, Stocznia Gdańska, TVP, Polimex. Ta ostatnia bywa też „jeb…”, gdy jest powodem spóźnienia ministra na kolację.

SZALEŃSTWO Krwista polędwica wołowa i zupa z dyni, zamawiane przez ministra Sikorskiego na koszt MSZ. „Szaleństwo” za własne pieniądze to duża pizza Strong za 32 zł, dowożona przez Biuro Ochrony Rządu.

SZAMBO Skomplikowane relacje między ministrami w rządzie.

TRZEPANIE ŻONY Kontrola skarbowa u Moniki, czyli małżonki Lolo Pindolo. Blokuje ją młody chłopak. patrz też: wsadzą mnie do więzienia, k…!, rutynówka i zadaniówka

TRZY DUPY Socjalne zdobycze prezydenta Francji Hollanda, który „wypier…” w nocy na skuterze, żeby „pukać 41-letnią aktorkę”.

TY SIĘ PIERD… W ŁEB! Sposób na zwalczenie w sobie niechęci do alkoholu.

UKOCHANY NAJWYŻSZY PRZYWÓDCA Nazywany też poufale Donaldem. Wznosi się za niego toasty: „Oby żył wiecznie”.

WALENIE NA SIŁOWNIĘ Termin medyczny. Sposób na pokonanie depresji przez Lolo Pindolo, dopóki nie zostanie stylistą Jacykowem.

WEGETACJA Sytuacja społeczno-bytowa dzisiejszych 30- i 40-latków, gdy za 30 lat system emerytalny „będzie kompletnie rozje…any”, a emerytury będą „przechu…owe”.

WSADZĄ MNIE DO WIĘZIENIA, K…! Sankcja prawna, związana ze zmianą miejsca zamieszkania, której obawia się żona Lolo Pindolo. patrz też: trzepanie żony, rutynówka i zadaniówka

WYCIĄGANIE ZA USZY Rozwiązywanie problemów podatkowych reprezentacji Polski w siatkówce. Autor patentu: młody chłopak.

WYJE…AĆ W KOSMOS Nieformalne prerogatywy ministra skarbu wobec szefa kontrolującej go sejmowej komisji.

WYPIER…ONY ORLIK PRZED OKNEM Sukces rządu, który przeciętny Polak „ma w dupie”. Tak jak autostrady i estakady.

ZAJEB… Preferowana metoda rywalizacji politycznej z PiS. Pomocny jest przy tym cyrk.

ZAMKNĄĆ RYJA Socjotechniczne metody zarządzania sytuacją kryzysową. Zalecane Lolo Pindolo, który nie potrafi się zdecydować, skąd ma szwajcarski zegarek za 20 500 zł, przez co „ludziom się już zupełnie popier…liło”.

ZARZĄDZANIE PIERDOŁAMI Obowiązki szefa Komisji Europejskiej. Niewskazane dla ukochanego najwyższego przywódcy, który „nie jest geniuszem administrowania” i nie mówi dobrze po angielsku.

ZA DAMSKI CH… Powody zatrzymania wiceprezesa PKN Orlen przez ABW.

ZA NAS, ZA WAS, ZA GAZ! Zwyczajowy toast, wznoszony, gdy ktoś ze znajomych zostaje członkiem rady nadzorczej spółki Europolgaz. Ma wtedy „na bogato”.

ŻULIA LWOWSKA Powinowaci Grzegorza Schetyny.


za fakt


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 3:12, 16 Sty 2019    Temat postu:

Cytat:

Stanisław Lem o tyranii kapitana Nemo
albo powaga liczb
Ponad czterdzieści lat temu Stanisław Lem zadał pytanie, czy kapitan Nemo był wyzyskiwaczem. Chodziło o to, że gdy

dodać do [w druku omyłkowo "od"] siebie wymiary pomieszczeń "Nautilusa", łódź ta, po odjęciu przestrzeni, zajętej przez maszynownię oraz osobiste kajuty kapitana Nemo (salon, sypialnia, biblioteka), pozostawia do dyspozycji całej załodze klitkę wielkości 16 stóp na 22. Można ustalić, iż załoga liczyła co najmniej 24 ludzi. Jeśli tedy umieścić ją nawet na potrójnie spiętrzonych kojach, pozostanie jej, na przestrzeń życiową, 10 x 16 stóp, obszar, na którym nieszczęśni podwładni kapitana Nemo musieli gnieść się stojąc - w toku wieloletnich podmorskich wojaży! Tak nędzny metraż musiał sprawiać im dolegliwości, których pan kapitan był na pewno świadom, bo to się działo pod jego bokiem - za progiem rozległych salonów i bibliotek, do których, nota bene (tekst jest tu jednoznaczny), nigdy żaden marynarz nie miał wstępu! [1].

Według Lema, kapitan Nemo, upozowany przez Verne'a na szlachetnego mściciela i troskliwego dowódcę, w świetle tych twardych liczb okazywał się "satrapą i dręczycielem swej załogi", której przypadł los sardynek w puszce. Jednocześnie Lem dodawał, że intencje autora nie mają tu nic do rzeczy. Verne ani chciał, ani nie chciał sugerować, że Nemo to naprawdę obłudny okrutnik. Po prostu pogubił się nieco w swej bajce, nieopatrznie szafując liczbami. Gdyby ograniczył się do ogólnikowych uwag, że "Nautilus" jest "kolosalny", a pokoje kapitana Nemo "przestronne", problem w ogóle by się nie pojawił. W późniejszej polemice Lem podkreślał, że:

[...] Verne nie musiał nam pchać w oczy dokładnych wymiarów "Nautilusa" i jego salonów, skoro to jednak zrobił, wypadało pamiętać i o kubryku [2].

Ale sprawa nie przedstawia się tak prosto, jak przyjął Lem (który - nawiasem mówiąc - dał się nabrać na cudzy żart) [3]. Przede wszystkim liczby u Verne'a wcale nie są jednoznaczne. Po pierwsze, nic nie zmusza do przyjęcia, "iż załoga liczyła co najmniej 24 ludzi". Mogło ich być dwudziestu, a nawet mniej [4]. Po drugie, nic nie stoi na przeszkodzie, by przedstawić sobie pomieszczenie dla załogi jako piętrowe. Wiadomo, że położony na tym samym poziomie salon ma pięć metrów wysokości [5]. Otrzymujemy zatem dla 20 ludzi dwa pomieszczenia o wysokości 2,5 metra oraz o powierzchni 30 metrów kwadratowych każde (już po odliczeniu miejsca na schodki). Daje to w rezultacie komfort znacznie większy niż we współczesnych okrętach podwodnych, gdzie dla 10 ludzi standardem jest pomieszczenie o podobnej wysokości i mniej niż 10 metrach kwadratowych powierzchni. Każdy marynarz ma tam do dyspozycji - i to na "potrójnie spiętrzonych kojach" - jakieś półtora metra kwadratowego prywatnej przestrzeni [6].

Pozostaje jeszcze kwestia dysproporcji między luksusami kapitana (to te rozległe "salony i biblioteki") i przyzwoitym - jak się okazuje - ale jednak nie zbytkownym, standardem życia załogi. Również i w tym wypadku Lem zdecydowanie przesadził. Wbrew jego zapewnieniom ("tekst jest tu jednoznaczny"), nigdzie w książce nie powiada się, że do "salonów i bibliotek" nie miał nigdy wstępu żaden marynarz. Przeciwnie, można w niej znaleźć wzmianki o panującym na "Nautilusie" egalitaryzmie [7]. Nie wynika z tego, że w opisach Verne'a wszystko się pięknie zgadza [8], niemniej akurat przed zarzutami Lema dość łatwo go wybronić.

Ostatecznie bowiem zarzuty te i tak stają się z gruntu bezprzedmiotowe, gdy tylko czytelnik uprzytomni sobie, że narratorem u Verne'a jest jeden z bohaterów opowiadanej historii, dość prostoduszny profesor Aronnax. To nie Verne pcha nam w oczy dokładne wymiary "Nautilusa", ale wymiary te pcha w oczy profesorowi Aronnaxowi, i to z podejrzaną ostentacją, sam kapitan Nemo, który skądinąd ma swoje powody, by przed nikim nie odkrywać się całkowicie. Zresztą w toku późniejszych wypadków okazuje się, że na "Nautilusie" w istocie zachodzą jakieś sprawy sekretne: znika załoga, przepada gdzieś kapitan Nemo etc. Zatem kto wie, czy jego podwodny okręt nie jest znacznie dłuższy niż to przyjmuje na wiarę narrator i czy nie kryje w swym wnętrzu wielu dodatkowych pomieszczeń [9].

Lem mógłby mieć rację tylko wtedy, gdyby Verne wprowadził w Dwudziestu tysiącach mil klasycznego wszechwiedzącego i wiarygodnego narratora, za którego autor odpowiada - niczym notariusz - całym swoim majątkiem zaufania u czytelników. Bohaterowie powieści mogą być kłamliwi, omylni, zwiedzeni, związani tajemnicą milczenia etc. etc., ale dla wszechwiedzącego narratora nie ma zmiłuj, gdy pomyli się w rachunkach. Na przykład w powieści Yiyun Li Włóczędzy narrator przedstawia na wstępie taki oto szczegółowy opis topografii pewnego chińskiego miasta o nazwie Błotnista Rzeka:

Błotnista Rzeka była jednak jak na swoje rozmiary ludna i w znacznej mierze samowystarczalna. Założono ją przed dwudziestoma laty w ramach uprzemysławiania terenów wiejskich, a dziś jej liczne, choć niewielkie fabryczki zapewniały mieszkańcom pracę i niezbędne zaopatrzenie. Wytyczono symetryczny plan zabudowy, toteż całe miasto (z wyjątkiem placu, przy którym stało kilka gmachów wysokości trzech lub czterech pięter, a także głównej ulicy z domem towarowym, kinem, dwoma targowiskami i wieloma sklepikami) podzielono na dwadzieścia wielkich kwartałów, a każdy z nich dzielił się z kolei na dziewięć mniejszych, mieszczących po cztery rzędy parterowych segmentów, które liczyły po osiem domów. Każdy taki domek zbudowany był na planie kwadratu o boku czterech i pół metra, składał się zaś z sypialni i pokoju frontowego oraz podwóreczka przed wejściem, ogrodzonego drewnianym płotem, a u zamożniejszych rodzin - ceglanym murem, wyższym niż przeciętny mężczyzna.
[...]
W takich to ponumerowanych segmentach mieszkało osiemdziesiąt tysięcy ludzi [...] [10].

Z pomnożenia podanych liczb (20 x 9 x 4 x wynika, że w Błotnistej Rzece znajdowało się 5760 domków. Na jeden domek przypada zatem niemal 14 mieszkańców (80000 : 5760). Ponieważ każdy domek ma powierzchnię 20 metrów kwadratowych, i to łącznie z podwóreczkiem przed wejściem, ostatecznie otrzymujemy jakieś półtora metra kwadratowego przestrzeni życiowej na jednego Chińczyka [11].

Półtora metra kwadratowego na jednego mieszkańca w rewolucyjnych Chinach z końca lat siedemdziesiątych to nie jest liczba aż tak fantastyczna, by trzeba ją było koniecznie z góry odrzucić. W sowieckich i rosyjskich więzieniach osiągano i osiąga się nieporównanie bardziej wyśrubowane wyniki: od 0,3 metra kwadratowego na osobę niegdyś, do luksusowego metra kwadratowego dzisiaj [12]. Ale w całej powieści nie pojawia się później ani jedna rodzina, nawet z warstw najuboższych i prześladowanych przez system, która choćby zbliżała się liczebnością do tej wyżej skalkulowanej średniej: 14 mieszkańców na jeden domek. Czyli na pewno chodzi tu o błąd [13].

A co do kapitana Nemo, to tak czy owak był on plugawym zbrodniarzem. Palił mianowicie cygara w pomieszczeniu publicznym i bezwstydnie zachęcał do tego procederu innych [14].





z [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 2:19, 11 Lut 2019    Temat postu:

brogman napisał:

Imię Klałdiusz nadał mi tata, bo wiedział że urodzi mu się dziecko z zespołem Downa, już po którymś badaniu prenatalnym. Imię po bohaterze jakiejś książki, chyba Roberta Gravesa o jąkale bez nogi. Wiedział że nie będę idealny, ale miał nadzieję że być może, być może dokonam czegoś wielkiego w swoim upośledzonym życiu. Rodzice nie zdecydowali się na kolejne dziecko, więc jestem rozpieszczonym dupkiem, jak mawiał mój dziadek. Urodziłem się w grudniu w 2004 roku, 19 grudnia. Siedzę właśnie w hilfce, bo do normalnej szkoły nie chcieli mnie przyjąć, bo obawiali się że inne dzieci będą szydzić z dałna. W sumie się nie dziwię, ale duszę się tutaj, pośród innych niedorozwojów. Nie mam jakiegoś głębokiego syndromu, nie ślinię się, no może trochę jąkam i czasem mówię niewyraźnie, ale moja główka działa całkiem sprawnie. Nie mogę sobie w tej jebanej szkole normalnie pogadać z innymi rówieśnikami, no chyba że z Maćkiem. Jeśli można nazwac ich rówieśnikami? Bo są tu popaprańce starsze i młodsze ode mnie.
Dziś część kumatych pisała listy do dzieciątka, a ci co mają autyzm, asbergera, i większe dałny paćkały coś palcami w farbie.
Siedziałem przy swoim stoliku nad kartką i obserwowałem ich. Nie chciało mi się pisać, bo wiem że prezenty przynosi dziadek i tata, a mój prezent nie zmieści się pod choinką. Kurwa! Jak ci rodzice ubierają tych niedorozwojów? Wystarczy pierwszy rzut oka i wiesz. Jego wygląd krzyczy do ciebie, że nie wszystkie styki pod kopułką są dopięte. Worowate dżinsy, zazwyczaj za duże, koszule i swetry wpuszczone do spodni, buty takie jak noszą starzy ludzie, okulary chyba od babci i te wieśniackie czapki. Kiedyś ukradłem mojemu dziadkowi taką czapkę skórzaną, co wygląda jak skorupa żółwia. Stałem w niej przed lustrem i przeglądałem się chwilę. Wyglądałem jak dałn z dodatkowym syndromem dałna do kwadratu. Nienawidzę swoich oczu, dlatego starałem się nosić ciemne okulary, ale tej wary i języka nie ukryję. Mógłbym chodzić ubrany jak Michael Jackson, ale taki pojebany to już nie jestem. Postanowiłem w jakiś sposób zaakceptować siebie takim jakim jestem, nie hamować moich uczuć i pragnień. I wiecie co?
-I jak Klaudiuszku? Co napisałeś w liście? - zapytała nauczycielka.
Kurde. Ale mnie wystraszyła. Siedzę sobie zamyślony, uzewnętrzniam się, a ta zachodzi mnie od tyłu. Powiem wam że fajne dupy tu pracują. Często wykorzystuję swoją chorobę. Nawet nie jest to choroba wg mnie, tylko opakowanie jakie dostałem. Ale dzięki niemu moge sie przytulac między cycki pań i łapać je za dupy, a one się cieszą .
Jeszlcze nicz p-pp-prosze pani, bo nie mogę się namyśleć. - odpowiedziałem
Pani Ania miała dziś opięte dżinsy i taki czerwony sweterek z białym reniferem. Rogi tego renifera były wypełnione jej zadziwiająco wielkimi cyckami, a jej dupa w tych dżinsach wyglądała obłędnie.
Rozczochrała moją fryzurę, czego nienawidzę, bo codziennie sam, ładnie się czeszę. Pomyślałem że to odpowiedni moment aby się przytulić. Wsadziłem mój pysk pomiędzy jej cycuszki i złapałem za pupę.
P-pp-prosze pani mogę iść siku? -zapytałem
Oczywiście Klaudiuszku, ale przyjdź zaraz dobrze?
Tak p-pp-ani Aniu. -obdarzyłem ją moim boskim uśmiechem. Ćwiczę też uśmiechy i spojrzenia przed lustrem. Mam ich sporo na każdą okazję.
Musiałem iść do ubikacji żeby zwalić sobie konia. Robię tak jakiegoś czasu, to chyba instynkt mnie tego nauczył. Obudziłem się kiedyś w nocy i miałem mokrego i lepkiego penisa. Nie były to siki, bo było tego niewiele i pachniało inaczej niż siki. Ale to uczucie w śnie, gdy dotykałem gołą babę, mój penis stwardniał i przeszył go straszny prąd. Obudziłem się z krzykiem . Tata i mama wbiegli do pokoju, ja leżałem na łóżku i miałem oblepione ręce. Mój wielki penis stał na baczność.
Wiem że mam wielkiego, bo widziałem penis od taty, był o połowę mniejszy. Chyba przez to tata miał do mnie żal, a ja to świetnie wykorzystywałem. Mama krzyknęła i zamknęła dłońmi oczy, a potem z zaciekawieniem obserwowała przez palce. Mój penis we wzwodzie był pewnie trzy razy większy niż ten od taty. Potem jej zakłopotanie na twarzy, zmieniło się w zaciekawienie, a tata stał jakby nie wiedział co ma zrobić.

-To chyba czas, abyś z nim porozmawiał -powiedziała mama
No to tata rozmawiał. Zaczął mi opowiadać jak to mówi się do dałna o pszczółkach i innych gównach. Mama przebierała mi piżamę.
Tata, a czemu on tak urósł? -Zapytałem
Tata zrobił się strasznie czerwony.
Ty nie masz takiego wielkiego. Czy ja mam raka?
Słuchaj Klaus – tata tak mówił do mnie- Masz już dwanaście lat, będę z tobą rozmawiał jak z dużym chłopem. Kiedy facet się podnieci, bo widzi kobietę i jest podniecony, krew pompuje jego penisa, aby był gotowy do penetracji.
Wyciągnął swojego smartfona i poszukał czegoś w googlach.
To jest cipka widzisz?
Pierwszy raz wtedy widziałem taką gołą cipę. Kiedyś widziałem od mamy, ale ona miała tam dużo włosów. Ta była cała ogolona, dookoła były takie fałdy bordowej skóry a na dole dziura.
Do tej dziury wkładasz swojego penisa i poruszasz nim. Potem dzieje się to co się stało. Nazywa się orgazm i jest bardzo przyjemne. W tym lepkim płynie są plemniki, takie małe kijanki i płyną one do brzucha kobiety, łączą się z takim małym jajeczkiem i powstaje dzidziuś. Pamiętasz ciocię Agę. Miała taki wielki brzuch, a potem urodził się dzidziuś.
Aha – odpowiedziałem. Cały czas patrzyłem się w tę cipkę jak zahipnotyzowany. Coś mnie w tym wszystkim strasznie pociągało.
Ty też tak powstałeś. -poklepał mnie tata po ramieniu.
Wsadziłeś mamie penisa do jej cipki?
A jak inaczej sobie to wyobrażasz? -uśmiechnął się tata
A głęboko t-t-trzeba wsadzić?
To nie ma znaczenia. -tata ponownie się uśmiechnął
A wielkość ma znaczenie? Zapytałem
Mama cicho zachichotała i zwinęła brudną piżamę. Tata znów poczerwieniał na policzkach. Chciał coś powiedzieć, ale mama weszła mu przed słowo:
Klaudiuszku, wielkość nie ma znaczenia w poczęciu dziecka, ale czasem w satysfakcji podczas sexu, bo tak się to mówi. Uprawiać sex, miłość kochać się. Gdy dwie osoby to robią. - powiedziała mama
Chyba trochę rozumiem. - Podniosłem oczy do góry i się zamyśliłem. Starałem się oswoić z tą nową wiedzą.
Tata mnie przykrył i powiedział żebym spał. Podszedł do drzwi, zagasił światło i powiedział dobranoc.
-Tata... -wyszeptałem
-Co tam Klaus?
-Czy przez to że masz małego penisa, to ja mam dałna, bo ten plemnik był już zmęczony?
-Śpij! - trzasnął drzwiami.
Chwilę potem znów krzyczałem głośno, a potem zawołałem mamę żeby dała mi piżamę. Wpisałem w swoim telefonie na googlach "cipki"

Siedzę na muszli klozetowej i sobie marszczę freda. Wyobrażam sobie panią Anię. Czuję jeszcze zapach jej perfum na świątecznym, sweterku i wyobrażam sobie jak wygląda jej cipka. W tej wizji pozwalam jej czochrać moją fryzurę, bo potem najwyżej się jeszcze raz poczeszę. Ona siada na mojego kutasa i od razu dochodzę krzycząc. Naglę słyszę jak ktoś wbiega do ubikacji.
-Klaudiusz! Co się stało? Jesteś tam? - To była pani Aneta. Ona jest Gruba i śmierdzi potem, jej cipka mnie nigdy nie interesowała.
-Wszystko d-d-dd dobrze prosze pani. Wystraszyłem się pająka. - Odpowiedziałem z kabiny
-To już trzeci w tym tygodniu. - Pani Aneta zamknęła drzwi. Słyszałem jak wychodząc mówiła coś pod nosem o debilu. Nie cierpię jak ktoś mnie obraża.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 14:33, 12 Mar 2019    Temat postu:



Cytat:
Pokój dzierzgoński z 7 lutego 1249 r. zawarty między plemionami pruskimi a Zakonem Krzyżackim za pośrednictwem legata papieskiego Jakuba z Leodium.

Do wszystkich, którzy będą oglądać ten list: Jakub archidiakon leodyjski kapelan papieski i jego pełnomocnik na Polskę, Prusy i Pomorze śle pozdrowienia imieniem Zbawiciela.



1. Wasza Miłość niech przyjmie do wiadomości, że między pruskimi neofitami a Zakonem, tzn. wielkim mistrzem i braćmi Domu Niemieckiego w Prusach doszło do poważnego zatargu w kwestii następującej: wspomniani neofici twierdzą, że od papieży Honoriusza i Grzegorza, poprzedników papieża Innocentego IV, który z opatrzności Bożej obecnie przewodniczy kościołowi Bożemu, było im zapewnione prawo do wolności dzieci Bożych, skoro zostali odrodzeni z wody i Ducha Świętego. Oni byli przekonani, że winni posłuszeństwo i uległość tylko samemu Chrystusowi i Kościołowi. Tymczasem wspomniani bracia, wbrew tym obietnicom zmuszali ich do uciążliwych posług i to do tego stopnia, że sąsiedni poganie słysząc o ich ucisku nie mieli ochoty poddać się pod słodkie jarzmo Ewangelii. Te sprawy przez dłuższy czas były przedkładane papieżowi, ten jednak nie zdołał urobić zdania, która ze stron ma rację. Przysyła więc mnie, abym uśmierzył to zarzewie konfliktu i pogodził zwaśnione strony, w tym celu dał mi pisma i zlecenia, abym strony zawezwał i pertraktował z nimi w celu rozstrzygnięcia kwestii spornych. Przychodzę więc do Prus z mandatu apostolskiego, z posłuszeństwa papieżowi, aby obie strony tu wezwać i pertraktować z nimi dla dobra zgody między chrześcijanami.



2. Najpierw więc wspomniani bracia zakonni skoro, jak mówią, gorąco pragną rozszerzać tu wiarę chrześcijańską i głosić imię Chrystusa wśród pogan, neofitom już nawróconym na wiarę chrześcijańską i ochrzczonym, a także poganom wokół mieszkającym, potencjalnym kandydatom do chrztu i nawrócenia, w obecności naszej i biskupa chełmińskiego Heidenryka przyobiecali prawo do kupna każdej rzeczy od dowolnego człowieka lub nabycia w inny godziwy sposób to co kupią lub inaczej nabędą będzie ich własnością, którą przekazać mogą spadkobiercom. Jeśli więc któryś z Prusów odejdzie z tego świata a ma syna lub córkę niezamężną, to oni będą spadkobiercami po zmarłym ojcu. W przypadku gdyby ktoś nie posiadał dzieci, a żyć będą jeszcze jego rodzice, oni będą spadkobiercami po zmarłym synu. Jeśli zaś nie ma nikogo, ani syna, ani córki, ojca czy matki, przy życiu pozostaje syn jego syna (wnuk), to on odziedziczy spadek. Gdy nie ma nikogo z wymienionych krewnych w linii prostej, wówczas dziedzictwo przechodzi na brata. W przypadku zaś śmierci brata jego syn odziedziczy po stryju.

3. Ustalenia te neofici przyjęli z wdzięcznością, uznając je sobie za korzystne, bowiem w czasach pogańskich prawo do dziedziczenia po ojcu mieli tylko synowie. Neofici wobec legata papieskiego i innych obecnych wyrazili zgodę na to, aby w przypadku braku uprawnionych spadkobierców, wszystkie ich nieruchomości przechodziły na wielkiego mistrza i zakonników i ich dom, albo na rzecz innego pana, który będzie rządził krajem. Również ruchoma własność, o ile przez neofitę nie zostanie zadysponowana, po jego śmierci przejdzie na Zakon.

4. Zakonnicy pozwalają neofitom na swobodne dysponowanie swoimi dobrami, to znaczy mogą oni je komu zechcą darować lub sprzedać. Mogą też zbywać swoje dobra nieruchome swoim pobratymcom, bądź Niemcom lub Pomorzanom pod warunkiem jednak, że nabywcy są chrześcijanami i złożą Zakonowi odpowiednią gwarancję, że sprzedający ziemię nie ucieknie do pogan lub do obozów wrogów Zakonu.

5. Zakon zezwala neofitom na sprzedawanie testamentów i dysponowanie w nich rzeczami ruchomymi i nieruchomymi. Jeśli jakiś neofita swoje nieruchomo-ści zapisze Kościołowi lub duchownemu, to ci obdarowani po roku czasu zobowiązani są te dobra odsprzedać spadkobiercom zmarłego, pieniądze zaś mogą zatrzymać sobie. Jeśli te dobra nie zostaną po roku sprzedane, wówczas przechodzą na własność Zakonu.

6. Zakon stoi na stanowisku, że ziemia zdobyta w Prusach jest własnością Stolicy Apostolskiej i zakonnicy dzierżą ją z nadania papieskiego, nie mogą więc bez zgody tejże Stolicy rzeczonych posesji w jakikolwiek sposób odstąpić. Neofici powyższe ustalenia dotyczące transakcji dobrami przyjęli z zadowoleniem. Ponadto uznali prawo Zakonu do pierwokupu w przypadku, gdy inni ubiegający się oferują taką samą cenę. Zakon zobowiązał się przestrzegać rzetelności w konkurencji i drugiej strony nie zmuszać do zaniechania udziału w licytacji.

7. Zakon gwarantuje neofitom zupełną swobodę w doborze partnera przy zawieranych zgodnie z prawem małżeństwach.

8. Neofici mogą sądownie dochodzić swoich praw przed trybunałem kościelnym i świeckim przeciw wszystkim osobom przez nich obwinianym i podejmować dowolne akty prawne.

9. Chłopcy pruscy zrodzeni z prawego łoża mają pełny dostęp do stanu kapłańskiego i zakonnego, zaś neofici z rodzin szlacheckich (ex nobili prosapia) mogą zaciągać się do stanu zbrojnego i zdobywać pas rycerski.

10. Ogólnie rzecz ujmując Zakon zapewnia neofitom pełną wolność osobistą, pod warunkiem jednak wytrwania przez nich przy religii chrześcijańskiej i w posłuszeństwie Stolicy Apostolskiej, a także i tu w Prusach Zakonowi. Neofici przystali na te warunki i wyraźnie zgodzili się na sankcje, że ci, którzy odstąpią od wiary chrześcijańskiej, tym samym utracą przyrzeczoną im wolność.

11. Neofici zapytani przez legata papieskiego, jakim pragną rządzić się systemem prawnym, po naradzie w swoim gronie odpowiedzieli, że prawem swoich sąsiadów Polaków, na co Zakon nie wyraził sprzeciwu. Na prośbę Prusów wykluczono możliwość w sądzie wymuszania zeznania przez przypalanie żelazem, a legat papieski ogólnie uchylił wszystkie te zapisy w prawie polskim, które mogą być niezgodne z prawem Bożym i kościelnym. Krzyżacy zobowiązali się nie zabierać od Prusów bez prawomocnego wyroku sądowego posiadłości ziemskich.

12. Neofici, zwłaszcza ci z Pomezanii, Warmii i Natangii, zostali przez legata pouczeni o innej jeszcze niewoli duchowej, w która popada każdy, nawet wolny człowiek, mianowicie wówczas, gdy popełnia grzech. Zrozumieli to i przyobiecali zaniechać zakazanych przez Kościół spopielania zwłok oraz pochówków pogańskich: grzebania ze zmarłymi w zbroi konia lub człowieka (żywego), czy choćby cennych przedmiotów. Zobowiązali się swoich zmarłych grzebać po chrześcijańsku i tylko na wyznaczonych cmentarzach.

13. Zaniechają dorocznych ofiar z owoców ziemi składanych bóstwu, które nazywają Kurche albo wszystkim innym bóstwom, bo te przecież nie są stworzycielami nieba i ziemi. Prusowie przyobiecali wytrwać w posłuszeństwie Kościołowi Katolickiemu. Obiecali też zrezygnować i nie korzystać z wyroczni wróżbitów nazywanych tulissones i ligossones, bo są to zwykli szarlatani i kłamcy. Oni zło nazywają dobrem, bo na pogrzebach sławią zmarłych za ich grzeszne czyny, takie jak napady i morderstwa. Ci wróżbici do góry wznoszą głownie i wołają, że widzą zmarłego na koniu pośrodku nieba, przy odzianego w lśniącą zbroję w orszaku innych rycerzy. Takimi to mamidłami karmią oni ludzi. Prusowie przyobiecali tych wieszczów ze swego środowiska wyeliminować.

14. Złożyli też obietnicę, że nie będą sprzedawać córek na żony i kupować synowych. Nuncjusz słyszał o panujących tu takich ich pogańskich zwyczajach, że ojciec kupuje za wspólne pieniądze kobietę na żonę sobie i w spadku pozostawiają synowi. Neofici przyobiecali, że odtąd żaden mężczyzna nie weźmie swej macochy na żonę, nie będzie kobiety ani sprzedawać ani kupować. Zezwala się natomiast mężczyźnie i kobiecie przy zaręczynach dawać w upominku przyszłym teściom stroje czy klejnoty, bądź też składać gwarancje o późniejszym dostarczeniu tych rzeczy. Jeszcze raz ci neofici obiecali nie pojmować za żony macoch, a ponadto żon swoich braci, ani kogokolwiek z rodziny do czwartego stopnia pokrewieństwa i powinowactwa. Nikogo też nie dopuszczą do spadkobrania, kto nie został zrodzony z prawego małżeństwa chrześcijańskiego.

15. Nikt nie waży się zabić swego dziecka, sam czy przez kogoś innego, publicznie czy prywatnie. Zobowiązali się do ośmiu dni po urodzeniu dziecka ochrzcić je w kościele przez księdza. W razie niebezpieczeństwa o życie dziecka, należy ochrzcić je w domu zanurzając trzy razy w wodzie przy jednoczesnym wypowiadaniu słów: Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Prusowie sami przyznali, że przez długi czas nie mieli ani świątyni ani kapłanów, przeto wielu z nich zmarło bez chrztu, wielu też pozostało do ochrzczenia. Obecnie obiecują przyjąć chrzest w ciągu miesiąca.

16. Prusowie musieli zaakceptować pewne konsekwencje, mianowicie że konfiskacie ulegną dobra tych rodziców, którzy z pogardy dla chrześcijaństwa nie ochrzcili swych dzieci, a także posesje dorosłych, którzy z uporu sami nie dali się ochrzcić. Jedni i drudzy zostaną wypędzeni w jednej sukni poza granice kraju zamieszkałego przez chrześcijan, aby nie siać zgorszenia wśród nawróconych.

17. Prusowie z Pomezanii przyobiecali, że do najbliższych Zielonych Świąt odbudują zburzone przez siebie kościoły w dwunastu miejscowościach. Tak zapisano je w dokumencie: Pozoloue (inaczej Ruitz), Pastelina, Lingues, Lyopiez, Chamor, Sancti Adalberti, Bobus, Geria, Prozile, Resia, Alt-Christbork, Raydez, Neu-Christbork. Warmowie przyobiecali w tym samym terminie, do Zielonych Świątek zbudować kościoły w miejscowościach Jedun, Saurimes, Bandalis, Silina, Wuntenowie, Brusebergue. Natangowie zaś mieli zbudować, też w tym samym okresie kościoły w miejscowościach: Labegow, Tummonis, i Sutwiert. Wszystkie w wyżej wymienionych miejscowościach kościoły neofici zobowiązali się nie tylko zbudować, ale zaopatrzyć w szaty, naczynia i księgi liturgiczne. Do tych kościołów będą przydzielone wsie, których mieszkańcy mają tam uczęszczać na nabożeństwa i przyjmować sakramenty święte. Przyobiecali wspomniani Prusowie zbudowane przez siebie kościoły tak wewnątrz wystroić, aby modlącym się w nich ludziom stanowiły one bardziej atrakcyjne miejsce kultu niż pogańskie ośrodki w lasach. Zgodzili się też, że gdyby w wyznaczonym czasie kościołów nie zbudowali, uczyni to wielki mistrz wspólnie z zakonnikami i kosztami obciąży Prusów, proporcjonalnie do ich stanu majątkowego.

18. Zakon przyobiecał do każdego z kościołów do roku po ich zbudowaniu dać księdza i przeznaczyć mu beneficja. Neofici zaś zobowiązali się do swoich kościołów parafialnych uczęszczać we wszystkie niedziele i święta. Zakon pragnąc, aby w tych kościołach na zawsze była w sposób godny sprawowana służba Boża, sam nie czekając na Prusów, należycie w obecności legata papieskiego je i plebana wyposażył w niezbędne rzeczy. Mianowicie, każdemu z proboszczów przeznaczył osiem łanów ziemi, w tym cztery pola omego i cztery lasu, ponadto dziesięcinę w wysokości 20 uncji, dwa woły, jednego konia i jedną krowę. Jeśli dziesięcina nie będzie przygotowana księdzu na dzień objęcia przez niego parafii, otrzyma on od zakonu do pieczenia chleba przyrząd zwany bladum pewną ilość piwa, karmę dla konia i zboże na zasiew. To mu powinno wystarczyć aż do czasu, kiedy zacznie napływać od ludzi dziesięcina. Zapewne wierni sami z wdzięcznością zapewnią duchownemu różne ofiary i legaty.

19. Krzyżacy zapewnili, że gdy dojdzie do uspokojenia i utrwali się pokój oni ze swoich dwóch trzecich powierzchni jaką otrzymają przy podziale Prus wybudują większą ilość kościołów i uposażą je.

20. Dorośli neofici zobowiązali się w Wielkim Poście powstrzymać od spożywania mięsa i napojów mlecznych, zaś we wszystkie piątki roku od mięsa. W niedziele i święta zaniechają prac służebnych. Przynajmniej raz do roku będą spowiadać się przed swoim proboszczem, na Wielkanoc przystąpią do Komunii św. i w ogólności wypełnią wszystkie obowiązki należące do chrześcijan.

21. Wspomniani neofici okazali wdzięczność za otrzymane łaski, przyszli do legata i sami zaoferowali, że po wsiach będą zbierać dziesięcinę i wymłócone zboże odstawiać do spichlerzy zakonnych, zwalniając przez to Krzyżaków od uciążliwego wędrowania od wsi do wsi, młócenia i zwożenia tejże dziesięciny.

22. Zobowiązali się ochraniać życie, dobre imię i prawa wielkiego mistrza i zakonników i nie dopuszczać do jakiejkolwiek zdrady. Gdyby zaś dowiedzieli się o jakimś spisku na Zakon, niezwłocznie doniosą o tym, aby ci na czas mogli podjąć środki obronne. Nie będą też z nikim zawierać przymierzy skierowanych przeciw Krzyżakom. Owszem na wyprawy wojenne Zakonu pójdą razem należycie wyekwipowani stosownie do swoich możliwości. Krzyżacy zaś obiecali legatowi uwalniać z niego każdego Prusa, który razem szedł na wyprawę i został pojmany przez wroga.

23. Aby to wszystko, co wyżej zapisane było po wsze czasy wiernie przestrzegane, pruski mistrz krajowy Heinrich von Wida dał swoją gwarancję. Również wspomniani neofici w obecności legata papieskiego złożyli przysięgę na wierne wypełnienie podjętych zobowiązań.

24. Powyższe ustalenia podjęte zostały za zgodą obu stron z zastrzeżeniem praw Stolicy Apostolskiej, a także przełożonych kraju, obecnych i przyszłych czasów, z zachowaniem wolności kościelnych, a także przywilejów i wolności wielkiego mistrza i braci zakonnych, którzy Pomezanom przebaczają ich występki, a ci nawzajem przewinienia Zakonu. Przedstawiciele obu stron w obecności legata przekazali sobie pocałunek pokoju.

25. Na upamiętnienie i świadectwo niniejsze pismo zostało zaopatrzone w pieczęć wspomnianego biskupa legata, który osobiście był przy tym obecny. Pod nieobecność wielkiego mistrza Ditryka von Gruningen pieczęcie przyłożyli jego zastępca komtur Bałgi i marszałek Zakonu Heinrich Botel.

Działo się dnia 7 lutego 1249 r.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Wto 20:08, 12 Mar 2019    Temat postu:

"Posłowie mają 8 tys. zł brutto pensji podstawowej (do tego dieta ponad 2 tys. zł – red.), więc jeśli nauczyciel dyplomowany ma z kawałkiem 5 tys zł brutto, to jest to nieduża różnica między posłem a nauczycielem - powiedział szef gabinetu politycznego."
Powrót do góry
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 0:30, 09 Kwi 2019    Temat postu:

tu text naUczycielach: - pisany jakby przez spierdzialego jupiego:
Cytat:
"Miauczyński, z Ciebie nic nie będzie dobrego!" Tak mówiła mi pani Bożena W. już na etapie nauczania początkowego. "Miauczyński, Ty to będziesz co najwyżej dzieci przez ulicę przeprowadzał!". Tak mi pierdolił przy całej klasie chuj jebany od fizyki, Krzysztof K. "Będziesz doły kopał. Do zawodówki pójdziesz, a nie do dobrego liceum. Miauczyński, do Ciebie mówię". Tak mówiła kurwa od chemii Barbara M. "Ruchaj mnie Adaś mocniej, spuść mi się na cycki". Tak mówiła pani od języka polskiego. Ona jedna się na mnie poznała i doceniała.
Ja dobrze pamiętam czasy, kiedy w szkole nauczyciel to była figura i młodzież liczyła się z jego zdaniem, bo nie było innego wyjścia. Wszyscy brali do bani te ich pogadanki. Ja nie. Poszedłem swoją drogą. Po drodze patrzyłem jak świat się zmienia, a wraz z nim prestiż belfrów spada. Jak dzieciaki zaczynają im zakładać kubły na łeb, nagrywają, plują na nich do spółki z rodzicami, którzy walą z dupy na nauczycieli do kuratorium pod byle pretekstem. Skończyło się panowanie tej edukacyjnej kasty. Kiedyś przekreślali młode żywota bez mrugnięcia okiem, niszczyli ludzi za jakieś duperele, typu blaszki w listkach olchy czy brzozy, ptasie pióra, dopływy Eufratu i inne w chuj niepotrzebne rzeczy. Nikt im nic nie mógł zrobić, to była elita. Ale to już przeszłość. Teraz to pierdolone niedorajdy, co się nauczyły tylko mówić - Oj mój zawód taki ważny, oj jaka to służba społeczeństwu, oj co to będzie jak mnie nie będzie, oj dejta mi pieniędzy! W rzeczywistości bez większości z nich system edukacyjny by sobie poradził wyśmienicie. Kiedyś jeszcze oprócz tego, że uważali się za nadludzi, to mieli wiedzę wykutą na blachę powtarzaną z kolejnymi rocznikami i mogłeś coś zapytać bez potrzeby zapierdalania do biblioteki. Teraz? Na chuj z tymi śmieciami rozmawiać? Jest Asystent Google, zastępuje ich wszystkich i to doskonale i jest kurwa miły i nie uprawia czarnowidztwa, nie wpierdala cię w depresję, że będziesz nikim czy coś. Powinni być wirtualni nauczyciele, co odpalasz sobie wykład, możesz przewinąć, możesz zatrzymać, a przede wszystkim nie musisz w ogóle wychodzić z domu. Potem egzamin i chuj. A nie jakiś zjebany nauczyciel, co ledwo mówi i wali mu z mordy i łaskę robi, że coś ci opowie. Mam nadzieję, że informatyzacja wyprze te kurwy na dobre ze szkół, jak i samą szkołę.
Co to będzie jak zabraknie nauczycieli? Kiedyś się ludzie martwili co będzie jak koni zabraknie. Brakuje komuś kurwa koni?
Póki co, patrzę z nieukrywaną satysfakcją, jak te jebane biedaki płaczą i krzyczą, krzyczą i płaczą, żeby dać im, 1000 zł i to kurwa brutto. Ja pierdolę co za śmiecie. To ja, co tak miałem być nikim i klepać biedę, to za takie pieniądze jak oni dostają, to bym nawet nie chciał z łóżka wstawać rano. Razem z tą ich trzynastą pensją i wakacjami.A taki miałem być nikt i biedak i nędzarz, bo szczałem na nich i te ich lekcje. Życie nauczyło robić pieniądze, a nie te prostaki i ich bieda wykłady. Piszę sobie historyjki na sekcję, a te kurwy muszą sprawdzać w tym czasie klasówki. A nie. Nie sprawdzają, bo mają strajk. Jutro wstaniemy w Polsce bez sprawdzonych klasówek. Żałoba jak chuj. Wpisujcie miasta.
Bardzo szanuję Jarka Kaczyńskiego, że wolał dać świniom i krowom, a nie tym pierdolonym nieudacznikom nauczycielom. Mam nadzieję, że w razie większej demonstracji zaczną do nich strzelać, rozjeżdżać czołgami.

z [link widoczny dla zalogowanych]

PS dodatek - to moze nie tekst sensu scricte, tylko objasnienie do topika obok http://www.trzydziestki.fora.pl/z-identyfikatorem-lub-bez,1/art-141-k-w-publiczne-uzywanie-wulgaryzmow,10263-20.html#1158881


objasnienie i rozszerzenie > podstawowe figury retoryczne :
Cytat:

Tropy:
•metafora – wyrażenie będące niezwykłym użyciem słów, które w nowych związkach lub okolicznościach zyskują nowe znaczenie,
•metonomia – wyrażenie w którym jeden wyraz występuje jako semantyczny reprezentant innego wyrazu, np. "fotel dyrektorski" (stanowisko dyrektora),
•synekdocha – rodzaj metonimii gdzie część reprezentuje całość, np. "niech się ludzie trochę spocą" (podnieśli standardy wydajności).
•ironia – właściwość stylu polegająca na celowej sprzeczności między dosłownym znaczeniem wypowiedzi a jej znaczeniem właściwym nie wyrażonym wprost, np. komentarz do stwierdzenia o zwalnianiu ”niepotrzebnych ludzi”: ”Może ich wysłać w kosmos”.

Inne klasyczne figury retoryczne:
•pytanie retoryczne – użycie pytania nie w celu wyrażenia niewiedzy pytającego, lecz dla podkreślenia opinii mówiącego, np. "Ludzie pracują lepiej jeśli boją się stracić pracę. [...] pracują więcej, ale czy lepiej?" Pytania mogą mieć charakter ironiczny i wówczas spełniająpodobną funkcję jak ironia. Niekiedy występują w postaci pseudo stwierdzeń: No i co z tego. Samotny znak zapytania też może być stosowany jako figura retoryczna; •apostrofa – uroczysty, bezpośredni zwrot, personifikacja fikcyjnego adresata, np. "O ironio! [Niemiecki inwestor] zwolni[ł] mniej ludzi niż zakładał plan dyrekcji;
•przemilczenie – sygnalizacja że mówca zamierza przemilczeć pewne sprawy jako sposób zwrócenia na nie uwagi, np. pozostawianie jakiejś ważnej kwestii bez komentarza;
•paronomazja – użycie słów podobnie brzmiących dla znaczeniowego ich porównania, skontrastowania, zbliżenia ("dolarowa dola");
•epitet – określenie rzeczownika (np. szpagatowi menedżerowie, menedżer z prawdziwego zdarzenia, inżynier tytularny, niepotrzebni faktycznie, najważniejsza osoba, klarowne struktury, lepsza praca). Mogą być metaforyczne (szpagatowy menedżer), lub legitymizujące(dobrze, komeptentny, lepszy);
•powtórzenie – dwukrotne lub wielokrotne pojawienie się wyrazu lub wyrazów w wypowiedzi.





z [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 19:27, 10 Kwi 2019    Temat postu:



jak wg Was formalnie powinna wygladac postepowanie po wydarzeniach z gruzji (zastraszanie pilota itp) w Prawdziwej demokracji?

co np, jesli prezydent popelnia pospolite przestepstwo.. sa jakies procedury?

pozbawienie immunitetu, impeachment


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 7368
Przeczytał: 62 tematy

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 23:41, 10 Kwi 2019    Temat postu:

taki text mowiony, o dylatacji : https://www.youtube.com/watch?v=h7iascayYSw

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Z Identyfikatorem. Lub bez. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin