Forum po 30-tce Strona Główna po 30-tce
niezwykła strona niezwykłych użytkowników
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

najlepsze teksty

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Z Identyfikatorem. Lub bez.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 6650
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:49, 23 Sie 2018    Temat postu: najlepsze teksty

z netu Shame on you ale tak max jednostronowe, czyli do 64 linijek

naukowa dyskusja z [link widoczny dla zalogowanych]

Cytat:
Widzieliście kiedyś na żywo prawdziwą naukową dyskusję? Ja miałem okazję wczoraj w jednej uczestniczyć. Przygotowałem prezentację o metylacji DNA (trudne zagadnienie), produkowałem się pół godziny, ale dobrze poszło. Ostatni slajd, na nim ”dziękuję za uwagę”, mówię:
- Dziękuję za uwagę. Czy ktoś ma jakieś pytania albo komentarze?
Atmosfera na sali trochę się rozluźniła. Głos zabrał doktor habilitowany Karwiński:
- Z całym szacunkiem, panie Anonimski, według mnie pańska prezentacja zawierała szereg błędów. Po pierwsze, metylacja DNA...
Zaczęło się. Czułem się, jakbym schodził po schodach i nie trafił w stopień. Serce zamarło, po czym przyspieszyło do stu dwudziestu na minutę. Karwiński po kolei punktował wszystkie słabostki mojego wystąpienia
- ...mam wrażenie, że przeczytał pan jedynie przeglądówki sprzed piętnastu lat, a i to pobieżnie. Czy pan w ogóle odróżnia metylację DNA od metylacji histonów?
- Panie docencie... ja... ja... - dukałem nieporadnie. To koniec. Obrona nie była możliwa. Cały mój wysiłek poszedł na marne, słońce zaszło za chmurami, a z nim nadzieja na zaliczenie seminarium. Zawiodłem i przegrałem.
Niespodziewanie inicjatywę przejął mój promotor, profesor Bujewicz.
- Szanowni państwo - zwrócił się do zebranych - z całą pewnością wszyscy słyszeliśmy żałosne wywody docenta Karwińskiego. Jakże jednak mamy traktować je poważnie, skoro pan docent, jak powszechnie wiadomo, ma małą i giętką pałę oraz lubi ssać męskie penisy?
Szmer uznania przetoczył się przez audytorium. Ludzie kiwali głowami, przychylając się do słów profesora.
- Panie profesorze - oburzył się Karwiński - Co to do cholery znaczy? Co ma długość mojego członka do metylacji DNA? A „męski penis” to masło maślane, zna pan jakieś "żeńskie penisy"? Pan obraża naukową dyskusję!
- Sam pan ją obraża swoją paskudną mordą, docencie Karwiński. W kwestii „męskich penisów” to tak, znam jednego właściciela „żeńskiego penisa” – pana, docencie, bo pan pizda jesteś. Pytał pan jeszcze, co ma długość pańskiego fistaszka, którego szumnie określił pan nazwą członka, do metylacji DNA? Ano to, że tankował pan wódkę z przemytu, zmetylowało panu kutasa i jego rozwój zatrzymał się na trzech centymetrach.
Widownia wybuchła śmiechem. Z osłupieniem obserwowałem tę scenę. Karwiński poczerwieniał jak burak, Bujewicz zaś, bez zażenowania, wyciągnął cygaro, zapalił je i zaciągnął się z satysfakcją. Ktoś z sali krzyknął:
- Brawo profesor Bujewicz!
- Kto wpuścił tego debila na salę? Wypierdolić Karwińskiego!
- Wypierdolić!
Docent poczerwieniał jeszcze bardziej, podszedł do Bujewicza i warczącym głosem zaczął mu dogryzać:
- Że niby ja mam jakieś braki? A co z panem, profesorze, co? Bujewicz-bezchujewicz! Stary impotent, bez viagry to nawet myśleć o ruchaniu nie może! Spójrzcie na niego, jakie cygaro wyciągnął, pewnie kompleksy ma! Lubi pan brać długie, grube rzeczy do gęby, co nie?
Profesor Bujewicz zaciągnął się cygarem, wypuścił dym prosto w twarz adwersarza.
- Chyba pana stary, docencie. Panie magistrze, proszę pocisnąć torpedę docentowi Kurwińskiemu. - zwrócił się do mnie.
Rozgorączkowana publiczność pokazywała nas sobie z zaciekawieniem palcami. Karwiński był już skompromitowany, a do mnie należało jego ostateczne dobicie. Widownia oczekiwała świetnej wiązanki, mój promotor patrzył na mnie z nadzieją, Karwiński zaś próbował zamordować mnie wzrokiem. Wyprostowałem się, spojrzałem mu prosto w oczy i wyrzekłem.
- Pytał się pan, docencie Kurwiński, co wiem o metylacji. Wiem, kurwa, wszystko. I chuj pana obchodzi, z jakich źródeł korzystałem, bo i tak pewnie czytać pan nie potrafi. Jeśli moje wywody o metylacji DNA się panu nie podobały, to może mnie pan w dupę pocałować. Albo w wała possać, tak jak pan lubi!
Docent skrzywił się nieprzyjemnie, wycelował oskarżycielsko palcem.
- Panie Anonichuimski! Merytorycznie pana praca leży i kwiczy, to dno plus metr mułu, gówno psie i wie pan co?
- Co? - odparłem odruchowo. Błąd.
- Chujów sto!
Audytorium zaśmiało się. Dałem się zrobić jak dziecko. Karwiński uśmiechnął się triumfalnie, pewien zwycięstwa. Profesor niewzruszony palił swoje cygaro. Kiwnął przyzwalająco głową. Zripostowałem.
- W pana dupę, docencie Kurwiński! Tak, jak pan lubi!
Zerwała się owacja. Karwiński starał się coś odeprzeć, coś dodać, bronić, się, atakować, ale lud nie dał dojść mu do słowa.
- Wypierdalaj! Wypierdalaj! WY-PIER-DALAJ!
- Chuj ci na imię! Kurwiński, chuj ci na imię! Chuj ci na imię! - skandowali.
Biedny docent nie miał gdzie się schować. Usiadł na swoim miejscu, skurczył się w sobie i (choć wydaje się to niemożliwe) poczerwieniał jeszcze bardziej. Zasłonił twarz rękami. Nie wierzę. Triumfowałem. Wygrałem naukową dyskusję.
- Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub komentarze? Dla odmiany sensowne?
- Tak - podjął jeden z kolegów na sali - czy metylacja w obrębie intronów też może mieć znaczenie na skuteczność transkrypcji genów?
Uśmiechnąłem się. Z sali zaczęły padać coraz to nowe pytania, ja zaś odpowiadałem na nie zgodnie z moją wiedzą.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Czw 21:56, 23 Sie 2018    Temat postu:

Pasta.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 5:43, 24 Sie 2018    Temat postu:

Jaka pasta? Co humoreski pitawalowe Wiecha mają wspólnego z tym pseudoliterackim gównem? To kultura chamstwa w natarciu kierowana do młodzieży. Znaczy się lewacki gorszy sort próbuje kształtować młode umysły na swoje podobieństwo. Think To bój o wartości po prostu. Na szczęście młodzież choć nonkonformistyczna z reguły potrafi odróżnić szlachetność od chamstwa.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 7:40, 24 Sie 2018    Temat postu:

Straszne gówno. Skąd Ty to bierzesz Franiu?
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 14:30, 24 Sie 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
Straszne gówno. Skąd Ty to bierzesz Franiu?


Przecież to śmieszne jest.
Super paszkwil.
A jeszcze śmieszniejsza jest pasta o koneserach piwa.

"Wkurwiają mnie już tacy piwosze-neofici, co to kurwa całe życie..."
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 14:31, 24 Sie 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
Jaka pasta? Co humoreski pitawalowe Wiecha mają wspólnego z tym pseudoliterackim gównem?


Copy paste.
Powrót do góry
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 6650
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 16:50, 24 Sie 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
Anonymous napisał:
Straszne gówno. Skąd Ty to bierzesz Franiu?


Przecież to śmieszne jest.
Super paszkwil.
A jeszcze śmieszniejsza jest pasta o koneserach piwa.

"Wkurwiają mnie już tacy piwosze-neofici, co to kurwa całe życie..."


ja sie nie znam na piwie..
tyle tylko, ze wiem o gornej (ale) i dolnej (lager) fermentacji

+tam slyszalem jakas tam historyjke, ze ulubione piwo katarzyny wielkiej - Imperial Pale Ale - zeby przetrwac transport - musialo miec wiecej alkoholu i wiecej slodu i chmielu
i byli ciemne w odroznieniu od podobnego, tylko bez slodu - Indian Pale Ale - ktore bylo eksportowane do Indii




btw, wolalbym, zeby byle przede wszystkim oceny punktowe

[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sir Francis Drake
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Wrz 2015
Posty: 6650
Przeczytał: 59 tematów

Pomógł: 30 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 9:30, 20 Wrz 2018    Temat postu:

dlaczego wampiry musialy ustapic zombiakom [link widoczny dla zalogowanych]



Cytat:


Nieumarłe drapieżniki


Wraz z opanowaniem ognia, już kilkaset tysięcy lat temu, człowiek został szczytowym drapieżnikiem w ziemskim ekosystemie. Polował na wszystkie możliwe zwierzęta, nic natomiast nie polowało na niego. Oczywiście ludzie nadal bywali i do dzisiaj bywają zabijani i zjadani przez lwy, wilki, krokodyle i rekiny, ale były i są to już tylko incydenty, nieszczęśliwe wypadki, nie mające żadnego wpływu ani na dynamikę ludzkich populacji, ani na kierunek ich ewolucji.

Pamięć jednak o dawniejszych czasach i jakaś dziwna za nimi tęsknota, przetrwały aż do czasów współczesnych. Realnych, gustujących w ludzinie, drapieżników, już dawno nie było, ale w zamian społeczeństwo stworzyło sobie drapieżniki wyimaginowane. Wymyślone drapieżne, a nawet inteligentne potwory, w wymyślonych opowieściach siały spustoszenie w wymyślonych królestwach, polując na bezsilnych ludzi a nawet domagając się składania sobie regularnych ofiar z dziewic.

Nadejście rewolucji przemysłowej nie tylko nie zlikwidowało tych wirtualnych drapieżców, ale, wskutek powstania i rozwoju kultury masowej, wyprodukowało nowych, z których omówimy tutaj dwóch.

Pierwszym z nich jest wampir. Jako popularna figura literacka pojawił się na początku XIX wieku i brylował w literaturze, a potem i w filmie przez kolejne półtora wieku. Jak każdy drapieżnik żerujący na jakiejś populacji ofiar, również wampir może być opisany przez ekologiczny model drapieżnictwa, zwany też, od nazwisk swoich twórców, modelem Lotki – Volterry.

Oto i on. N – oznacza populację ludzi, V – populację wampirów. Obie te wielkości podajemy się jako odsetek wyjściowej populacji ludzkiej, przyjmując, że bez obecności wampirów, wynosi ona 100%

dN/dt = r*N*(1-N)-a*N*V

dV/dt = a*N*V – V/L

Model zawiera trzy parametry. Przez r opisany jest naturalny wskaźnik przyrostu naturalnego populacji ofiar – czyli ludzi. Można przyjąć, że wynosi on średnio 5% rocznie. Parametr a to wydajność polowania – tempo w jakim wampiry są w stanie przerabiać ludzi na kolejne wampiry. Wreszcie L – średnia długość życia wampira. Jest on zwykle przedstawiany jako istota, z ludzkiej perspektywy, nieśmiertelna, niepodlegająca chorobom i starości. Z drugiej zaś strony, mimo całej swojej złowrogiej potęgi, są wampiry stosunkowo kruche, zmuszone, pod groźbą unicestwienia, unikać osinowych kołków, srebra, krzyży, czy światła słonecznego. Choć zatem formalnie nieśmiertelne, to bynajmniej nie są wampiry wieczne. Wcześniej czy później, choć jest to okres dla ludzi niewyobrażalnie długi – giną. Dla naszych potrzeb można przyjąć że L = 1000 lat. Oryginalny, opisujący relacje lisów i królików, model L-V, zawiera jeszcze jeden parametr, określający, ile trzeba upolować królików, żeby urodzić i odchować jednego lisa. Ponieważ z jednego człowieka powstaje dokładnie jeden wampir, w naszym przypadku parametr ten równy jest jedności.

Model L-V posiada trzy stabilne rozwiązania stacjonarne, z których dwa (0% ludzi, 0% wampirów, oraz 100% ludzi, 0% wampirów) są trywialne. Interesujący jest trzeci przypadek, przewidujący stabilne współistnienie tych dwóch populacji.

Ns = 1/(a*L)

Vs=(r/a)*(1-1/(a*L))

Jeżeli wampiry w ogóle mają istnieć, to muszą powstawać przynajmniej w takim samym tempie, jak giną, czyli a>1/L. Jednak, ze względu na długowieczność wampirów, ich liczba w naszym modelu, wraz ze wzrostem skuteczności polowania, rośnie błyskawicznie. Przy a ledwo dwukrotnie wyższym od wartości minimalnej, populacja ludzi spada do 50% wielkości wyjściowej, a wampirów rośnie do … 1250%. Na jednego człowieka przypada więc wtedy …25 wampirów. Przy jeszcze wyższych a, liczba wampirów zaczyna, z braku ofiar – ludzi, spadać, ale przelicznik wampirów na człowieka nadal rośnie, aż do osiągnięcia wartości 50:1. W żadnej jednak opowieści o wampirach podobnych proporcji nie znajdziemy. Przeciwnie. Wampiry są tam zawsze, w porównaniu z ludźmi, nieliczne. W pierwszych wampirycznych utworach, wystarczyło zostać raz ukąszonym przez wampira, aby samemu się nim stać. Szybko jednak ich twórcy, nawet bez szczegółowej znajomości opisywanego modelu, zorientowali się, że przy tak wysokim współczynniku a, ludzie całkowicie by z powierzchni Ziemi zniknęli. Procedura powoływania nowego wampira uległa zatem daleko idącej komplikacji, stając się złożonym i czasochłonnym rytuałem.

Tak daleko idąca nadreprezentacja liczebna, nie byłaby też tym, co cieszyłoby same wampiry. Wampir na ludzi nie tylko poluje, ale też ich …osusza. Jest nie tylko drapieżnikiem, ale przede wszystkim pasożytem. W tej drugiej roli wolałby, aby to ludzie dominowali liczebnie nad wampirami, zapewniając mu tym samym stałą i niezakłóconą podaż napitku. Wszyscy inni, niż on sam, krwiopijcy, tym samym są dla niego tylko uciążliwą konkurencją. Wampir wampirowi wampirem.

W konsekwencji społeczność wampirów, w końcu istot świadomych i inteligentnych, musi wykształcić ścisłe i bezwzględnie przestrzegane reguły, określające kto, kogo, kiedy i w jakich okolicznościach może w nowego wampira przemienić. Wszelkie samowolne działania w tym zakresie muszą zaś być surowo tępione. Dopuszczenie do społeczności wampirów staje się, wobec niewielkiej jej liczebności i niesłychanej (L=1000 lat) długowieczności, niezwykle rzadko przyznawanym zaszczytem, którego ludzie nie tylko nie muszą się obawiać, ale wręcz o niego zabiegają, czego przykłady można licznie znaleźć w literaturze. Nieprzypadkowo wampir jest tam zwykle arystokratą, hrabią, księciem, czy baronem, osobowością złożoną i niebanalną, kimś niezwykłym i wyjątkowym.

Żaden realnie żyjący w przyrodzie drapieżnik nie mógłby takiej samoograniczającej się strategii rozrodczej stosować, ale wampiry przecież żywe nie są. „Rozmnażają się”, co prawda, ale bez dziedziczenia cech. Nowo powstały wampir nie jest bardziej podobny do wampira – stworzyciela, niż do jakiegokolwiek innego przedstawiciela tej grupy. W rezultacie wampiry nie podlegają ewolucji darwinowskiej i nie odczuwają presji na maksymalizowanie swojego indywidualnego sukcesu rozrodczego. Bez problemu mogą go więc poświecić dla dobra wspólnego.

Wampiry, jak już autor wspomniał, królowały na kartach powieści i ekranach filmowych przez ponad sto lat. Zachodzące jednak w drugiej połowie XX wieku przemiany społeczne, znacząco zredukowały zapotrzebowanie na drapieżnika arystokratycznego, wyrafinowanego i niepowtarzalnego. Płacąca za straszenie jej publiczność, zapragnęła bać się kogoś bardziej demokratycznego, masowego, chamskiego i pospolitego. Wampiry więc musiały ustąpić miejsca w popkulturze potworom innego rodzaju. Nastały czasy zombie. Demokratyczne zombiaki są co najmniej równie długowieczne, jak arystokratyczne wampiry, ale, w przeciwieństwie do nich, nie narzucają sobie żadnych ograniczeń w kąsaniu i przerabianiu na zombiaki kolejnych ofiar. Nie myślą, nie tylko o przyszłości, ale w ogóle.

Wampiry świadomie pilnowały tego, aby ich współczynnik skuteczności a był tylko minimalnie większy od 1/L. U zombiaków, a jest tak wysokie, że 1/L można w ogóle zaniedbać. Model wygląda więc tak:

dN/dt = r*N*(1-N)-a*N*Z

dZ/dt = a*N*Z

I nie ma w nim tym razem stanu stacjonarnego innego, niż N=0, lub Z=0. Współistnienie ludzi i zombie nie jest więc możliwe. Inwazja zombie, jeżeli już raz się zacznie, będzie lawinowo narastać, aż do całkowitej zagłady ludzkości. Zombie są więc znacznie bardziej od wampirów przerażające, ale niestety, znacznie też mniej od nich nośne fabularnie. Liczba możliwych scenariuszy z udziałem zombie jest wprost żałośnie uboga i w zasadzie dawno zostały one wszystkie wyeksploatowane. Tak sądził niżej podpisany. Mylił się jednak. Światowa wojna zombie nie jest wcale tak nudnym i prostackim motywem literackim, jakby się to mogło na pierwszy rzut oka wydawać.

Skoro zombie właściwie nie giną same z siebie, to aby ludzkość miała z nimi w ogóle jakieś szanse, ludzie muszą zombie likwidować własnoręcznie. Drugi człon równania L-V przyjmie więc postać:

dZ/dt = (a-b)*N*Z

a jest skutecznością polowania zombie na ludzi, natomiast b na odwrót – skutecznością polowania ludzi na zombie. W przeciwieństwie do zombie, ludzie się uczą, zatem współczynnik b będzie rósł w miarę upływu czasu. Kiedy stanie się większy od a, populacja zombie zacznie się zmniejszać. Nie daje to jednak jeszcze żadnej gwarancji zwycięstwa, bo pomimo nawet stosunkowo wysokiej wartości b, sytuacja nie jest bynajmniej symetryczna. Każdy upolowany człowiek nadal staje się zombiakiem, natomiast upolowany zombiak nie staje się człowiekiem.

Numeryczna analiza modelu wskazuje, że ludzie mogą zwyciężyć tylko wtedy, jeżeli w szczytowym momencie inwazji, populacja zombie nie przekroczy ok 8% przedwojennej liczby ludzi. Jeżeli odsetek ten będzie wyższy, to, niezależnie od tego jak szybko i sprawnie ludzie nauczą się zombie unieszkodliwiać, wojnę z nimi przegrają.

Trudno jednak porwać czytelników wizją konfliktu z tak nielicznym wrogiem. Wróg liczniejszy natomiast, bardziej fabularnie atrakcyjny, pozbawi naszą historię obowiązkowego happy endu. Jak zatem, z jednej strony pokazać milionowe hordy krwiożerczych potworów, z drugiej zaś ostateczne zwycięstwo ludzkich bohaterów?

Odpowiedź znów znajdziemy w odpowiedniej modyfikacji modelu Lotki-Volterry. Co najmniej jeden autor, z tych, którzy światową inwazję zombie opisali, tak właśnie postąpił. Nie wiadomo, czy sam, lub z czyjąś pomocą przeprowadził odpowiednie obliczenia, czy też wpadł na to potęgą czystej intuicji, ale rezultat imponuje. Mowa o powieści „World War Z” Maxa Brooksa.

Kluczem do zwycięstwa i ocalenia ludzkiego gatunku staje się w niej stworzenie kryjówek, bronionych przed zombie przez wojsko i przeszkody naturalne, „stref bezpieczeństwa”. Od obszarów stosunkowo dużych, jak Izrael, czy Krym, do zupełnie małych, jak pośpieszenie zaadaptowane w tym celu średniowieczne zamki. W takich kryjówkach, szczęśliwcy mogą przetrwać, zyskując czas na skuteczne zwiększenie współczynnika b, a potem przeprowadzać mozolną rekonkwistę. Na poniższym wykresie fazowym pokazano przebieg światowej wojny Z, obliczony na podstawie modelu. Iteracje przebiegu wojny przeprowadzono co tydzień. Współczynnik a = 7 (jeden zombie może w tygodniu upolować siedmiu ludzi), b stopniowo rośnie od zera do 35. Symulacja startuje, kiedy zombie na świecie jest kilka tysięcy. W strefach bezpieczeństwa chroni się 10% przedwojennej ludzkiej populacji.

...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Z Identyfikatorem. Lub bez. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin