Forum po 30-tce Strona Główna po 30-tce
niezwykła strona niezwykłych użytkowników
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

seryjni monogamiści
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Z Identyfikatorem. Lub bez.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
animavilis
maszynista z Melbourne


Dołączył: 17 Kwi 2016
Posty: 2187
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 175 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 16:33, 05 Wrz 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:

No widzę, że się miotacie Nieszczęśni Użyszkodnicy. Było czytać romanse historyczne. To może ja skrótowo Was zapoznam. Bohaterowie. On, utytułowany i bogaty, pijak, hazardzista i dziwkarz. Znaczy się z jednej strony dobra partia, z drugiej zaś niedobra. Ona, bez tytułu, bez posagu, wredna i stara, bo ma już 23 lata. Znaczy się, pod każdym względem ohydna partia. On ma 32 lata, więc jest jeszcze za młody, żeby się żenić. I nigdy by się nie ożenił ale rodzina chce dziedzica, a najlepiej dwóch (jeden zapasowy). Ona już się pogodziła z myślą, że jest starą panną bez perspektyw. Znaczy mąż jej zwisa ale chciałaby mieć dzieci. I nagle się spotykają w jakichś ohydnych okolicznościach i w następstwie, na starcie, pałają do siebie ohydnymi uczuciami, choć oboje przyznają uczciwie, że to drugie nieźle wygląda. Potem rodzi się między nimi namiętność, co oboje wkurza. Wszyscy wokół uważają, że są w sobie bez pamięci zakochani. A oni tak nie uważają. On, bo mu ta miłość jest potrzebna jak rybie rower. Przecież mu dobrze i jest za młody. Ona boi się, że to żadna miłość jest tylko ohydna chuć. Przy okazji tej chuci stwierdza, że jest kobietą występną, nieprzyzwoitą i upadłą. Wszyscy knują jak ich zeswatać, a oni, nic. I tak przez 200 stron. Aż w końcu ona omal nie ginie, najlepiej ratując go. Wtedy on sobie uświadamia, że ją kocha. A jak ona się dowiaduje, że on ją kocha to dochodzi do wniosku, że ona zasadniczo go też kocha. Ślub. Epilog. Ona rodzi dziedzica. Koniec.
Jak widać, gdyby uczuciem była racjonalnie zdefiniowana emocja to by w ogóle uczuć nie było, wymarlibyśmy w ciągu, góra, trzech pokoleń i kaplica.


Ha! Zupełnie niespodziewanie Jupiter przybył z odsieczą.
Po wyczytaniu w Internecie różnych mądrych rzeczy na temat emocji i uczyć (sprowadzających się, w uproszczeniu, do forsowanej tu przez Gości tezy, że uczucia są interpretacją emocji, a zatem miłość może być tylko świadoma, gdyż jest uczuciem), popadłam w zwątpienie i chciałam się poddać, ale niezupełnie bez walki. Ukułam nawet, na rzecz miłości nieświadomej, romantyczny przykład o dwóch gejach, ale przykład harlequinowy jest równie dobry, więc nie będzie potrzeby gorszyć Jupitera. Otóż ta para 23 i 32 miłowała się od zarania i to - dość długo - zupełnie nieświadomie. Oczywiście, można twierdzić, że w stadium nieuświadomienia kierowały nimi emocje (a nie uczucia), a kiedy już sobie swoją miłość uświadomili, to zyskała ona status uczucia (a nie ślepej emocji), ale jakie znaczenie ma sam moment stawania się miłości miłością z definicji, skoro ona żyła w nich daleko wcześniej: ślepa, nienazwana i błądząca - ale istniejąca. Ta miłość w nich była, chociaż nie wiedzieli, że jest miłością.

Ogólnie, rozmowy o miłości wydają mi się jednak dość jałowe, niezależnie od tego, kto ma rację i jaka to racja Anxious


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Śro 19:13, 05 Wrz 2018    Temat postu:

animavilis napisał:

Ha! Zupełnie niespodziewanie Jupiter przybył z odsieczą.
Po wyczytaniu w Internecie różnych mądrych rzeczy na temat emocji i uczyć (sprowadzających się, w uproszczeniu, do forsowanej tu przez Gości tezy, że uczucia są interpretacją emocji, a zatem miłość może być tylko świadoma, gdyż jest uczuciem), popadłam w zwątpienie i chciałam się poddać, ale niezupełnie bez walki. Ukułam nawet, na rzecz miłości nieświadomej, romantyczny przykład o dwóch gejach, ale przykład harlequinowy jest równie dobry, więc nie będzie potrzeby gorszyć Jupitera. Otóż ta para 23 i 32 miłowała się od zarania i to - dość długo - zupełnie nieświadomie. Oczywiście, można twierdzić, że w stadium nieuświadomienia kierowały nimi emocje (a nie uczucia), a kiedy już sobie swoją miłość uświadomili, to zyskała ona status uczucia (a nie ślepej emocji), ale jakie znaczenie ma sam moment stawania się miłości miłością z definicji, skoro ona żyła w nich daleko wcześniej: ślepa, nienazwana i błądząca - ale istniejąca. Ta miłość w nich była, chociaż nie wiedzieli, że jest miłością.

Ogólnie, rozmowy o miłości wydają mi się jednak dość jałowe, niezależnie od tego, kto ma rację i jaka to racja Anxious

No Ty Animko jak mój idol z wczesnej młodości, który twierdził, że miłość mieszka w sercu, a nie na języku. Zasadniczo to poruszamy się w obszarze myśli-słowa-czyny, a gdzieś z boku stoją sobie uczucia i rządzą. Znaczy się mają głęboko w poważaniu, czy je nazwiemy, czy nie, czy je sobie uświadamiamy, czy nie, czy nam się podobają, czy nie. Wszystko sprowadza się do kontroli i rozumieniu własnego interesu. Myśli, słowa i uczynki do pewnego stopnia potrafimy kontrolować i wykorzystywać je dla realizacji własnych potrzeb. I nagle, łubudu, włączają się uczucia i kaplica. Nasuwa się nawet pytanie - kto tu, kurna, rządzi. Bo jeśli nasze myśli, słowa i uczynki poddane uczuciowej presji zaczynają nam szkodzić to dobrze nie jest. I nieistotne, czy są to "niewłaściwie ulokowane szlachetne uczucia", czy uczucia ohydne typu pycha lub zawiść.

Co do rozmów o miłości to nie tle są jałowe, co bez sensu. Rozmowa wymaga pewnego minimalnego choć zasobu uznanych definicji i danych. Znaczy się informacji, a uczucia zasadniczo trudno zdefiniować, nie znamy na ich temat podstawowych nawet informacji. Uczucia to zupełnie inna jakość. Myśli potrafimy jakoś tam wyrazić słowami, którymi się możemy wymieniać, analizować je, gromadzić, czy oceniać według jakichśtam kryteriów. Jestem jak najdalszy od krytykowania Dobrego Boga, choć zasadniczo mógł wymyślić coś co by nam ułatwiło życie. Np. czoło jest zasadniczo niezagospodarowane. Gdyby przybierało np. kolory tożsame z targającymi nami uczuciami życie teoretycznie byłoby prostsze. Piszę teoretycznie, bo już doświadczenie ze słowami sugeruje, że nie musiałoby to być takie proste. Teraz np. nic nie stoi na przeszkodzie, by kobiety komunikowały swoje potrzeby słowami, a one używają sygnałów d'oh! Aż strach pomyśleć jak by korzystały z kolorowych czół.

PS I dobrze, że powstrzymałaś się częściowo, z tą pedalską miłością, bo jak przyznajesz byłoby to jałowe przedsięwzięcie, poza tym, że jak słusznie przypuszczasz, ohydnie bym się zbulwersował.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Śro 19:37, 05 Wrz 2018    Temat postu:

No nawet nie zbulwersował tylko się wściekł bym się. Gdybyś zaczęła mnie przekonywać, że Winettou to żaden idol tylko obiekt nieuświadomionej miłości homoseksualnej, to sam nie wiem, co bym z Tobą zrobił. Ale z pewnością coś ohydnego. Think
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Śro 20:16, 05 Wrz 2018    Temat postu:

animavilis napisał:

Ha! Zupełnie niespodziewanie Jupiter przybył z odsieczą.
Otóż ta para 23 i 32 miłowała się od zarania i to - dość długo - zupełnie nieświadomie. Oczywiście, można twierdzić, że w stadium nieuświadomienia kierowały nimi emocje (a nie uczucia), a kiedy już sobie swoją miłość uświadomili, to zyskała ona status uczucia (a nie ślepej emocji), ale jakie znaczenie ma sam moment stawania się miłości miłością z definicji, skoro ona żyła w nich daleko wcześniej: ślepa, nienazwana i błądząca - ale istniejąca. Ta miłość w nich była, chociaż nie wiedzieli, że jest miłością.


Będę się upierać przy swoim
Dopóki nie wiedzieli nie mogli jej spełnić. Nie istniała. Istniały emocje dążenia i unikania.
Dopiero uświadomienie doprowadziło do happy endu.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Śro 21:53, 05 Wrz 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:

Będę się upierać przy swoim
Dopóki nie wiedzieli nie mogli jej spełnić. Nie istniała. Istniały emocje dążenia i unikania.
Dopiero uświadomienie doprowadziło do happy endu.


No doprowadziło do happy endu. Decyzja została podjęta. Ktoś przekonał samego siebie. Małżeństwo zaistniało i dziedzice też. Ale co to ma wspólnego z miłością? Decyzja "kocham go/ją" to racjonalna kalkulacja. Może rzeczywiście kocha, może jest tylko pod wrażeniem, spełnia swe ambicje, czy kalkulacje, komuś lub sobie coś udowadnia. Oczywiście powody wstąpienia w związek są szlachetne lub mniej szlachetne. Miłość jest szlachetna, wyrachowanie jest nieszlachetne, więc musi być wyparte i zastąpione szlachetną motywacją. Nikt jeszcze nie wymyślił uczuciometru, by uczucie stwierdzić z naukową precyzją. Nie ma jednostek, którymi moglibyśmy wyskalować skalę uczuć. Zasadniczo można stwierdzić miłość, gdy związek nie przetrwa próby czasu. Jeśli mimo nieprzyjemności, katastrof i zerwanych kontaktów ktoś nas nadal uszczęśliwia swoim istnieniem to miłość była i pozostanie. Jeśli nie, to nie ma co dalej się oszukiwać i jak ktoś bardzo chce to może zastanowić się nad swoimi prawdziwymi motywami.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Śro 22:07, 05 Wrz 2018    Temat postu:

Znaczy się kiedyś na Wydziale podpinaliśmy urocze Koleżanki pod woltomierz do pomiaru niskich potencjałów i badaliśmy, czy występuje reakcja na czyjąś bliskość. Wynik był mizerny, bo wskazówka szalała tylko gdy podpięta była koleżanka Jola, a w pobliżu był kolega Jarek ale koleżanka Jola upierała się, że zasadniczo kolegi Jarka nie lubi. A jak ohydnie rechotaliśmy to koleżanka Jola mówiła, że jesteśmy głupi.
Powrót do góry
Seeni
Królewna Glątwa


Dołączył: 16 Wrz 2005
Posty: 18317
Przeczytał: 26 tematów

Pomógł: 2371 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Trójmiasto

PostWysłany: Czw 16:09, 06 Wrz 2018    Temat postu:

animavilis napisał:

Ta miłość w nich była, chociaż nie wiedzieli, że jest miłością.

Ogólnie, rozmowy o miłości wydają mi się jednak dość jałowe, niezależnie od tego, kto ma rację i jaka to racja Anxious

To się nazywa błysk- takie zjawisko psychologiczne. Miłość spadła na nich jak burza od razu ale zdali sobie z tego sprawę po jakimś czasie


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Czw 17:19, 06 Wrz 2018    Temat postu:

E tam. Nie wierzę w ten cały chemiczno-fizjologiczny fundament uczuć. Gdyby tak było to każdy mógłby pójść do sklepu, kupić sobie zestaw 'Mały Chemik" i w domowym piekarniku uwarzyć eliksir miłości. Zasadniczo nie chciałbym obudzić się pewnego dnia i uświadomić sobie, że kocham panią Środę, albo jeszcze gorzej pana Schetynę. d'oh!

Gdyby nie to, że bardzo boję się zbulwersować Dobrego Boga to powiedziałbym, że uczucia mają charakter mistyczny. A biorąc pod uwagę co te uczucia ohydne i nieohydne z nami wyprawiają to nie świadczyłoby to o Nim najlepiej, gdyby On był za nie odpowiedzialny.
Powrót do góry
Kilo OK
maszynista z Melbourne


Dołączył: 23 Maj 2009
Posty: 19232
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 494 razy
Ostrzeżeń: 1/3

PostWysłany: Czw 22:08, 06 Wrz 2018    Temat postu:

Czyli nie wierzymy w naukę ale wierzymy w magię?
A mamy niby to techniczne wykształcenie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Pią 1:47, 07 Wrz 2018    Temat postu:

Kilo OK napisał:
Czyli nie wierzymy w naukę ale wierzymy w magię?
A mamy niby to techniczne wykształcenie.


To, że mamy techniczne wykształcenie pozwala nam nie demonizować nauki.
Zasadniczo nauka ma dwie poważne wady. Po pierwsze zakłada, że świat jest przyczynowo-skutkowy, a to wcale nie jest oczywiste. Po drugie nauka tylko stara się w mniej lub bardziej udany sposób językiem matematyki opisać to co udało się nam zaobserwować. Nauka ma trudności ze zdefiniowaniem podstawowych pojęć, sił, praw, stałych, którymi się posługuje, a tym bardziej nie wyjaśnia ich istoty. Nie wspominając już o tym, że nie potrafi wyjaśnić dlaczego Malinowski kocha Wiśniewską, a nie lubi Śliwińskiej. A są to bardzo istotne sprawy, a w przypadku Malinowskiego, Wiśniewskiej i Śliwińskiej może nawet najistotniejsze. Koncepcja wszechmocnej z punktu widzenia człowieka przenikającej świat WOLI wymaga może pokory ale najprawdopodobniej jest prawdziwa. A czym jest magia. Tym wszystkim z czym nauka sobie nie radzi. Z drugiej strony ktoś zauważył, że magia i najnowsze technologie są dla przeciętnego człowieka trudne do rozróżnienia. Łatwo sobie wyobrazić, że współcześnie wykształcony lekarz jakimś cudem przeniesiony do średniowiecza, gdyby wykorzystał nawet w dobrej wierze swą wiedzę prawdopodobnie natychmiast zostałby spalony na stosie za posługiwanie się siłą nieczystą. Rozsądek podpowiada, że będąc tu i teraz nie mamy żadnych praw do naukowej arogancji, lecz chęć palenia na stosie nadal ma się dobrze.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 8:08, 07 Wrz 2018    Temat postu:

Śledząc historię nauki można łatwo zauważyć, że nie wszystkie zdobycze nauki były łatwym zadaniem. Często nauka meandrowała gdzieś w błędnym pojmowaniu świata, ale zawsze z czasem te drogi się prostowały i stawały szersze. Można zatem przyjąć, że nadal tak będzie. Jest tylko kwestią czasu żebyśmy się dowiedzieli czym jest z chemicznego punktu widzenia miłość. Już częściowo wiemy, że np. alkohol i feromony wpływają na to, czy ktoś nam się podoba, czy nie, a to przecież wyłącznie chemia. Bez czarów, magii i mistycznych uczuć.

U części ludzi obserwuję taki strach przed nauką. Strach, że nauka odbierze im wiarę w cuda. A przecież nauka nie odbiera nam przyjemności w oglądaniu cudownych zachodów słońca i magicznych burz. Mimo, że wiemy jak to się dokładnie dzieje i "prawdziwej magii" tam brak. Ba, wierzącym w bogów nie odbiera również ich wiary. Spotkałem wielu wierzących w boga naukowców i nie przeszkadzało im to wierzyć również w naukę. Dlatego wydaje mi się, że ów strach powstaje z ignorancji. Naukowcy nie uważają się za kompetentnych, by tłumaczyć, gdzie jest miejsce na wiarę w bogów przy szybkim rozwoju nauki. Kościół mimo, że kompetentny to raz idzie w słusznym kierunku pokazywania, iż pismo święte jest jedynie alegorią, a po kilku latach wraca do pomysłów średniowiecznych, wprowadzając dualizm naukowo-kościelny w pojmowaniu świata. Zwykły człowiek się gubi, gdy każe się mu wybierać nauka, czy wiara, a raczej nakazuje... wierz w to co mówią kapłani.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Pią 15:03, 07 Wrz 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
... nauka tylko stara się w mniej lub bardziej udany sposób językiem matematyki opisać to co udało się nam zaobserwować...


Wiem, że cytowanie samego siebie może jest niezbyt eleganckie ale bywa użyteczne. Po pierwsze nauka zdaje sobie sprawę z ograniczeń zmysłowego poznania, a więc dostępnych obserwacji. Co więcej, zdaje sobie sprawę, że jest to ograniczenie nie do pokonania. Po drugie nie ma pewności, że język matematyki jaki znamy obecnie jest optymalny do opisu rzeczywistości. Ten język nadal się rozwija, nadal się go uczymy. Można powiedzieć, że matematyka jest podobna do małżeństwa i demokracji. Znaczy się, nie ma pewności czy nadaje się do opisu i ustalania prawdy ale póki co nie wymyślono nic lepszego. W tej sytuacji ktoś kto wierzy, że nauka tą prawdę ustali i zawsze znajdzie wytłumaczenie wszystkiego to nic innego jak naiwna wiara we wszechmocne Wielkie Mzimu, które zasadniczo nie różni się od wiary w Dobrego Boga z tym, że człowiek ma nadzieję, że Wielkie Mzimu może i zawsze będzie mógł kontrolować, a Dobrego Boga zasadniczo kontrolować się nie da. Uczciwie muszę przyznać, że moja wiara, że pewne dziedziny człowieczeństwa jak np. uczucia czy estetyka są przejawem mniej lub bardziej celowej nadrzędnej WOLI jest sprzeczna z dotychczasowymi doświadczeniami nauki. Jako chemik nie mogę zlekceważyć faktu, że dopóki ludziom nie udawało się wytworzyć z prostych składników pewnej klasy substancji byli przekonani, że mogą powstać jedynie w procesach metabolizmu. Znaczy się wytworzyć je mogą tylko żywe organizmy, stąd nazwali tą klasę substancji związkami organicznymi. Okazało się, że byli w błędzie. Z drugiej strony substancje te były ludziom wcześniej doskonale znane, a problem polegał tylko na tym, że nie potrafili ich zsyntetyzować. Być może istnieją jakieś emotikony i estetikony, które technicznie odpowiadają za procesy emocjonalne i estetyczne, lecz póki co nie stwierdziliśmy ich obecności, bo nawet nie wiadomo nic o tym, gdzie ich szukać i niczego o ich istocie, czyli czego szukać. To trochę przypomina dylematy Mendelejewa, który stwierdzał, że pewnych pierwiastków jeszcze nie odkryto ale gdzieś muszą być. Więc akolici nauki nie muszą tracić nadziei. Think
Powrót do góry
Sławomir
kiszona szarlotka po wirtualnemu


Dołączył: 16 Lis 2014
Posty: 744
Przeczytał: 13 tematów

Pomógł: 20 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:18, 07 Wrz 2018    Temat postu:

emocje, uczucia... różnią się zasadniczo tylko czasem trwania - emocje wybuchają jak fajerwerki i równie szybko gasną, czasami przeobrażają się w uczucia

uczucia z założenia są czymś trwającym dłużej, czasami tląc się przez lata albo płonąc gorącym płomieniem przez kilka miesięcy

w sprawie wiary w magię czy w naukę albo boga - wiara jest domeną niedouków, albowiem coś się wie i rozumie i potrafi się to udowodnić w sposób pozwalający na jakąś weryfikację (tutaj mówi się o nauce) albo też snuje się jakieś farmazony oraz bujdy, które w żaden sposób nie dają się zweryfikować (tutaj mówi się o nauce, magii oraz wierze w boga). tak, niestety, nauka wkroczyła częściowo w domenę magii (zwłaszcza w fizyce), ale to z powodu chciejstwa fizyków, którzy wybiegają przed konia z pomysłami nie dającymi się zweryfikować (przynajmniej chwilowo).

niech to jednak nie zaburza wam perspektywy - takiej "magicznej" nauki jest może parę krzykliwych promili, cała reszta stoi na solidnym fundamencie powtarzalności i weryfikowalności, którego to żaden magiczny albo bogobojny oszołom nie jest w stanie przebić, niezależnie jak długo będzie uderzał w niego głową. stąd tylu wśród nich frustratów wylewających swoje żale na rozmaitych forach


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Sob 2:02, 08 Wrz 2018    Temat postu:

No cóż, to opinia prostacka po prostu. To niegrzeczna gloryfikacja nauki wyrażona przez nieuka, którem zupełnie nieznane są elementarne podstawy filozofii typu dość stare rozważania Platona w dialogu "Menon" o drodze do Larissy, czy nowsze rozważania Hume'a o związku przyczynowo skutkowym. Pomijając już fakt, że zabawne jest apologizowanie nauki, gdy nie jesteśmy nawet naukowo w stanie udowodnić, że cokolwiek istnieje poza informacją. Znaczy się czy świat (a nim my) istnieje realnie, czy też tylko wirtualnie. Naukowo nie potrafisz Nieszczęsny Sławomirze nawet udowodnić, że fizycznie istniejesz, a obrażasz ludzi, którzy słabość nauki dostrzegają. Jak to mawiał Twain można milczeć i uchodzić za głupca, albo odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Sob 9:56, 08 Wrz 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
No cóż, to opinia prostacka po prostu. To niegrzeczna gloryfikacja nauki wyrażona przez nieuka, którem zupełnie nieznane są elementarne podstawy filozofii typu dość stare rozważania Platona w dialogu "Menon" o drodze do Larissy, czy nowsze rozważania Hume'a o związku przyczynowo skutkowym. Pomijając już fakt, że zabawne jest apologizowanie nauki, gdy nie jesteśmy nawet naukowo w stanie udowodnić, że cokolwiek istnieje poza informacją. Znaczy się czy świat (a nim my) istnieje realnie, czy też tylko wirtualnie. Naukowo nie potrafisz Nieszczęsny Sławomirze nawet udowodnić, że fizycznie istniejesz, a obrażasz ludzi, którzy słabość nauki dostrzegają. Jak to mawiał Twain można milczeć i uchodzić za głupca, albo odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.


A jednak przyjemnie korzystać ze zdobyczy nauki choćby pisząc ten post. )))
Nawet bez udowadniania istnienia siebie, komputera, sieci internetowej.

Jakież to światłe wspomnieć Platona i zakwestionować trud naukowców poznających świat!
Jasne niekiedy nauka błądzi, potrzebuje paradygmatów, które w przeciwieństwie do dogmatów, mogą się zmieniać, bo nauka nie jest skończonym opisem świata!

Zdaje się, że większym chamstwem jest umniejszanie ludzkiego wysiłku niż zachwyt nad ludzką wytrwałością w tworzeniu nauki.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Sob 12:04, 08 Wrz 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:

A jednak przyjemnie korzystać ze zdobyczy nauki choćby pisząc ten post. )))
Nawet bez udowadniania istnienia siebie, komputera, sieci internetowej.

Jakież to światłe wspomnieć Platona i zakwestionować trud naukowców poznających świat!
Jasne niekiedy nauka błądzi, potrzebuje paradygmatów, które w przeciwieństwie do dogmatów, mogą się zmieniać, bo nauka nie jest skończonym opisem świata!

Zdaje się, że większym chamstwem jest umniejszanie ludzkiego wysiłku niż zachwyt nad ludzką wytrwałością w tworzeniu nauki.


No właśnie, patrzę w ekran, stukam w klawiaturę, endorfiny mi mózg zalewają. Znaczy się odczuwam zajebistą przyjemność. A co ma piernik do wiatraka? Ja tu piszę o różnicy między naukowym patriotyzmem, a naukowym nazizmem. Czym innym jest duma naukowca, a czym innym jego przekonanie, że jest Bogiem. No naukowy nazizm jest bezwzględnie ohydny, natomiast naukowy patriotyzm jest zasadniczo dyskusyjny. Znaczy się z pewnych powodów nauka i naukowcy mają uzasadnione prawo do dumy, a z innych powodów wręcz przeciwnie. To nawet wygląda trochę podejrzanie. Tak jakby Dobry Bóg robił sobie z nauki i naukowcow ohydne jaja. Znaczy się przede wszystkim jest ohydnie życzliwy. "Co tam mój poczciwy fizyku dziś wykombinowałeś? Chcesz, żeby światło miało naturę falową? Nie ma sprawy. Czy wolisz, żeby było strumieniem cząstek? Mówisz i masz. Może jakiś nowy bozonik? Wiem, że sprawi Ci radochę. Ja dla Ciebie mój ukochany naukowcu zasadniczo wszystko, a potem się z tym bujaj." Po drugie dziwne jest, że o wiele łatwiej nauce przychodzą odkrycia mogące w efekcie cywilizację, czy nawet życie na naszej nieszczęsnej planecie rozpieprzyć w drobny mak, niż je uszczęśliwić. Wyobrażam sobie, że gdyby nie ohydnie złośliwy Dobry Bóg to nauka odkryłaby natentychmiast zimną syntezę jądrową, energii mielibyśmy w opór i wszyscy byliby zasadniczo zadowoleni. A jakieś naukowe czubki przez setki lat próbowałoby stworzyć bombę termojądrową i za cholerę by im się nie udawało. A jak Dobry Bóg pozwolił, żeby ludzie odkryli mikrobiologię to bez problemu naukowo wyhodowali wirusy (wiele rodzajow) które wypuszczone na wolność wybiłyby ludzkość w znacznym procencie lub w całości. A jakoś nie udało się odkryć wirusów, które wybiłyby inne ohydne wirusy. Reasumując obecnie nauka ma po prostu dobry pijar, aczkolwiek co za dużo to i świnia nie zje.
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Sob 12:57, 08 Wrz 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
Po drugie dziwne jest, że o wiele łatwiej nauce przychodzą odkrycia mogące w efekcie cywilizację, czy nawet życie na naszej nieszczęsnej planecie rozpieprzyć w drobny mak, niż je uszczęśliwić. Wyobrażam sobie, że gdyby nie ohydnie złośliwy Dobry Bóg to nauka odkryłaby natentychmiast zimną syntezę jądrową, energii mielibyśmy w opór i wszyscy byliby zasadniczo zadowoleni. A jakieś naukowe czubki przez setki lat próbowałoby stworzyć bombę termojądrową i za cholerę by im się nie udawało. A jak Dobry Bóg pozwolił, żeby ludzie odkryli mikrobiologię to bez problemu naukowo wyhodowali wirusy (wiele rodzajow) które wypuszczone na wolność wybiłyby ludzkość w znacznym procencie lub w całości. A jakoś nie udało się odkryć wirusów, które wybiłyby inne ohydne wirusy.


Piszesz jakby nauka była skończona. Nie jest.
Jak nie dziś to jutro znajdziemy pomysł na wirusy i zimną fuzję jądrową.
Powrót do góry
Formalny
maszynista z Melbourne


Dołączył: 26 Sie 2005
Posty: 8218
Przeczytał: 10 tematów

Pomógł: 534 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: 3 planeta od Słońca
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 15:00, 08 Wrz 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
Anonymous napisał:
Po drugie dziwne jest, że o wiele łatwiej nauce przychodzą odkrycia mogące w efekcie cywilizację, czy nawet życie na naszej nieszczęsnej planecie rozpieprzyć w drobny mak, niż je uszczęśliwić. Wyobrażam sobie, że gdyby nie ohydnie złośliwy Dobry Bóg to nauka odkryłaby natentychmiast zimną syntezę jądrową, energii mielibyśmy w opór i wszyscy byliby zasadniczo zadowoleni. A jakieś naukowe czubki przez setki lat próbowałoby stworzyć bombę termojądrową i za cholerę by im się nie udawało. A jak Dobry Bóg pozwolił, żeby ludzie odkryli mikrobiologię to bez problemu naukowo wyhodowali wirusy (wiele rodzajow) które wypuszczone na wolność wybiłyby ludzkość w znacznym procencie lub w całości. A jakoś nie udało się odkryć wirusów, które wybiłyby inne ohydne wirusy.


Piszesz jakby nauka była skończona. Nie jest.
Jak nie dziś to jutro znajdziemy pomysł na wirusy i zimną fuzję jądrową.


To jest krótkie zdanie, a pełne treści i przede wszystkim sensu.
To przeciwieństwo do bredni wypełnionych sianem, głoszonych z pełnym przkonaniem jako prawda objawiona, że "osiągnięcia nauki to dobra wola niejakiego Boga", a bombę termojądrową przez setki lat (?!) próbowały stworzyć "naukowe czubki".
Nie wiem jak w tej sytuacji nazwać kogoś, kto głosi takie "wiekopomne mądrości", choć nie potrafi odróżnić pojęcia PR [pi:ar] od nazwy Pijar, co jest nazwą członka XVII wiecznego Zakonu Pijarów - Zakonu Szkół Pobożnych.
No, ale jeśli jakiś czubek czerpie całą swoją "wiedzę: z Wikipedii, to trudno jemu odróżnić jedno od drugiego. (pewnie zaraz napisze, że tak się "przyjęło").
Ciekawe skąd sie bierze takie zjawisko, że im ktoś ma mniej wspólnego z nauką i rozumem oraz wiedzą, tym większą ma niepohamowaną ochotę pisać czym jest nauka, a czym nie jest. Potem u takich ciemnych ludzików, w pełni przekonanych o wielkości swojego móżdżka - rzeczywistych rozmiarów orzecha laskowego, roją się takie "nauki" jak astrologia, różdżkarswo i wróżenie z fusów. Człowiek, przez takich jak oni, przedstawicieli Homo Sapiens, brzmi durnie, a na pewno nie tak jak twierdził Gorki: "dumnie".


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Formalny dnia Sob 15:05, 08 Wrz 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość






PostWysłany: Sob 19:50, 08 Wrz 2018    Temat postu:

Anonymous napisał:
Piszesz jakby nauka była skończona. Nie jest.
Jak nie dziś to jutro znajdziemy pomysł na wirusy i zimną fuzję jądrową.

Zasadniczo czysta wiara przez Ciebie przemawia. Równie sensowna jest wiara, że w końcu Dobry Bóg się ulituje i osobiście przekaże panu Wincentowi Bombale jakąs pamięć masową z know-how. Znaczy się nauka jeszcze nie jest skończona ale jeśli cierpliwie poczekamy parę miliardów lat to naukowcy, kurwa, będą tacy mądrzy, że ja pierdolę. Normalnie wszystko będą wiedzieć. Może tak, a może nie, choć zasadniczo to jednak nie. Jest to skażenie termodynamiką statystyczną. Obecnie szanujący się naukowiec nie powie, że coś jest niemożliwe i nigdy nie będzie, czy nie było. Obecnie niemożliwe nazywa się " niezwykle mało prawdopodobne". Znaczy się, jeśli będziemy dostatecznie długo (jeśli trzeba to przez miliardy lat) ciskać w ruiny domu granaty, to w końcu w efekcie któregoś tam wybuchu dom się złoży do stanu pierwotnego. Podobnie jak to, że gotując pierwiastkową zupę dostatecznie długo otrzymamy Alberta Einsteina, czy Sofię Loren. Albo małpa z pisakiem w końcu napisałaby "Pana Tadeusza". Znaczy się trzeba tylko dostatecznej ilości lat i małp. Z całym szacunkiem ale np. taki zacofany ciemniak jak Arystoteles, który nawet na rowerze jeździć nie potrafił, to jednak takich idiotyzmów nie dałby sobie wcisnąć. Think
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: Sob 20:38, 08 Wrz 2018    Temat postu:

Typowy język ćwierć inteligenta z nizin społecznych i intelektualnych i mamy w efekcie taki jak to nazwał formalny, to znaczy bełkot wypełniony sianem. Z takim bełkotem nawet nie można dyskutować, bo to byłoby poniżające.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Z Identyfikatorem. Lub bez. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 3 z 6

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin