Forum po 30-tce Strona Główna po 30-tce
niezwykła strona niezwykłych użytkowników
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

wyszedlem po papierosy i
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Po 30-tce
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Baron von DupenDrapen
maszynista z Melbourne


Dołączył: 13 Gru 2005
Posty: 1788
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 218 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 2:51, 09 Kwi 2013    Temat postu:

W zoo ostatnim razem byłem zaraz po maturze. Pamiętam tylko, że się całowałem z moją pierwszą miłością między gablotami z wężami.

Natomiast jeśli chodzi o podziwianie zwierząt to jak byłem mały to chodzilem z babcią do zoo oglądać hipopotamy.

Natomiast po papierosy to b. rzadko wychodziłem bo nigdy nałogowo nie palilem.

Pamiętam tylko jak w siódmej czy ósmej klasie w podstawówce chodzilem czasem do kiosku Ruchu kupować sobie [link widoczny dla zalogowanych] w niebieskim opakowaniu, ale ich nie lubilem bo były b. mocne i gorzkie... wtedy częściej paliłem skręty z herbaty...

Teraz jeżeli juz to tylko palę cudze papierosy, ale b. rzadko. Ostatnio to chyba paliłem z rok temu (?) (raz też paliłem papierosy, a raczej papieroski (bo byly takie cieniutkie) lulki (ta to pali jak smok ))

Jeśli chodzi o wychodzenie to "wyszedłem" na studia, ale jeszcze nie wróciłem mimo, że upłyneło ponad 25 lat...

Może rzeczywiście lepiej było palić i wyjść tylko na dziesięć lat na papierosa...

A może tak wybrać się do zoo popatrzć na ... maturzystki w granatowych spódniczkach



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Seeni
Królewna Glątwa


Dołączył: 16 Wrz 2005
Posty: 18510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2377 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Trójmiasto

PostWysłany: Wto 8:21, 09 Kwi 2013    Temat postu:

W przeciwieństwie do Nudziarza uwielbiam zoo i nie uważam, żeby zwierzęta - przynajmniej w zoo oliwskim- miały żle, były smutne czy zaniedbane. Być może to kwestia dyrektora zoo- prawdziwego pasjonata Michała Targowskiego. Do zoo chadzam przynajmniej dwa razy w roku ( raz na imprezę resortową połączoną ze zbiórką pieniędzy, która odbywa się tradycyjnie w maju i dodatkowo w celach refleksyjno- relaksacyjnych) Ostatnie trzy lata chadzam tam sama, nie pożyczając nawet dla pretekstu dziecka od sąsiadów.
Jeżeli chodzi o papierosy to popalam od 13-tego roku życia z niewielkimi przerwami.
Nie zdarzyło mi się wyjść po papierosy i nie wrócić.
W zoo nie palę


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lulka
Ewa chce spać


Dołączył: 29 Sie 2005
Posty: 11227
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1364 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 9:51, 09 Kwi 2013    Temat postu:

Baron von DupenDrapen napisał:
(raz też paliłem papierosy, a raczej papieroski (bo byly takie cieniutkie) lulki (ta to pali jak smok ))


Szpanowałam. Normalnie to palę grubaśne cygara, które wcześniej skręcam na udzie.

A po co bym wróciła po dziesięciu latach?
Nie mam pojęcia. To zależy dokąd chyba - bym wyszła.
Jeśli na Hornsund np. to chciałabym wrócić do słońca.

Think


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pochodzenie O-Ren Ishii
maszynista z Melbourne


Dołączył: 05 Maj 2008
Posty: 5578
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 363 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: centrum PL
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 9:53, 09 Kwi 2013    Temat postu:

Odkąd przeczytałem "Życie Pi", zupełnie inaczej patrzę na kwestię zoo. Tzn. bardziej pozytywnie.

A fajków to już nie palę...moment... tak, nie palę 1 rok i 8 miesięcy Dancing


Post został pochwalony 2 razy

Ostatnio zmieniony przez Pochodzenie O-Ren Ishii dnia Wto 9:54, 09 Kwi 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
flykiller
Gość





PostWysłany: Wto 19:01, 09 Kwi 2013    Temat postu:

nudziarz napisał:

Żrąc krwistego steka mam poczucie, że zaspkojajam podstawowa potrzebę ssaka-mięsożercy. Leniwego ssaka, który wysługuje się innymi, jednak mięsożercy, który w sytuacji skrajnej potrzeby poradziły sobie - jestem przekonany - ze wszystkim sam.
Bedac w Zoo zaspokajam wyłacznie pustą ciekawość, do tego ciekawośc , która mogę realizować na sto innych sposobów.
W kwestii zabijania dla pożywienia pisałem już

taki jest moj punt widzenia... i nie wymagam, by ktokolwiek z nim się zgadzał

Mam wrażenie, że jesteśmy ssakami zupełnie innego gatunku, bo dla mnie podstawowe potrzeby żywnościowe to nabiał i warzywa (oraz słodycze Angel) i gdybym tylko była ssakiem mniej leniwym i gnuśnym, rozprawiłabym się z mitem niezbędnego mięsa. Nie wyobrażam też sobie ani jednego (nie mówiąc o setce) sposobu, w jak inaczej mogłabym zaspokoić moją ciekawość w miarę bezpośredniego (a nawet bezpośredniego) kontaktu z egzotycznymi zwierzętami.
Nie chodzi mi jednak o to, abyśmy się mieli w tej kwestii zgadzać, tylko trudno było nie odebrać Twoich postów jako dezaprobaty, wręcz przygany oraz chęci obrzydzenia reszcie wizyt w Zoo.
Zresztą, w moim przypadku nieskutecznej, bo planuję odwiedzić w tym roku ogrody zoologiczne we Wrocławiu i w Poznaniu i zapewne sprawi mi to dużo radości.
Przyznaję, niektóre zwierzęta źle znoszą pobyt w Zoo, są podenerwowane lub apatyczne. To widać np. przy wybiegach z niewielkimi kotowatymi (serwale, karakale, rysie). Powierzchnie ich klatek są zwykle niedostosowane do potrzeb zwierzęcia, ale na przykładzie znanych mi ogrodów zoologicznych widzę, że coraz większą wagę przywiązuje się do takiego organizowania przestrzeni, aby była atrakcyjna dla zwierząt, a tym samym, także dla zwiedzających (lub odwrotnie ).


Po papierosy, jako palacz rekreacyjny, palacz "niedzielny", nigdy nie miałam potrzeby wychodzić. Chomikowałam w torebce szpanerskie mentolowe Davidoffy, którymi dystyngowanie nie zaciągałam się (vide: Bill Clinton) nad piwem w czasach, kiedy palenie w pubach nie było problematyczne.



A te wyjścia z domu... według różnych statystyk, rocznie za zaginione uznaje się w Polsce od 15 do 20 tys. osób. Ogromna rzesza ludzi. Ciekawe, ilu z nich wychodzi, bo ma dość i do jakiego rodzaju desperacji trzeba dojrzeć, aby odejść bez słowa, "zaginąć". Przypomina mi się fragment "Biegunów" Olgi Tokarczuk, w którym jedna z wielu bohaterek tej powieści, Annuszka, żona i matka niepełnosprawnego chłopca, ma raz w tygodniu "wychodne", gdy dzieckiem zajmuje się teściowa. Więc stara się ten czas miło i praktycznie (wizyta w aptece) wykorzystać i nie dzieje się właściwie nic takiego, co uzasadniałoby jej odwrót już sprzed klatki bloku i kilkudniową tułaczkę po ulicach Moskwy. To wcale nie musi być myśl, do której człowiek przyzwyczaja się latami, to może być niepostrzeżenie przebyta granica, której przekroczenie zadziwia nas samych.
(do myśli porzucenia pracy przyzwyczajam się od chwili jej podjęcia, a do porzucenia miasta, w którym mieszkam, od momentu przeprowadzki, więc zaskoczenie sobą raczej mi, w tej mierze, nie grozi Angel).
Powrót do góry
Kewa
optymistyczna realistka


Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 24976
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1879 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: prawie Wrocław

PostWysłany: Wto 19:04, 09 Kwi 2013    Temat postu:

flykiller napisał:

Zresztą, w moim przypadku nieskutecznej, bo planuję odwiedzić w tym roku ogrody zoologiczne we Wrocławiu i w Poznaniu i zapewne sprawi mi to dużo radości.

Daj znać jak będziesz potrzebowała przewodniczki we wrocławskim


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mati
Gość





PostWysłany: Wto 19:18, 09 Kwi 2013    Temat postu:

U nas ZOO to dla wielu często jest jednym z niewielu pomysłów na spędzanie wolnego czasu. Widzę to mijając je w drodze do domu w weekendy.
Jedyne co mogłabym w związku z tym ZOO, to prowadzić pobliski parking. Poza tym wystarczy mi dramat, jaki widzę będąc czasami w sobotę w centrach handlowych...
Powrót do góry
flykiller
Gość





PostWysłany: Wto 19:43, 09 Kwi 2013    Temat postu:

Tzn. takie dzikie tłumy tam walą? [zaniepokoiłam się]
Trzeba będzie pojechać w tygodniu Think
Powrót do góry
Mati
Gość





PostWysłany: Wto 20:02, 09 Kwi 2013    Temat postu:

Niestety.. bardziej dzikie od tych biednych stworzeń
w tygodniu świetnie, możesz się tylko nie załapać na kiełbasę z grilla..
Powrót do góry
Kewa
optymistyczna realistka


Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 24976
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1879 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: prawie Wrocław

PostWysłany: Wto 20:12, 09 Kwi 2013    Temat postu:

We Wrocławiu też najlepiej w tygodniu i szczerze odradzam majowy weekend.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
annaliza
nawiedzony łowca sarkofagów


Dołączył: 22 Wrz 2005
Posty: 1329
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 242 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:15, 09 Kwi 2013    Temat postu:

Dla mnie ZOO to miejsce, gdzie dzieciom pokazuje sie zwierzeta, ktorych nie mozna im pokazac w lesie, zagrodzie czy na łace. I tyle.
Bez żadnej dodatkowej filozofii życiowej i metafizyki.

Cyrk. Cyrk to jest miejsce, gdzie zwierzęta maja pod górke.

Edit. Zeby bylo cos na temat. Nie pale od 6 lat. I ma to zwiazek z facetem.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez annaliza dnia Wto 20:19, 09 Kwi 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nudziarz
męska zołza


Dołączył: 23 Cze 2008
Posty: 14583
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1176 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 21:07, 09 Kwi 2013    Temat postu:

annaliza napisał:

Edit. Zeby bylo cos na temat. Nie pale od 6 lat. I ma to zwiazek z facetem.
Koniecznośc zrezygnowania z wszelkich przyjemności by moc utrzymywac przez lata faceta, jest zasadniczo ohydna Not talking
050


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mati
Gość





PostWysłany: Wto 21:12, 09 Kwi 2013    Temat postu:

nudziarz napisał:
Koniecznośc zrezygnowania z wszelkich przyjemności by moc utrzymywac przez lata faceta, jest zasadniczo ohydna Not talking
050


Są przyjemności z których rezygnacja może spowodować jego utratę..
Powrót do góry
annaliza
nawiedzony łowca sarkofagów


Dołączył: 22 Wrz 2005
Posty: 1329
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 242 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:40, 09 Kwi 2013    Temat postu:

nudziarz napisał:
Koniecznośc zrezygnowania z wszelkich przyjemności by moc utrzymywac przez lata faceta, jest zasadniczo ohydna Not talking
050

Racja. Jakie to wiec szczescie, ze nie jestem heteroseksualnym facetem w związku z niepracujacym gejem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
annaliza
nawiedzony łowca sarkofagów


Dołączył: 22 Wrz 2005
Posty: 1329
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 242 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:48, 09 Kwi 2013    Temat postu:

Mati napisał:
nudziarz napisał:
Koniecznośc zrezygnowania z wszelkich przyjemności by moc utrzymywac przez lata faceta, jest zasadniczo ohydna Not talking
050


Są przyjemności z których rezygnacja może spowodować jego utratę..

Mati, a Ty znowu o seksie?

To mi przypomnialo stary dowcip Kolesi z dzialu IT

- Panowie. Czy my musimy zawsze o kompach? Może pogadajmy troche o czymś innym. Np. o dupach...

-Hmm. Mój komputer ostatnio jest do dupy.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ron
Łotoszacz rozwielitek


Dołączył: 29 Kwi 2009
Posty: 5485
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 284 razy
Ostrzeżeń: 3/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:49, 09 Kwi 2013    Temat postu:

Spoko Annalizo Urocza. Tak się tylko dżaźnimy. Think Przecież wiadomo, że jak Ci się trafił jakiś niepalący ohydek to popielniczki całować nie chciał.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
annaliza
nawiedzony łowca sarkofagów


Dołączył: 22 Wrz 2005
Posty: 1329
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 242 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:06, 09 Kwi 2013    Temat postu:

Ron napisał:
Spoko Annalizo Urocza. Tak się tylko dżaźnimy.

Zauwazylam. Bo normalnie to sie do mnie zwracasz per "dziecko"

A calowac to on chcial, oj chcial..
Ale mozecie kombinowac dalej


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
LampionyZeStarychSloikow
maszynista z Melbourne


Dołączył: 24 Mar 2013
Posty: 2671
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 90 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 0:47, 10 Kwi 2013    Temat postu:

jak facet zakochany, to mu calowanie popielniczki nie przeszkadza. pociagnalbym nawet dalej, ale przez wzglad na dzieci i mochery to sie powstrzymam. a co.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Baron von DupenDrapen
maszynista z Melbourne


Dołączył: 13 Gru 2005
Posty: 1788
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 218 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 3:02, 10 Kwi 2013    Temat postu:

annaliza napisał:
...
Edit. Zeby bylo cos na temat. Nie pale od 6 lat. I ma to zwiazek z facetem.


A ja myśle, że ten facet to dzidziuś


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
l
maszynista z Melbourne


Dołączył: 01 Paź 2011
Posty: 6165
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 97 razy
Ostrzeżeń: 1/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 0:52, 12 Kwi 2013    Temat postu:

hachiko napisał:
Pasztet napisał:
hachiko napisał:
Byłam we wrocławskim ZOO i tak nieszczęśliwych zwierząt jeszcze nie widziałam
Lepiej stąd idźmy, bo nas oskubią za wtręty.

KIlkanaście dni temu czytałem wywiad z Gucwińskimi i też są nieszczęśliwi.
Fatum jakieś Think



Taaaak, to pewnie efekt mimikry. Dobrze im tak Anxious


zagadnalem bace o te sprawe i dal mi taki link:

[link widoczny dla zalogowanych]

Cytat:
Polityczne zoo

Wykop
Drukuj

Napisał(a): Helena Kowalik w wydaniu 27/2004.
Wrocławskie władze chcą odsunąć od ogrodu zoologicznego dyr. Gucwińskiego. Bo wytropił wilcze prawa w ratuszu

Polityczne zoo

O tym, że jego dni we wrocławskim zoo są policzone, Antoni Gucwiński dowiedział się 14 czerwca z miejscowej gazety, po którą sięgnął w czasie śniadania. Był zaskoczony, bo całkiem niedawno prezydent miasta, Rafał Dutkiewicz, zapewniał go, że pozostanie w pracy jeszcze trzy lata. Gospodarz Wrocławia oczywiście wiedział, że dr Antoni Gucwiński ma 72 lata i jeśli nadal widział go na zajmowanym stanowisku, nie robił tego z uwagi na świetną kondycję potencjalnego emeryta.
Prezydent miał w tym interes. Wrocławskie zoo dzięki Hannie i Antoniemu Gucwińskim jest sławne nie tylko w Polsce, również w Europie. Po wejściu do Unii powstała szansa na odcinanie kuponów od tego wizerunku, budowanego przez kilkadziesiąt lat. Nie zrobi tego żaden następca Gucwińskich, bo nie ma takiego dorobku naukowego ani takich koneksji w świecie szefów najbardziej liczących się ogrodów zoologicznych Europy.
Posypały się kolejne artykuły w \"Słowie Polskim-Gazecie Wrocławskiej\". Agresywny ton publikacji wspierały wypowiedzi prezydenta lub jego rzecznika o konieczności ogłoszenia konkursu na stanowisko dyrektora zoo. Padły terminy - przełom sierpnia i września.
Również w terenowym oddziale \"Gazety Wyborczej\" rzecznik prezydenta, Marcin Garcarz, nie pozostawiał wątpliwości co do zmiany na stanowisku dyrektora zoo: \"To już postanowione. (...) Szukamy osoby z nową, ciekawą wizją ogrodu\".
Można było odnieść wrażenie, że władze miejskie chcą wykurzyć zasłużonego dyrektora rękami dziennikarzy. Gucwińscy byli zaskoczeni tylko datą akcji. Od kilku lat stali się dla ratusza niewygodni.
Z jednej strony, trzeba było liczyć się z nimi ze względu na ich zasługi, legendę pomocną w promowaniu Wrocławia również za granicą, z drugiej, dla panującej od dawna w ratuszu prawicowej opcji byli ludźmi o niewłaściwych, bo lewicowych poglądach, co potwierdziła Hanna Gucwińska, skutecznie startując z listy Unii Pracy do Sejmu.
Cezurą stała się sprawa dodatkowego areału dla zoo na wrocławskiej Wielkiej Wyspie. Ten teren należał do ogrodu jeszcze na podstawie decyzji premiera Cyrankiewicza. Okresowo dzierżawił go klub Ślęza utrzymywany przez przedsiębiorstwa gospodarki komunalnej. Czasy się zmieniły, klub został dzierżawcą stadionu i gdy dopadły go kłopoty finansowe, sprzedał teren za milion złotych biznesmenowi Grzegorzowi Antkowiakowi. Dyrekcji zoo nikt oficjalnie o tej transakcji nie powiedział, choć pod decyzją o podziale stadionu na dwie parcele widnieje podpis prezydenta. Władze miasta mogły unieważnić akt notarialny, zapewnić sobie prawo pierwokupu albo przejąć stadion za długi.
Antkowiak sprzedał stadion własnej firmie Gant za 10,5 mln zł. W 2001 r. działkę po stadionie przejęła firma Intakus w zamian za zrealizowanie zobowiązań Ganta wobec miasta (budowa mieszkań komunalnych). Interesy zoo odeszły w cień.
Hanna Gucwińska: - Powiedzieliśmy o tym głośno dziennikarzom, bo uznaliśmy, że taki jest nasz moralny obowiązek. W UE nasz ogród mógłby uzyskać I kategorię, jeżeli będzie miał wraz z otuliną około 50 ha. Na razie zajmuje tylko 33 ha.
Ujawnienie afery, którą zajął się prokurator, pomogło zoo. Teren po byłym stadionie Ślęzy ponownie znajdzie się w dyspozycji miasta. Jego właściciel - firma Intakus - zgodził się oddać grunt, jakkolwiek na bardzo korzystnych dla siebie warunkach. Natomiast Gucwińscy zyskali w opinii władz Wrocławia opinię rozrabiaczy. Zaczęło się kręcenie na nich bicza.

Pierwsze uderzenie
Opuszczony przez gospodarza źrebak konał w gnoju. Do Gucwińskich przywiozła go policja. Dla starych chabet uratowanych z rzeźni brakowało miejsca w ogrodowych stajniach. Pobiły się strusie i trzeba było je rozdzielić, tylko gdzie? Stado danieli stało w błocie.
Szło lato 2001 r. Gucwińscy nie mogli patrzeć na mękę zwierząt. - A może by tak przenieść je na sezon do Bukowic? - pomyśleli. Mają tam kilka własnych hektarów łąki. Któregoś ranka zawieźli do podwrocławskiej wsi trzy osły, pięć koni, pięć koników szetlandzkich, 16 danieli, cztery strusie afrykańskie. - Teren ogrodziliśmy za własne pieniądze. Chłop do obsługi zwierzyny za 350 zł miesięcznie był opłacany z kasy zoo - opowiada pani Hanna. - Obliczyliśmy, że roczny koszt utrzymania tych zwierząt w ogrodzie wyniósłby ponad 50,5 tys. zł, a w Bukowicach tylko 8 tys.
Na dwa dni przed przyznaniem Antoniemu Gucwińskiemu doktoratu honoris causa wrocławskiej akademii rolniczej w \"Słowie Polskim\" ukazał się napastliwy artykuł. Sugerowano w nim, że Gucwińscy za pieniądze z budżetu urządzili sobie safari, na którym dobrze się obłowią, bo przecież przyjadą wycieczki. Artykuł wspierała redakcyjna rubryka Hyde Park. Anonimowy czytelnik napisał: \"To skandal, oni robią, co im się podoba, na całym świecie za coś takiego wylatuje się na zbitą twarz\". Konie poszły do rzeźni. Dyrektor został ukarany naganą, choć nie sporządzono nawet protokołu pokontrolnego.
Dziw, że Gucwińscy nie dostali drugiej nagany za wychowywanie w domu zwierzęcych maluchów odrzuconych przez matki. To przecież też wynoszenie dobytku ogrodu na teren prywatny. Hanna Gucwińska już ponad 30 lat czerpie z tego korzyści, bo reakcje swych wychowanków - tygrysków, małpiątek itd. - opisuje w książkach, opowiada o nich na spotkaniach autorskich, przed kamerą. Cała Polska dowiedziała się, że jeden z synów hipopotama Lorbasa miał namiot do spania i basenik w ogródku dyrektorostwa. Pani Hanna, którą uważał za swoją mamę, musiała kłaść się przy ociekającym wodą hipciu. Natomiast małe szympansy spały w łóżeczkach w salonie.

Drugie uderzenie

W miejscowej gazecie z tego roku duże zdjęcia - na śniegu leży obcięty łeb bawołu, obok martwe łabędź i sarna. \"Co dzieje się z mieszkańcami ogrodu po ich śmierci? - alarmuje młoda reporterka. - Tego nie pokazywała kamera, która od 30 lat dokumentowała działalność państwa Gucwińskich wśród zwierząt\". Skandal. Daremnie dyrektor tłumaczy, że jest zima, nic się nie rozkłada, padlina czeka przed laboratorium na zbadanie, czy zwierzę nie było chore na wściekliznę. Już ostrzy sobie na nią zęby tygrys.
Gdy afera nie kończy się na jednej publikacji, dr Gucwiński mówi wprost: - Ta nagonka to dowód analfabetyzmu przyrodniczego. Ogród jest równocześnie placówką naukową, niektóre gatunki zwierząt są wykorzystywane po śmierci do badań.
Wrocławska placówka od 1971 r. należy do elitarnej Europejskiej Unii Ogrodów Zoologicznych. Mozolnie wspinali się do takiego wyróżnienia. Gdy w 1966 r. Antoni Gucwiński został dyrektorem, zwierzęta wychodziły przez uszkodzone kraty. Wszędzie panował rozgardiasz, bo na terenie ogrodu dzierżawiło budynki aż 17 firm. Jeździły ciężarówki, był hałas. Lokatorzy niektórych mieszkań zakładowych, gdy sobie popili, rzucali w zwierzęta kamieniami. - Trudno było o materiały budowlane - wspomina Antoni Gucwiński - wszystko się wypraszało albo załatwiało po znajomości. Papę do pawilonu dla niedźwiedzi zdobyłem dzięki uratowaniu przed uśpieniem dobermana pewnego prominenta.
Zabiegali o rangę ogrodu, co wyraża się m.in. rozmaitością gatunków. Oprócz hodowli żyraf założyli kolekcję płazów, gadów, antylop. Dorobili się najbogatszej w Polsce kolekcji gatunków trudnych do hodowli, takich jak biały tygrys bengalski czy gibbony. Ich potomstwo poszło w świat. - Wizytowaliśmy zoo w Amsterdamie - wspomina dyrektor - i nasz tygrys poznał nas po trzech latach. Zareagował na zawołanie \"kici, kici\", przybiegł do kraty, merdając ogonem.
Gdy w dyrektorskim gabinecie zawisły certyfikaty organizacji światowych, a sami Gucwińscy mogli się pochwalić sporym dorobkiem naukowym, uderzyła w nich zakładowa \"Solidarność\". Była to grupka awanturników, której przewodził malarz pokojowy. Robotnikom spodobało się strajkowanie, bo nie karmili zwierząt.
Papugi uciekły. Ktoś otruł tapiry malajskie. Wiedział, co robi, dodając do jedzenia zabójczej soli. Obecność tego gatunku bardzo podnosi rangę ogrodu.
Akurat przyjechały z Czechosłowacji trzy nosorożce - krzykacze z \"S\" zakazali rozładunku. Dyrektor zrobił to przy pomocy sprzątaczki. Gdy grupka prowodyrów spacyfikowała resztę załogi, Hanna Gucwińska pojechała do Wałęsy. I razem zrobili porządek.
Dziś przede wszystkim potrzeba terenu i pieniędzy. Na Wielkiej Wyspie ciągle trwają inwestycje - wybieg dla tygrysów, dla nosorożców. Są przygotowane projekty, wielokrotnie weryfikowane, bo dr Gucwiński czuje się odpowiedzialny za dziedzictwo założonego w 1865 r. ogrodu. Wiele obiektów to dziś już zabytki architektury.

Pussi w gabinecie

Od początku pieczołowicie zbierają dokumenty o historii zoo. Znają nazwiska wszystkich niemieckich dyrektorów, znają nawet takie szczegóły jak ten, że gorylicę Pussi dyrektor Stechmann kupił w Liverpoolu za 2,4 tys. marek. We Wrocławiu żyła siedem lat, co wtedy było rekordem w warunkach ogrodu zoologicznego. Do dzisiaj w gabinecie dyr. Gucwińskiego stoi jej posąg, odlany w brązie przez niemieckiego rzeźbiarza Kieseweltera.
Pierwsza bomba spadła na wrocławski ogród zoologiczny 7 października 1944 r. - Hitler wydał rozkaz, że Festung Breslau będzie walczyć do końca, bez względu na cenę. Dzikie zwierzęta ustawiono po ścianą śmierci. Wrocławski ogród przestał istnieć. Dr. Martina Schlotta, ostatniego niemieckiego dyrektora zoo, polskie władze skierowały do sprzątania skwerów. Wyjechał z Wrocławia w marcu 1946 r. Został dyrektorem zoo w Wuppertalu.
Gdy w latach 70. Gucwińscy byli w Berlinie na Balu Słonia, organizowanym przez dyrektora tamtejszego zoo dla europejskich osobistości, podszedł do nich jeden z utytułowanych prominentów z pytaniem, czy nie zachowały się we Wrocławiu jakieś fotografie prac jego dziadka, profesora ASP, który m.in. wyrzeźbił słynną Pussi. Gdy dowiedział się, że oryginał stoi w gabinecie Gucwińskiego, wzniósł toast za Polaków, którzy szanują dorobek nawet barbarzyńców.
Takie postępowanie otworzyło Gucwińskim na zachodzie Europy wiele salonów. To nie tylko towarzyski sukces. Przy liczących się koneksjach, popartych dorobkiem naukowym, łatwiej rozmawiać o różnych formach europejskiego wsparcia planów rozwoju wrocławskiego zoo.

Z kamerą wśród zwierząt

Najpierw byli sąsiadami przez ścianę. Antoni Gucwiński przyjechał do wrocławskiego zoo na studencką praktykę z Krakowa. Pani Hanna z Olsztyna. Pokończyli studia i ówczesny dyrektor przydzielił im po służbowym pokoju ze wspólną kuchnią. Pan Antoni zaproponował koleżance, aby złożyli się na tani komplet kuchennych mebli. - Ale taki, żeby potem można było podzielić - zastrzegła. On tylko się uśmiechał. Kilka lat później zostali małżeństwem. W dzień ślubu łapali na ulicach Wrocławia poranionego jelenia. Do urzędu stanu cywilnego poszli strasznie zziajani. Pierwszy program \"Z kamerą wśród zwierząt\" wemitowano 17 stycznia 1971 r. Kręcili na żywo, około 9 mln telewidzów z zapartym tchem obserwowało egzotyczne zwierzęta i mimochodem przyswajało sobie sporą dawkę wiedzy. Bo prowadzący zawsze mieli bardzo precyzyjny konspekt edukacyjny. Tylko kreacja \"braci mniejszych\" była nie do końca przewidywalna. Kiedyś chcieli pokazać 12 młodych krokodyli z Argentyny, więc wstawili na piętro plastikowy basenik dla dzieci, z wodą. Pod wpływem ciepła jupiterów krokodyle się rozhasały i zaczęły przegryzać dno basenu. - Innym razem bohaterem programu był młody goryl, który dorwał się do kamery. Zaczął jeździć wózkiem i \"filmować\" jak prawdziwy operator. Kamerzysta uciekł.
W Wigilię pokazali osiołka, którego przyprowadził do zoo pracownik rzeźni, gdy szedł na emeryturę. Przechowywał to zwierzę ponad dwa lata - było przeznaczone do zabicia. Po telewizyjnej audycji osiołek dostał mnóstwo opłatków, a z Nowej Huty worek siana.
Poza tym jeździli z prelekcjami. Na wieś, do sanatoriów, do zakładu odwykowego, do więzień. W Rawiczu z mordercami rozmawiali o agresji zwierząt. W domach dziecka o macierzyństwie. Że dużo zwierząt, np. ryby, węże, nie ma matek i musi dawać sobie radę. - Wracaliśmy głodni, zmęczeni, ale jaka to była satysfakcja, gdy więźniowie powiedzieli, że rezygnują z kolacji, bo chcą jeszcze nas posłuchać.
Mają pełne szuflady odznaczeń i nagród: Wiktory, medale edukacji narodowej, Złote Ekrany. \"Z kamerą wśród zwierząt\" skończyło się w 2001 r. wraz z kandydowaniem Hanny Gucwińskiej do Sejmu. Telewizja publiczna zdjęła program ze względu na ciszę wyborczą. Gdy potem chcieli wrócić (ponaglani listami sympatyków), usłyszeli, że formuła się przeżyła, a poza tym trzeba umieć odejść we właściwym czasie.
Nie po raz pierwszy zaszkodziła im popularność.

Miecz już zawisł

Gdy przeczytali w lokalnej gazecie o rychłym konkursie na nowego dyrektora zoo, pojechali do prezydenta Dutkiewicza. Byłam tego dnia we Wrocławiu, na gorąco odebrałam ich relacje. Wrócili uspokojeni. Prezydent dawał słowo skauta, że żadnego konkursu nie będzie. Ot, gazetę odwiedziła dziennikarska kaczka. Kilkakrotnie ucałował ręce pani Hanny, ciesząc się, że jego miasto ma taki skarb. Dr. Gucwińskiego zapewnił, że miasto tak łatwo go nie wypuści na emeryturę, może pracować, dopóki starczy mu sił. Zapowiedział, że oświadczy to w telewizji.
Ludzie w zoo wrócili do pracy, bo większość znieruchomiała w oczekiwaniu na wieści z ratusza. Panie w biurze zmieniły wodę w kilkudziesięciu wazonach z kwiatami, które dyrektor dostał od załogi i wrocławian z okazji niedawnych imienin.
Potem przyjechała ekipa z TVN zrobić dokrętkę do programu o zoo. Pochwalili się, że mają już wypowiedź prezydenta, bardzo konkretną - konkurs będzie, rozstrzygniecie jesienią. Miałam mętlik w głowie. Gucwińscy zresztą też. Nie mogłam się dostać do prezydenta, zasłaniał się rzecznikiem Marcinem Garcarzem. Po wielokrotnym nagrywaniu się udało mi się złapać go wieczorem. Usłyszałam potok komplementów: dyrektor Gucwiński jest znaną postacią i ma wielkie zasługi, ale zbliża się do wieku kardynalskiego - 75 lat (wtrąciłam, że brakuje jeszcze trzech lat). Znalezienie odpowiedniej osoby to trudne zadanie - poprzeczka, którą ustawił dyrektor, jest zawieszona wysoko, dlatego po ogłoszeniu konkursu (- Kiedy? - No, sierpień, wrzesień, może koniec roku) będziemy długo wybierać godnego następcę. A poza tym zoo to wielki organizm, nie da się przekazać gospodarstwa w jeden dzień. - Ale chyba nie będzie to trwać trzy lata - zdziwiłam się. Rzecznik jeszcze raz wspomniał o wysokiej poprzeczce.

***

U słoni przywódcą stada zawsze jest stary osobnik. Decyduje przydatność. Dla słoni najważniejsza jest woda. A stara słonica z racji doświadczenia, które nabyła, chowając dzieci, najlepiej ze wszystkich wie, jak trafić do źródła.

Helena Kowalik


Cytat:
Napisał(a): Helena Kowalik w wydaniu 27/2004.
Wrocławskie władze chcą odsunąć od ogrodu zoologicznego dyr. Gucwińskiego. Bo wytropił wilcze prawa w ratuszu
....
Ten teren należał do ogrodu jeszcze na podstawie decyzji premiera Cyrankiewicza. Okresowo dzierżawił go klub Ślęza utrzymywany przez przedsiębiorstwa gospodarki komunalnej. Czasy się zmieniły, klub został dzierżawcą stadionu i gdy dopadły go kłopoty finansowe,
sprzedał teren za milion złotych biznesmenowi Grzegorzowi Antkowiakowi. Dyrekcji zoo nikt oficjalnie o tej transakcji nie powiedział, choć pod decyzją o podziale stadionu na dwie parcele widnieje podpis prezydenta. Władze miasta mogły unieważnić akt notarialny, zapewnić sobie prawo pierwokupu albo przejąć stadion za długi.
Antkowiak sprzedał stadion własnej firmie Gant za 10,5 mln zł. W 2001 r. działkę po stadionie przejęła firma Intakus w zamian za zrealizowanie zobowiązań Ganta wobec miasta (budowa mieszkań komunalnych).


a wiec kupil za 1mln sprzedal co najmniej za 10mln
ktos sprzedal teren dzierzawiony - zajebiaszcze nie!
w usa cz y jakims pannstwie prawa prawnicy by sie rzucili na taka fajna sprawe

ciekawe hachiko, czy lektura tego artykulu dostarczyla Ci argumentow do dalszej, perwersyjnej radosci?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Po 30-tce Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 6 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin