Forum po 30-tce Strona Główna po 30-tce
niezwykła strona niezwykłych użytkowników
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Logika katolika. Oksymoron ?
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Pałac Kultury i Nauki
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Pochodzenie O-Ren Ishii
maszynista z Melbourne


Dołączył: 05 Maj 2008
Posty: 5578
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 363 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: centrum PL
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 23:59, 08 Sty 2009    Temat postu:

katolik napisał:


Wiesz PO ry
mniemanologie stosowaną to ja wole wykonaniu prof Jana Tadeusza Stanisławskiego


i ten profesor napisał na forum "człowieczka nie uznać osobę zdolną samodzielnie egzystować a resztę uznać za "twory biologiczne" lub "zlepy komórek" przecież takie możliwości to otwiera i ile pieniędzy NFZ mógłby zaoszczędzić" ? Blue_Light_Colorz_PDT_02


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
jupiter
Gość





PostWysłany: Pią 0:02, 09 Sty 2009    Temat postu:

Wybacz Seeni ale to, ze nie dociera to do Ciebie ma z całą pewnością jakąś przyczynę. Ale to jest zupełnie nieistotne dla faktów. Są jakie są. Również nieistotne jest jak to unicestwienie życia nazwiemy i czy prawo przewiduje za to sankcję, czy nie. Prawo jest stanowione przez prawodawcę i powinno jakoś być zgodne z faktami, a jeśli nie jest to następuje zniekształcenie pojęć i wartości prowadzące do katastrofy.
Powrót do góry
animavilis
Gość





PostWysłany: Pią 8:35, 09 Sty 2009    Temat postu:

katolik napisał:
Wszystko jest proste
Z jednej strony stanowisko Jupitera - dla którego człowiekiem jest sie od chwili poczęcia
z drugiej stawisku Animy gdzie człowiekiem jest sie zaleznie od dobrej woli legislatorów
pomiędzy cała rozpiętość postaw.(...)

Nie. Nie przeinaczaj moich słów. W pewnych kwestiach, np. w kwestii aborcji, wolę legislatorów [nie wspominając już o woli kościoła], mam w głębokim poważaniu. Niezależnie od rozstrzygnięć prawnych, są sprawy, w których, gdybym decydować musiała, na pewno zdecydowałabym zgodnie z moją wolą, sumieniem i przeświadczeniem.

Seeni napisał:
(...)Być może jest tak jak mówisz: po połączeniu gamet powstaje ŻYCIE, nowe, unikalne, z unikalnym zestawem chromosomów. Osobiście tego nie czuję. Plemnik i jajeczko nie dociera do mnie jako początek życia.

A do mnie to akurat stanowisko jupitera, owszem. Nie mam żadnych wątpliwości, że zapłodniona komórka jajowa to początek życia. Ale nie początek człowieka. Ktoś już to wyjaśniał - ziarno jest ziarnem, ale jeszcze nie rośliną.
Powrót do góry
.
kaprys polnego konika


Dołączył: 22 Wrz 2008
Posty: 789
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 327 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pią 10:31, 09 Sty 2009    Temat postu:

Kwestia czy "zupa w proszku jest już zupą, czy jednak potrzeba do tego by zupą się stała garnka z wodą i energii"( przepraszam, ze tak przedmiotowo, ale in vitro jest już faktem i raczej należy zastanowić się nad uregulowaniem tego zjawiska ), wydaje mi się drugorzędna w obliczu problemów jakie pojawiły się obecnie - etyka i prawo zdają się nie nadążać za zmianami jakie niesie rozwój współczesnej medycyny..
Wrzucam artykuł, który kiedyś zapisałem sobie na kompie .., chyba z 2006 r. - może kogoś zainteresuje ..

"..Niektórzy rodzice wolą mieć niedoskonałe dzieci
To zupełnie zrozumiałe, że rodzice chcą, by dzieci podążały ich śladem. Okazuje się, że niektórzy – by upewnić się, że potomstwo pozostanie częścią ich świata – są w stanie posunąć się bardzo daleko.

Artykuł, który ukaże się na łamach pisma „Fertility and Sterility”, ujawnia, że istnieją rodzice, którzy celowo wybierają dla swych dzieci źle funkcjonujące geny, skutkujące takimi wadami, jak głuchota czy karłowatość.

Opisuje, w jaki sposób wykorzystuje się genetyczną diagnostykę preimplantacyjną (PGD – ang. preimplantation genetic diagnosis), czyli procedurę, w której powstałe w probówce zarodki i ich DNA są badane przed wszczepieniem do macicy. Pozwala to wychwycić embriony obarczone na przykład mukowiscydozą czy chorobą Huntingtona, a wszczepiać tylko te zdrowe.
Jednak ostatnio Susannah A. Baruch i jej koledzy z Uniwersytetu Johna Hopkinsa sprawdzili 190 amerykańskich klinik PGD i odkryli, że w 3 procentach z nich metoda PGD było wykorzystywana, „żeby wyselekcjonować te embriony, u których stwierdzono nieprawidłowości”.

Innymi słowy: niektórzy rodzice przechodzą bolesną i drogą procedurę zapłodnienia po to, by mieć dzieci z defektem genetycznym. Okazuje się, że niektóre matki i ojcowie nie postrzegają pewnych zaburzeń genetycznych jako ułomności, ale widzą w nich raczej sposób na stworzenie wspólnego, bogatego kręgu kulturowego.

Zjawisko to wzbudza coraz więcej kontrowersji, na przykład internetowy magazyn „Slate” nazwał je „celowym okaleczaniem dzieci”.

Chęć posiadania dziecka z zaburzeniem genetycznym nie jest jednak niczym nowym. Przykładowo, w 2002 roku w magazynie „Washington Post” przedstawiono sylwetki Candace A. McCullough i Sharon M. Duchesneau, głuchej pary lesbijskiej, która zwróciła się do Uniwersytetu Gallaudet i poczęła głuche dziecko dzięki celowemu doborowi głuchego dawcy nasienia.

- Słyszące dziecko byłoby błogosławieństwem – cytowano wówczas słowa Duchesneau. - Natomiast głuche dziecko byłoby wyjątkowym błogosławieństwem.

Urodzony pięć lat temu syn owej pary – Gauvin – okazał się być głuchy, a jego matki zadecydowały, by nie stosować u niego jakichkolwiek aparatów słuchowych.

Kontrolowanie genotypu dziecka - nawet po to, by zachować coś, co niektórzy nazwaliby chorobą - jest najnowszą taktyką rodziców w odpowiedzi na wciąż rosnącą globalizację społeczeństwa, gdzie
tożsamość wydaje się być oblężona i wymaga agresywnej ochrony.

Tradycyjnie, tożsamość kulturowa podtrzymywana jest dzięki selektywnemu kojarzeniu się par, które odpowiadają sobie pod względem mentalnym i wizualnym. Wykorzystuje się w tym celu także nowoczesną technologię - w sieci można znaleźć wyspecjalizowane serwisy randkowe niemal dla każdej podgrupy religijnej czy etnicznej.

Jeśli więc spojrzeć na PGD w ten sposób, zastosowanie jej w celu wyboru głuchoty może być po prostu kolejnym rytuałem dającym rodzicom pewność, że ich dziecko będzie im kulturowo pokrewne.

Jednak większość specjalistów przeprowadzających PGD nie akceptuje tego rodzaju próśb. Dr Robert J. Stillman z centrum płodności Shady Grove w Rockville odmówił zastosowania tej procedury do selekcjonowania głuchoty i karłowatości u dzieci.

- Ogólnie rzecz biorąc, głównym nakazem rodzicielstwa jest stworzenie lepszego świata dla naszych dzieci - powiedział w wywiadzie dr Stillman. - Głuchota i karłowatość do niego nie należą.

Dr Yury Verlinsky z Instytutu Genetyki Reprodukcyjnej w Chicago, który również odrzuca takie prośby, mówi: - Jeśli tworzymy jakieś narzędzie diagnostyczne, to robimy to, aby zapobiegać chorobom.

Obydwaj lekarze przyznali jednak, że nie przeciwstawialiby się wysłaniu takich rodzin do innych lekarzy, którzy mogliby się zgodzić na ich prośby. (…)

Mary Ellen Little, chora na karłowatość pielęgniarka z New Jersey, urodziła swoją pierwszą córkę, zanim dostępne były prenatalne testy, wykrywające achondroplazję. Przy drugim dziecku wykonano jej punkcję owodni. - Modliłam się o to, by dziecko było małe – mówi, mając na myśli karłowatość.

Jak sama wspomina, oczekiwanie było nieznośne, bo, „doszła do wniosku, że nie otrzyma takiego błogosławieństwa drugi raz, a jednak tak się stało”. Obie jej córki są „małymi ludźmi”.

Ellen nie miała możliwości samodzielnego zadecydowania o wzroście dzieci. Przyznaje jednak, że gdyby posiadanie karłowatego potomstwa było jedynie kwestią odpowiedniego zaplanowania terminu poczęcia lub zażycia tabletki - zrobiłaby to. Metoda PGD jako metoda selekcjonowania karłowatości wydaje jej się już zbyt inwazyjna.

Barbara Spiegel, karłowata gospodyni domowa z Maine, swoją pierwszą ciążę poroniła. Podczas drugiej poddała się testom genetycznym, ale z powodu pomyłki laboratoryjnej powiedziano jej, że jej dzieci będą normalnego wzrostu. Kochałaby swoje dziecko, jednak pamięta, co myślała: „Jakie życie czeka moją córkę, jeśli jej rodzice będą tak od niej różni?”

Martwiła się, że ludzie będą nadmiernie dokuczać jej dziecku. (…)

Barbara zamartwiała się, ponieważ czuła, że karłowate dziecko byłoby „po prostu skarbem”. Po tygodniu w laboratorium wykryto błąd i jej marzenie się spełniło.

Testy genetyczne w kierunku karłowatości mają pewną etyczną zagwozdkę. Jeśli obydwoje rodzice są karłami, ich dzieci mają 25 procent szans na normalny wzrost, 50 procent szans na to, że będą karłowate i 25 procent szans na tak zwaną podwójną mutację dominującą, która zwykle prowadzi do zgonu zaraz po urodzeniu.

Ponieważ wiele karłowatych matek martwi się, że ich płody mogą mieć śmiertelną mutację, tektóre zachodzą w ciążę bez wsparcia nowoczesnych technologii, przechodzą - w celu wykrycia podwójnej mutacji dominującej – punkcję owodni lub biopsję kosmówki. Wiele z nich, w przypadku pozytywnego wyniku testu, rozważa aborcję.

Genetyczna diagnostyka preimplantacyjna może zidentyfikować embriony z podwójną mutacją dominującą. Mogą one zostać odrzucone przed implantacją, a embriony wykazujące wzrost karłowaty lub przeciętny mogą zostać zachowane.

W przypadku karłów, metoda PGD może pomóc uniknąć wielu straconych ciąż, jeśli embriony obciążone podwójną mutacją dominującą nie zostaną wszczepione kobietom. Trzeba jednak wtedy dokonać wyboru w kwestii wzrostu dziecka, bo geny są już znane. Karłowaci rodzice mogą zdecydować się na embriony „karłowate” lub na dzieci normalnego wzrostu.

Dr Stephane Viville, który jako pierwszy w 2003 roku zgłosił zastosowanie PGD w celu selekcji karłowatości we Francji, używał tej metody do wyeliminowania karłowatości wśród par, w których jeden z partnerów był karłem, a drugi normalnego wzrostu. Dr Viville zapytany o sytuację, w której obydwoje rodzice są karłami, mówi, że najprawdopodobniej wszczepiłby jedynie embrion mający osiągnąć normalny wzrost, a zabroniłby wszczepiania nie tylko embrionów z podwójną mutacją dominującą, ale też tych karłowatych.

Viville prawdopodobnie obawia się, że PGD może być użyte do tworzenia genetycznych dziwadeł. Kilkadziesiąt lat temu, te same obawy towarzyszyły jednak także zapłodnieniu in vitro.

To, że kilka klinik stosuje PGD w celu selekcjonowania zarodków z określoną mutacją genetyczną wcale mnie tak bardzo nie martwi. W końcu błędy zdarzają się także w naturalnym procesie reprodukcyjnym, skoro niemal 1 procent wszystkich ciąż komplikują wady wrodzone płodu - często znacznie poważniejsze niż karłowatość czy głuchota.

Co ważniejsze, jako lekarz, który pomaga kobietom radzić sobie ze złożonymi chorobami płodu , nauczyłem się szanować wybory rodziny. Wielu rodziców żywi wzruszającą wiarę w to, że posiadanie dzieci, które będą do nich podobne, wzmocni rodzinę i więzy społeczne.

Oczywiście, jakaś część mnie zastanawia się, czy mówienie tym samym językiem lub podobny wzrost gwarantują bliskie więzy rodzinne. Jednak nie mnie o tym decydować. W końcu dużo lepiej zużywać naszą energię na wspieranie społeczeństwa, w którym czynniki te nie będą miały żadnego znaczenia

Dr Darshak M. Sanghavi, lek. med., autor książki "A Map of the Child: A Pediatrician’s Tour of the Body.", pracuje w University of Massachusetts Medical School.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
animavilis
Gość





PostWysłany: Pią 12:25, 09 Sty 2009    Temat postu:

Kontrolowanie genotypu dziecka - nawet po to, by zachować coś, co niektórzy nazwaliby chorobą - jest najnowszą taktyką rodziców w odpowiedzi na wciąż rosnącą globalizację społeczeństwa, gdzie
tożsamość wydaje się być oblężona i wymaga agresywnej ochrony.


Zaskakujący jest ten artykuł.
Budowanie tożsamości na kalectwie.
Śmieszne i odrażające, nawet nie będę się starała zrozumieć.
Powrót do góry
Mii
Lilla My


Dołączył: 03 Paź 2006
Posty: 10858
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1025 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: sama nie wiem skad

PostWysłany: Pią 13:26, 09 Sty 2009    Temat postu:

katolik napisał:
A Mii znów troloujesz?
czemu nie założysz osobnego wątku?


Nic nie poradzę na to, że nie potrafisz powiązać wojny(ta zapodana w linku jest tylko przykładem) z tym o czym mowa w temacie....więc napiszę Ci jak chłop.....w obu przypadkach idzie o dbieranie życia...czyli zabijanie.... aborcja czy karabin to tylko narzędzia
Czy oprócz nie zgadzania się na istniejący stan ...buntu i niezadowolenia potrafimy uczynić coś by ów stan zmienić?

Światem rządzą prawa natury....by mógła żyć jedna istota czasami poświęca się życie innej.
Ja przyjmuję to jako stan faktyczny, chociaż nie neguję, że przykry
Na coś na co nie mam wpływu już dawno przestałam tupać nogami


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
jupiter
Gość





PostWysłany: Pią 15:46, 09 Sty 2009    Temat postu:

animavilis napisał:


A do mnie to akurat stanowisko jupitera, owszem. Nie mam żadnych wątpliwości, że zapłodniona komórka jajowa to początek życia. Ale nie początek człowieka. Ktoś już to wyjaśniał - ziarno jest ziarnem, ale jeszcze nie rośliną.


A początek czego? Żyrafy? Z tym ziarnem to nie jest do końca tak, bo roślinki to wiesz... kwiatki i pszczółki, a ssaki to bociany przynoszą, znaczy się inna filozofia rozmnażania.
Powrót do góry
Seeni
Królewna Glątwa


Dołączył: 16 Wrz 2005
Posty: 18510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2377 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Trójmiasto

PostWysłany: Pią 20:01, 09 Sty 2009    Temat postu:

jupiter napisał:

to jest zupełnie nieistotne dla faktów. Są jakie są. (


Faktem jest, że plemnik i jajeczko dają początek życia ( bez względu na to czy to do mnie dociera czy nie) To, że ten początek życia to człowiek to już tylko Twoja interpretacja.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kewa
optymistyczna realistka


Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 24976
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1879 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: prawie Wrocław

PostWysłany: Pią 20:27, 09 Sty 2009    Temat postu:

jupiter napisał:


Z całym szacunkiem Seeni Urocza to Ty chcesz, żeby odpowiedź Animy była odpowiedzią prawdziwą, czy nawet w jakims tam stopniu sensowną. To się po prostu w głowie nie mieści, że fizyczne pozbycie się czegoś, czego nie widać, małego takiego, "zlepeku komórek" można nazwać morderstwem. Każdy z nas ma prawdopodobnie wśród przyjaciół, znajomych, w rodzinie kogoś kto poddał się aborcji. Trudno sobie wyobrazić, że można takiej kobiecie powiedzieć - jesteś morderczynią. A skoro trudno to sobie wyobrazić to jakoś ją trzeba usprawiedliwić. Najprościej odebrać człowieczeństwo płodowi. Ale niezależnie od tego jak bardzo tego chcemy nic nie zmienia faktu, ze mamy do czynienia z ŻYWĄ ISTOTĄ, ludzką na dodatek. Odpowiedź Animy jest raczej paniczną ucieczką przed uświadomieniem sobie faktu, że jest to zabójstwo. Nie ma (?) innej definicji człowieka, jak ta, ze człowiekiem jest się od poczęcia. Zresztą konsekwencje powszechnej zgody na przyjęcie za początek człowieczeństwa jakiegokolwiek układu (w Przypadku Animy nerwowego) mogą być przerażające. Równie dobrze ktoś może uznać, że skoro dziecko jeszcze nie widzi to nie jest jeszcze człowiekiem, ktoś inny może uznac, ze skoro ktos ma mocno uszkodzony układ nerwowy to już nie jest człowiekiem (?) itd. Jeśli zrobi się pierwszy krok to nieznane nam okoliczności w przyszłości spowodować mogą, że potem może już pójść łatwo z kierunku potworności, która nam obecnie wydaje się nieprawdopodobna. Najlepiej nie uciekać od prawdy (?), bo to nic dobrego nie przynosi, choć chęć ucieczki jest zrozumiała.

Demagogia czystej wody...
Lulka podoba mi się Twoje podsumowanie, szanuję zdanie wszystkich rozmówców i bardzo dziękuję za dyskusję, wolałabym bardziej merytorycznie, mniej emocjonalnie. Mam niedosyt, że nikt nie odniósł się do przytoczonych przez Ciebie środków antykoncepcyjnych (z wyjątkiem Seeni) Różnię się, więc jestem Angel
Dyskusja ma rozgrzewać - zwłaszcza gdy tak zimno.
Znalazłam jeszcze coś takiego, żeby do tematu trochę powrócić:
Kościół nie zgadza się dziś na in vitro - twierdząc, że jest "sprzeczne z prawem naturalnym". Problem tylko w tym, że "sprzeczne z prawem naturalnym" były też kiedyś zdaniem Kościoła szczepienia, transfuzje krwi i transplantacje.

W XIII wieku dokonywano sekcji zwłok w celach naukowych dość powszechnie. Potem jednak, w 1299, papieżowi Bonifacemu VIII się odwidziało i praktyki tej zakazał jako "czynności bezbożnej". Na szczęście wielu lekarzy, ryzykując ekskomunikę i bliskie kontakty ze Świętą Inkwizycją, kroiło trupy nadal, pchając tym samym wiedzę o anatomii i zwalczaniu chorób do przodu. Aż Kościołowi odwidziało się znowu i przestał sekcji zwłok zabraniać.

Wyłącznie opór materii sprawił więc, że Watykan nie zdołał postępu medycyny zahamować z kretesem. A że miał takie inklinacje, dowodzi choćby inicjatywa papieża Piusa V, który pod koniec XVI wieku zalecił medykom, by przed rozpoczęciem kuracji wezwali do chorego... księdza. A gdyby chory spowiadać się nie chciał - mieli go nie leczyć.

Z upływem czasu wcale nie było lepiej. W wieku XVIII Kościół katolicki zawzięcie walczył we Francji ze szczepieniami przeciw ospie - nazywanymi "zbrodnią przeciw prawu boskiemu". A już w wieku XIX, dokładnie w roku 1832, epidemia cholery w Paryżu zostaje przez księży nazwana "karą boską". Dobrodzieje zalecają, by zwalczać zarazę poprzez modły i procesje. Oczywiście liczba zachorowań, miast maleć, rośnie. Choroby zakaźne bardzo lubią zgromadzenia.

Wiek XX? Bez zmian. Jeszcze w latach 90. biskupi, jak nasz prymas Glemp, potrafią nazwać AIDS "chorobą biorącą się z postawy moralnej", nawiasem mówiąc niedaleko odchodząc od swych XVIII-wiecznych kolegów, którzy jako bezpośrednią przyczynę trądu wskazywali... rozwiązłość. Poza tym, Piusowie XI i XII z dużą niechęcia odnoszą się nawet do... transplantacji. Ten drugi jeszcze w 1952 roku ostrzega przed oddawaniem organów do przeszczepu - gdyż człowiek "nie jest absolutnym panem swego ciała". Słowem, zachowaj swe organy na Sąd Ostateczny.
(...)
Hołówka podkreśla, że uznanie zarodka ludzkiego za osobę ludzką kłóci się z jej definicjami - dostarczanymi zarówno przez personalizm Karola Wojtyły, jak i klasykę katolickiej teologii. Skoro osobą może być tylko "jednostka ludzka zdolna do świadomego kierowania swoim postępowaniem", zarodek nią nie jest. A zatem, wszelkie dywagowanie o jego człowieczeństwie, jako nieweryfikowalne, stanowi zajęcie może i emocjonujące - ale dość jałowe.


Słowem, wychodzi na to że "niezłomny" Kościół jest tak naprawdę niczym chorągiewka i co kilkaset lat radykalnie zmienia poglądy. Transfuzji i szczepień kiedyś zakazywał - teraz dopuszcza. Aborcję najpierw potępiał, potem na nią zezwalał, teraz znów jej zabrania. Można się pogubić. "Odwieczne i nienaruszalne" nauczanie Kościoła ma, jak widzimy, charakter nieco doraźny.

Zakazać. Na wszelki wypadek!

Przerywania ciąży jednoznacznie zabronił dopiero Pius IX w roku 1869 - stwierdzając wbrew doktorom Kościoła, że płód posiada duszę od momentu poczęcia. (Choć biologia uczy, że owo "poczęcie" to raczej proces, a nie moment.) Sęk jednak w tym, że Pius IX przedstawił jedynie swoje prywatne zdanie. Dogmat o nieomylności papieża ogłoszono dopiero rok później. Jednakże siły rażenia problemu to nie umniejsza.

Jak pisali prawie rok temu w "Polityce" Adam Szostkiewicz i Paweł Walewski, co rozsądniejsi katoliccy bioetycy mówią dziś, że Kościół tak naprawdę nie wie, kiedy zarodek zostaje obdarzony duszą. Broni więc zarodków od chwili poczęcia niejako dmuchając na zimne. Aborcja oraz in vitro MOGĄ być zabójstwem - choć nie ma żadnej pewności, że nim są. Takiej tezy nie sprzedałoby się jednak wiernym. Krucjaty nie da się rozpętać wokół przypuszczeń. Niewzruszona pewność siebie "obrońców życia" jest tym agresywniejsza, im bardziej jej podstawy są wątłe.

Kościół hamulcowym nauki?

W latach 60. Kościół bardzo się starał zniechęcić embriologów do badań nad zapłodnieniem in vitro. Kilku się poddało, ale pozostali nie ustawali w wysiłkach i dali rodzicom ponad 3,5 mln "dzieci z probówki". Można mniemać, że tak jak Watykanowi nie udało się powstrzymać z przyczyn ideologicznych rozwoju medycyny w XVI wieku, tak nie uda mu się to dziś. Uzyska tylko tyle, że napsuje nieco krwi rodzicom korzystającym z in vitro i naukowcom pracującym nad komórkami macierzystymi, by ratować życie i zdrowie chorych.
(...)

A gdy za ileś tam lat Kościół zmieni zdanie w sprawie in vitro - jak stało się to w sprawie szczepień, transfuzji, przeszczepów czy sekcji zwłok - być może nawet przeprosi ludzi, którym życie spaprał. Tak jak ustami Jana Pawła II przeprosił osiem lat temu za prześladowania Żydów i inne ciemne sprawki swoje.

Jednak Żydom to życia nie wróciło. Nie odkręci również ludzkich dramatów, które Kościół funduje Polakom obecnie.

Magda Hartman


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
katolik
ewenement na skalę światową


Dołączył: 24 Cze 2006
Posty: 1273
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 1/3

PostWysłany: Pią 20:38, 09 Sty 2009    Temat postu:

Seeni napisał:
jupiter napisał:

to jest zupełnie nieistotne dla faktów. Są jakie są. (


Faktem jest, że plemnik i jajeczko dają początek życia ( bez względu na to czy to do mnie dociera czy nie) To, że ten początek życia to człowiek to już tylko Twoja interpretacja.


A co niby według Ciebie rozwinie sie z połączania LUDZKIEJ komórki jajowej i LUDZKIEGO plemnika? Dżdżownica, mucha, traszka a może świnka morska?
Co?
Od kiedy wiesz że NA PEWNO będzie to człowiek nie a kot lub koczkodan czerwono nosy? Od kiedy wiesz że musisz kupić śpioszki, beciki, pieluszki, smoczki a do kiedy obstawiasz: może terrarium, może smycz i kaganiec a może oddam do zoo?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kewa
optymistyczna realistka


Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 24976
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1879 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: prawie Wrocław

PostWysłany: Pią 20:42, 09 Sty 2009    Temat postu:

katolik napisał:


A co niby według Ciebie rozwinie sie z połączania LUDZKIEJ komórki jajowej i LUDZKIEGO plemnika? Dżdżownica, mucha, traszka a może świnka morska?
Co?

Jedyna słuszna odpowiedź: owo "poczęcie" to raczej proces, a nie moment


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
katolik
ewenement na skalę światową


Dołączył: 24 Cze 2006
Posty: 1273
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 1/3

PostWysłany: Pią 20:43, 09 Sty 2009    Temat postu:

Rozwiń
chętnie zapoznam sie z tą hipotezą


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kewa
optymistyczna realistka


Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 24976
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1879 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: prawie Wrocław

PostWysłany: Pią 20:58, 09 Sty 2009    Temat postu:

katolik napisał:
Rozwiń
chętnie zapoznam sie z tą hipotezą

Nawet świat nie powstał raz - dwa. Proces, czyli ciągłość powstawania, kilka występujących po sobie zdarzeń, które doprowadzają do tego, że zapłodnione jajo dzieli się, zmienia, specjalizuje tworząc narządy, kształtując człowieka. Wybić szybę, czy rozsypać piasek (kwarcowy), jest pewna różnica? Nie można zatem jednoznacznie powiedzieć 10 tygodni i jest człowiek. Poronienie jest bodajże do 28-35 tygodnia, potem wcześniak, potem noworodek. Są też różnice indywidualne. Zajmowałam się kiedyś wcześniakami, bardzo malutkimi i uwierz, że jest ogromna różnica pomiędzy nimi, a donoszonymi, chociaż dzieli je zaledwie kilka tygodni, wiesz co musi się dziać w pierwszych dniach po zapłodnieniu? To prawdziwa eksplozja przemian!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
katolik
ewenement na skalę światową


Dołączył: 24 Cze 2006
Posty: 1273
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 1/3

PostWysłany: Pią 21:05, 09 Sty 2009    Temat postu:

Czyli co jest od chwila zapłodnienia komórki jajowej.
Kurka, myszka, konik.
A wiem amebka a później robaczek.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
animavilis
Gość





PostWysłany: Pią 21:19, 09 Sty 2009    Temat postu:

katolik napisał:

Od kiedy wiesz że NA PEWNO będzie to człowiek nie a kot lub koczkodan czerwono nosy? Od kiedy wiesz że musisz kupić śpioszki, beciki, pieluszki, smoczki a do kiedy obstawiasz: może terrarium, może smycz i kaganiec a może oddam do zoo?

Brawo, katolik, brawo! Bardzo ładnie to ująłeś - "będzie" [a nie - "jest"] Angel

kewa2 napisał:
(...)
Hołówka podkreśla, że uznanie zarodka ludzkiego za osobę ludzką kłóci się z jej definicjami - dostarczanymi zarówno przez personalizm Karola Wojtyły, jak i klasykę katolickiej teologii. Skoro osobą może być tylko "jednostka ludzka zdolna do świadomego kierowania swoim postępowaniem", zarodek nią nie jest.

Przepraszam, bo to jest jakby wyrwane z kontekstu i nie bardzo zrozumiałam - skąd pochodzi ten cytat w cytacie? Bo jeśli jest to jedna z tez teologii katolickiej, to według niej niemowlak też nie powinien być "osobą". Chociaż, właściwie, "osoba" w żaden sposób nie musi być tożsama z "człowiekiem" [tzn. osoba jest człowiekiem, ale człowiek osobą być nie musi] Think
Powrót do góry
Kewa
optymistyczna realistka


Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 24976
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1879 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: prawie Wrocław

PostWysłany: Pią 21:37, 09 Sty 2009    Temat postu:

animavilis napisał:

Przepraszam, bo to jest jakby wyrwane z kontekstu i nie bardzo zrozumiałam - skąd pochodzi ten cytat w cytacie? Bo jeśli jest to jedna z tez teologii katolickiej, to według niej niemowlak też nie powinien być "osobą". Chociaż, właściwie, "osoba" w żaden sposób nie musi być tożsama z "człowiekiem" [tzn. osoba jest człowiekiem, ale człowiek osobą być nie musi] Think

Nie wiem, kto to jest Hołówka, którego cytowała w swoim artykule pani Magda Hartman, ale możemy to sprawdzić. Człowiek jest synonimem osoby, tak mi się przynajmniej wydawało, moim zdaniem to nie wyklucza stwierdzenie o "świadomym zachowaniu" niemowlaka. Czy świadome to rozumne? Sama nie wiem... do dyskusji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Kewa
optymistyczna realistka


Dołączył: 05 Lis 2005
Posty: 24976
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1879 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: prawie Wrocław

PostWysłany: Pią 21:39, 09 Sty 2009    Temat postu:

Mam Jacka Hołówkę - to pewnie ten:
[link widoczny dla zalogowanych]
o tu jest ciekawy wywiad z profesorem:
[link widoczny dla zalogowanych]
A tu obszerniejszy fragment wcześniej przytoczonego cytatu:
Co więc znaczy, że zarodek ma "godność" i że jest "osobą ludzką"? Można się oczywiście zgodzić, że zarodek ma godność w tym sensie, iż jest potencjalnie istotą ludzką, czyli w odpowiednich warunkach po dziewięciu miesiącach urodzi się jako niemowlę. Ale przecież oprócz tej potencjalności ma wiele innych. Może obumrzeć – i to nie jest koniecznie "niegodne", może się rozwinąć w dwoje bliźniąt – i to też nie jest "niegodne", i może wreszcie być wykorzystany do stworzenia linii komórek macierzystych, które będą służyły do stworzenia terapii mogącej uratować chore osoby. Nie widzę, dlaczego to miałoby być niegodne. To przecież nie jest zabicie jednego człowieka, by drugi mógł żyć. Tysiąc razy już się przypominało, że około 30 proc. zarodków opuszcza organizm kobiety spontanicznie, i nikt wtedy nie twierdzi, że to są to przypadki zgonu. Zwolennicy "godności" są głusi na ten argument.

Trudno też serio twierdzić, że zarodek ludzki jest ludzką osobą. W historii teologii i w historii filozofii osobą ludzką jest tylko jednostka ludzka zdolna do świadomego kierowania swoim postępowaniem, mająca umiejętność podejmowania decyzji, mogąca wziąć odpowiedzialność za swe czyny. Na przykład dla św. Tomasza samo czucie, choćby najbardziej wyrafinowane i nieomylne, nie jest wyznacznikiem statusu osobowego, bo upodabnia nas tylko do zwierząt. Potrzebne są umysł, rozum i sumienie.

Zarodek z pewnością nie ma takich władz umysłowych, więc jego obecna apoteoza teologiczna przypomina mi scenę z Wilhelma Tella, w której insygnia cesarskie zostały wystawione na publiczny widok i miały w sobie coś z godności cesarza. Każdy przejezdny musiał im się kłaniać. Antropomorfizacja zarodków to filozoficznie, moralnie i teologicznie równie zły pomysł. Autorów takiej metafizyki zdecydowanie ponosi wyobraźnia i chyba nie pamiętają, po co Tell wyciągnął dwie strzały, nim strącił jabłko z głowy syna.

Autor jest filozofem, etykiem. Wykłada na Uniwersytecie Warszawskim

Rzeczpospolita


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Kewa dnia Pią 21:51, 09 Sty 2009, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
animavilis
Gość





PostWysłany: Pią 22:05, 09 Sty 2009    Temat postu:

Dziękuję za trud, kewo
To wiele wyjaśnia.
Odpowiedzi profesora w wywiadzie zrobiły na mnie wrażenie bardzo wyważonych.
Natomiast po przeczytaniu tego fragmentu:


pozimy: jak powinien zareagować człowiek na wieść, że jego koniec już blisko?
prof. Jacek Hołówka: Trzeba szybko załatwić sprawy nie załatwione, a potem myśleć o sprawach ostatecznych.


w pierwszej chwili myślałam, że ta odpowiedź jest kpiną. Wygląda na to, że niestety, jednak nie. Ale to wszystko już poza tematem.
Powrót do góry
jupiter
Gość





PostWysłany: Sob 0:35, 10 Sty 2009    Temat postu:

Zasadniczo to nic nie wyjaśnia. Natomiast zaczynam podejrzewać, że Kewa Urocza jest jakoś zarobkowo związana ze skrobankami.

dlaczego_ja_: Panie profesorze kiedy kończy się życie a zaczyna wegetacja?

prof. Jacek Hołówka: Początek i koniec człowieka są dość mgliste. Dla celów prawnych i medycznych muszą być ściśle ustalone. Ale z punktu widzenia filozofii trzeba by jednak powiedzieć, że powoli rozjaśnia się nasz umysł i powoli gaśnie.

tomi1: Panie Profesorze, jaką definicją osoby posługuje się Pan w swojej pracy? Bo wydaje mi się, że jest to punkt wyjścia do rozmowy o eutanazji.

prof. Jacek Hołówka: Najchętniej o osobie myślę tak: jest to ktoś zdolny do reagowania na własne bodźce ale jednocześnie umiejący patrzeć na nie z pewnego dystansu i zdolny do oceny tego jak reaguje na świat.

W myśl definicji p. "profesora" nikt nie jest do końca człowiekiem. Zabić można każdego. Dziwi mnie jego umiarkowanie, że dopuszcza tylko eutanazję i aborcję. Sam jednak twierdzi, że dla celów prawnych i medycznych początek człowieka muszą być ściśle określone. Nie podaje jednak takiego momentu początku człowieka, który byłby oczywisty. Dlatego, że jedyny taki moment to zapłodnienie. Potem jest rozwój. Jeszcze raz powtórzę - żeby nie wiem jak uparcie zaklinać rzeczywistość to zabicie płodu jest zabiciem człowieka na bardzo wczesnym etapie rozwoju. I tyle.
Powrót do góry
lulka
Ewa chce spać


Dołączył: 29 Sie 2005
Posty: 11227
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1364 razy
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 1:08, 10 Sty 2009    Temat postu:

jupiter napisał:
Zabić można każdego. Dziwi mnie jego umiarkowanie, że dopuszcza tylko eutanazję i aborcję.


No ba! O każe śmierci po prostu w tym wywiadzie mowy nie było.

Wracając do in vitro...

To jest zygota. I z całą pewnością nie jest człowiekiem. Z niej dopiero wyrośnie człowiek. Jest początkiem życia ludzkiego - nezrozumnym, bez czucia, bez świadomości. Jest (jak wielokrotnie tutaj mówiliśmy zlepkiem komórek).



Dla przypomnienia - gdyby ktoś zapomniał jak wygląda człowiek:



Malutkiego wkleiłam bo ładniutki jest i nie chcę z tego topika zrobić "przystojniaka roku".

Mogę zrozumieć niechęć do niszczenia zygoty czy embrionu (i rozumiem) ...Który niewątpliwie jest początkiem życia. Natomiast nazywanie zygoty człowiekiem jest po prostu śmieszne.
No chyba, że te obrazki kłamią.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Pałac Kultury i Nauki Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11, 12  Następny
Strona 9 z 12

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin