Forum po 30-tce Strona Główna po 30-tce
niezwykła strona niezwykłych użytkowników
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy    GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Chorwacja - moje pierwsze zagraniczne wczasy.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Travel
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Juli*
sobą być i więcej nic


Dołączył: 11 Kwi 2006
Posty: 7997
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 20:31, 09 Paź 2017    Temat postu:

W2 napisał:
Chorwacka wyspa Korczula


Urokliwa. Nie powiem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
W2
maszynista z Melbourne


Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 2538
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 89 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Poznań
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 20:47, 09 Paź 2017    Temat postu:

Byłaś?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Juli*
sobą być i więcej nic


Dołączył: 11 Kwi 2006
Posty: 7997
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:34, 09 Paź 2017    Temat postu:

Tak. Kilka lat temu.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
W2
maszynista z Melbourne


Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 2538
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 89 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Poznań
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 22:05, 09 Paź 2017    Temat postu:

No to napisz coś. Czy podobnie ją odbieramy?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Juli*
sobą być i więcej nic


Dołączył: 11 Kwi 2006
Posty: 7997
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 22:30, 11 Paź 2017    Temat postu:

Nie wiem czy podobnie, ale miejsce nadzwyczaj urokliwe i klimatyczne. Podobały mi się wodne taksówki i opowieści przewoźników. Oczywiście, kiedy znali trochę angielski lub rosyjski. Teren ze wspaniałą historią, zabytkami i kafejkami. Zajrzałam do "domu" Marco Polo, katedry, twierdzy i w inne zakamarki.

Na Korczuli przyglądałam się też wygrzewającemu się kotu, który nic sobie nie robił z tłumów turystów. Ot, na środku wąskiego chodniczka rozłożył się, a właściwe zwinął w kłębek i zwyczajnie uciął sobie drzemkę. Wcale mnie to nie dziwiło, bo w cieniu 30+ wówczas było Tongue out (1)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
W2
maszynista z Melbourne


Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 2538
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 89 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Poznań
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 11:48, 13 Paź 2017    Temat postu:

Też byłem w mieście Korczula i również chodziłem po tych wąskich średniowiecznych uliczkach. Też wszedłem do katedry aż na samą wieżę widokową. Tam jest tak ciasno, ze miałem problemy przeciskać się przez schody i korytarzyki. Może przez ten plecak, ale raczej moją posturę, bo jestem kawał chłopa. Stare miasto robi wrażenie i jest bardzo podobne do Wenecji. Mówią, że to jest mała Wenecja, bo wyglądem i czasem powstania do niej nawiązuje. Po zwiedzaniu zabytków i mnóstwem sklepów i kafejek z napisem - Marko Polo, poszliśmy nad brzeg morza odpocząć i liznąć sladoledy. Tak po chorwacku nazywają lody, a są dobre.
Kota nie spotkałem, ale za to na kamieniach leżała śliczna laseczka omywana falami i wcale to nie była Afrodyta powstała z piany morskiej, lecz człowiecza piękność z krwi i kości.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez W2 dnia Pią 12:27, 13 Paź 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
W2
maszynista z Melbourne


Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 2538
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 89 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Poznań
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 23:58, 09 Lip 2018    Temat postu:

Jaskinia położona jest na zboczu góry z której roztacza się przepiękny widok na zatokę z pływającymi łodziami i promami oraz na całe miasteczko. Zbliżając się do jaskini górską drogą widziałem kilka aut, niektóre oznaczone jakimiś napisami i nasuwała się jedyna myśl, że to tu odbywa się wielkie show. Dość skromne, pomyślałem, bo to tylko dziura w skale, ale ogromna, głęboka, przestronna, w której panował półmrok, jednak wszystko doskonale widoczne. Weszliśmy do jaskini i należało uważać, by się nie potknąć o nierówności, bo wzrok mój krążył dookoła wypatrując ślicznych dziewczyn. Zamiast tego ujrzałem dzieła artystyczne - malarstwo naskalne przedstawiające duże zwierzęta i sceny walki z nimi. Nie były to współczesne murale, lecz dzieła na miarę najlepszych malarzy, wykonane przez człowieka paleolitycznego datowane na 20 do 30 tyś lat. Będąc w jaskini ulegałem jej klimatowi i próbowałem zrozumieć ówczesnych mieszkańców, ich walkę o byt, troski i radości. Pomyślałem, że my dzisiejsi, podobnie się zachowujemy, a zmieniły się jedynie sposoby tych walk i narzędzia, a pozostałe rzeczy są takie same. Moje refleksje zostały brutalnie przerwane odgłosami wydobywającymi się spod ziemi, jak by otwarł się grób i wychodziły z niego żywe trupy. Nagle ukazała się moim oczom piękna dziewczyna o kasztanowych włosach starannie związanymi z tyłu w kitkę. Oczywiście uznałem to za występ miss zapowiadanych w reklamowych folderach. Czekałem na drugą gwiazdę, bo miała być matka i córka. Zamiast tego, pierwsza miss wynosiła z dziury szczątki drugiej i układała je na specjalnym stole, na którym kompletowano cały szkielet. Z niego nic pięknego nie wynikało, bo cóż w kościotrupie mogło zadziwiać. Dla mnie piękna była, jak się okazało - archeolog i jej przystojni współbadacze. To była grupa archeologów badająca jaskinię praludzką, w której niedawno znaleziono szczątki dwóch kobiet w wieku 20 tyś lat. A więc na miss się nie nadawały, jedynie nekro miss.
Ale spoko, w chwili śmierci jedna była zupełnie młoda, a druga jeszcze zupełniej młodsza i gdybym był młodszy o 20 tyś. lat mógłbym z nimi zaszaleć. To znaczy upolować jakąś zwierzynę i przy ogniu urządzić extra spela party. Ciekawe ile szczątków wykopaliby archeolodzy jaskini?
No i całe występy okazały się pomyłką wynikającą ze słabej znajomości języka. Ale czy żałowaliśmy? Ja na pewno nie, bo była to jednak uczta duchowa, pomimo ze zgotowana na praludzkich kościach. A przepiękną archeolog śmiało mogła konkurować z paleolitycznymi gwiazdami. Sorry, gdyby matkę i córkę móc przenieść w czasie. Kiedyś może tak, jak zbudują machinę czasu i teleportują finalistki. Albo lepiej ja się do nich wybiorę, żeby nie narobić sobie kłopotu. No i wrócę...i znów i znów...

cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
W2
maszynista z Melbourne


Dołączył: 10 Lut 2010
Posty: 2538
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 89 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Poznań
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 10:31, 09 Sie 2018    Temat postu:

Nasze wczasy w końcu dobiegły końca i należało się ewakuować z tej pięknej okolicy. Moment zero trafił w sam środek nocy z rozgwieżdżonym niebem i ciepłymi podmuchami wiatru. W sam raz dla nocnych marków, jednak ja wolałbym wracać w dzień, bo nie lubię zarywać nocy. Żeby to było tylko zwykłe zarywanie, lecz zarywanie z ryzykowaniem. Mam żal do znanego biura turystycznego (mogę podać na priv), które naraziło turystów na ryzyko wypadku, a nawet utraty życia i zaraz to opiszę. Chodzi o transport promem z wyspy Korczula do miasteczka Orebić. W trakcie przyjazdu wszystko było ok. bo zaokrętowaliśmy się na niezły, choć mały prom. Poczułem się jak bogaty turysta na największym wycieczkowcu, mając cały świat u stóp. Czar prysł, kiedy dym z rury wydechowej otulił nas dokładnie. Pewnie była za krótka ta rura, lecz on bez kompleksów dodał gazu, ruszył trzęsąc się niemiłosiernie. Z tego wszystkiego poszliśmy na jednego głębszego i wróciła iluzja, że jesteśmy na pokładzie Queen Mary...z rurami jak ta lala!
Droga powrotna była zupełnie inna i nie było żadnego wycieczkowca, tylko kuter rybacki. Autobusem przywieziono nas do portu na wyspie i stamtąd miały zabrać nas dwie łodzie na drugi brzeg. Łodziami okazały się jedna łódeczka plastikowa na kilka osób i wspomniany kuter na maksimum kilkanaście osób. Do tych łódek miał się zmieścić cały autobus, około 50 osób. Rezydentki przy nas nie było, bo pewnie spodziewała się uzasadnionych pretensji wczasowiczów. Jej opieka ograniczyła się do zapakowania nas do autobusu i wykonania gestów pożegnalnych - iście ofiarne zachowanie!
Staliśmy sobie dłuższą chwilę w porcie, aż tu nagle przypłynęła łódeczka, niby jachcik z kabiną i pomyślałem, że dobija do brzegu jakiś wodniak z rodziną, a okazało się, że to po nas. Ktoś parsknął śmiechem, ktoś inny krzyknął z przerażenia, a najbardziej przerażony był kapitan łodzi, że tyle osób ma zabrać na pokład. Wykonał jakiś telefon i po dłuższej chwili przypłynął wspomniany kuter i zaczęliśmy na nie wchodzić.
Jakimś cudem upchaliśmy się na pokładach i nawet było trochę miejsca, żeby się obrócić, zmienić nogę, bo siedzieć mogli tylko pierwsi szczęściarze. Myślę, że w Arce Noego było więcej miejsca.
Pierwsza plastikowa łódka obładowana ludźmi z walizami na dachu w końcu wypłynęła i miałem wrażenie, że zaraz nabierze wody, bo jej poziom sięgał górnej krawędzi burty. Ale uspokajałem się, bo kapitan wie co robi i zapewne z niejednej łodzi wodę wylewał. Druga łódź byłą bardziej solidna, jednak też przeładowana, a walizki na dachu podnosiły środek ciężkości, co narażało ją na wywrotkę przy dużych falach. Na szczęście fale były takie sobie i takie sobie mieliśmy humory, że płyniemy i niedługo dobijemy do drugiego brzegu. Jednak nie wszyscy mieli dobry humor, bo pewna wczasowiczka krzyczała, że jej walizka spadła z dachu i kołysze się na falach. Nikt nie próbował jej łowić, bo mieliśmy poważniejsze problemy i należało jakoś rozładować napięcie. Odezwałem się, że to żadna strata, bo tam są tylko same brudy. Ktoś się zaśmiał, ale nie właścicielka walizki. Podobnie było ze Zbyszkiem, kiedy z kieszeni jego walizki wypadł sandał i również pływał wśród fal, jak wydeptany laczek Beduina.
W połowie drogi kuter zawrócił i zaczęła się akcja ratownicza pierwszej łodzi z resztą towarzystwa wczasowego. Ich łódź się zepsuła i dryfowała na pobliskie skały. Nasz kapitan wziął na hol zepsutą łódź, a pasażerów wcisnął na nasz kuter. Tu zawodzi wszelka wyobraźnia, jak to można zrobić, lecz rzeczywistość często zaskakuje. Pewnie wyglądaliśmy gorzej od uchodźców na Śródziemnym i całe szczęście, że nie zostaliśmy za takich uznani. Gdyby to się działo w dzień, to dzisiaj zapewne deportowali by nas z powrotem, ale dokąd? Twierdzę, że do najbliższego brzegu, ale ten sandał Zbysia mógłby przesądzić sprawę i trafilibyśmy gdzieś na afrykański brzeg. Zbysiu twierdzi, że na brzeg hiszpański i tam pociągnęlibyśmy następny turnus za pieniądze unijne.

Wszędzie dobrze, a najlepiej w domu i całe szczście, że wczasy się skończyły. Pewnie kiedyś znów się tam wybiorę, chociażby dla adrenaliny.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum po 30-tce Strona Główna -> Travel Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
Strona 6 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin